W Pudle - samolot myśliwski P-39Q Airacobra - 1/72 - Arma Hobby

Model: P-39Q Airacobra, Nr kat.: 70055
Skala: 1:72
Producent: Arma Hobby
Tworzywo: model wtryskowy, maski, elementy 3D
Malowanie: 3 x USA, 1 x Włochy, 1 x Polska

Zapowiadany nowy model w ofercie Arma Hobby stał się faktem. Przed wakacjami wiadomo było, że będzie to kolejny jednosilnikowy samolot myśliwski z okresu II wojny światowej, zaś we wrześniu zmaterializował się od pod postacią P-39Q Airacobry – samolotu bardzo znanego, lubianego i którego nowego opracowania w skali 1/72 bardzo brakowało na rynku. Dotychczas dostępny był jedynie dość stary zestaw Academy, prościutki Hobby Boss adresowany raczej do początkujących modelarzy oraz czeskie short runy z RS Models. Wieloseryjnego modelu wytryskowego do chwili obecnej nie było. A jak został przyjęty?

W sumie tak jak się można było spodziewać. Za granicą entuzjazm na granicy euforii, zaś w Polsce standard. Niektórzy już wytykali błędy na podstawie zaprezentowanych przez producenta renderów 3D, co już zaczyna mi przypominać mroczne obrzędy religijne z wczesnego średniowiecza rodem. Tym bardziej, że krótko przed premierą modelu objawił się ON – Prorok Modelarstwa, Mąż Opatrznościowy i Ostatni Sprawiedliwy, wieszcząc wręcz apokaliptyczne wizje, że po premierze takiego szatańskiego dzieła jak nowa P-39Q to już tylko „płacz i zgrzytanie zębów” nastanie. Przypomniał także swe mroczne proroctwa dotyczące modeli Hurricana i Wildcata, proroctwa, które śmiało można zapisać w „Młocie na czarownice” a Pan Cesare Lombroso byłby zachwycony. Wtórował MU Chór Męczenników Modelarstwa Polskiego śpiewając natchniony psalm o zhańbionym sterze kierunku, tarce, rynienkach i jakieś szybce, co to trzeba samemu dorabiać no i oczywiście o cenie zastawu, bo jakżeby inaczej. Brakowało tylko, by otworzyły się Wrota Piekieł.
Stało się jednak i to. W okolicach premiery zapachniało siarką i smołą kiedy opublikowany został obrazoburczy, wręcz heretycki tekst w którym można było przeczytać, że z tego czegoś można zrobić model samolotu, który będzie wyglądał jak P-39Q i to zaledwie tydzień. Do tego jeszcze zaprezentował zdjęcia sklejonego modelu. Stosy nie zapłonęły tylko dlatego, że obecnie mamy przejściowe trudności z chrustem. Te przerażające zdjęcia postanowiłem umieścić tu także i ja, zdając sobie sprawę, że nie masz już dla mnie ratunku przed wiecznym potępieniem.
Jest także i link do artykułu, ale pamiętać trzeba miały w tym udział siły nieczyste, a jego autor to pewno wysłannik samego Belzebuba:

Kobra w tydzień

Model samolotu myśliwskiego P-39Q Airacobra w wykonaniu Wojciecha Bułhaka z Arma Hobby (zdjęcia: autor)  

Dramatyczne okoliczności związane z premierą modelu mamy za sobą, więc można zająć się meritum sprawy, czyli jego omówieniem, choć zdaję sobie sprawę, że także mój tekst jest bluźnierczy i powinien trafić na Indeks Ksiąg Zakazanych. Trudo, jakoś przeżyję. Wraz z wydaniem tego modelu nastąpiło nieco zmian, które już zasygnalizowane zostały przy zestawie Hurricanów spod Dieppe. Producent zrezygnował z podziału modeli na warianty „Expert Set” i „ModelKit” i dokładania elementów fot otrawionych do tych pierwszych. 

W związku z tym nieco zmieniła się szata graficzna pudełka – logo firmy z żółwikiem jest tylko na bocznych ściankach. Pudełko zdobi kolejny fenomenalny boxart autorstwa Piotra Forkasiewicza, zaś na odwrocie znajdziemy barwne sylwetki proponowanych przez producenta wariantów malowania. W środku torebka z ramkami wtryskowymi, instrukcją, arkusikiem kalkomanii oraz kilkoma gadżetami o których mowa będzie poniżej.  

Znaną od dawna dewizą Arma Hobby było zaprojektowanie modelu w taki sposób, aby wszystko zmieściło się na jednej ramce wtryskowej. W tym zestawie ramki są dwie, identycznej wielkości, zaś uważny obserwator dostrzeże, że do ich produkcji używana jest jedna forma, duża ramka jest po prostu dzielona na dwie mniejsze. 

Do produkcji używane jest takie samo, jasno szare tworzywo znane z wcześniejszych modeli takich jak Hayate czy Mustang. Elementów jest dość sporo, jak na model w skali 1/72, ba znalazłem nawet jedną nadlewkę, na tabliczce z numerkiem obok fotela pilota. Pasy można drzeć. Producent nie zastosował jakiegoś jasno określonego kryterium rozmieszczenia poszczególnych elementów na ramkach, detale zostały umieszczone tam, gdzie akurat było trochę miejsca.

Model ma klasyczny podział technologiczny. Kadłub składa się z dwóch połówek – lewej i prawej. Doklejamy do niech część nosową, której z zestawie mamy dwa warianty, przy czy wykorzystamy tylko jeden z nich – 21. Oznacza to, że producent zamierza także opracować zestawy umożliwiające budowę także innych wersji myśliwca, zresztą takich sygnałów przy oglądaniu ramek pojawia się więcej. Co do samego kadłuba, to zwrócić należy uwagę, na pięknie zaprojektowaną fakturę powierzchni – delikatne ale zarazem dość głębokie i równo poprowadzone linie podziału, sporo nitów i paneli sprawiają bardzo przyjemne wrażenie podczas oglądania. Podobnie ma się rzecz z burtami kabiny, jeśli wykona się otwarte drzwiczki naprawdę sporo będzie widać. Pamiętać tylko trzeba aby usunąć widoczne w nosowej części kadłuba ślady po wypychaczach, bo będzie potem problem z wklejeniem kokpitu wraz z lukiem przedniego podwozia.

Do kadłuba mocujemy usterzenie, jest ono zaprojektowane podobnie jak w poprzednich modelach Arma Hobby, mnie zaś cieszy, że powierzchnie sterowe zaprojektowano jako osobne elementy. Po prostu tak lubię. Tu dochodzimy do jednego z najbardziej „newralgicznych” elementów zestawu czyli steru kierunku, który zdążył dolać czary goryczy na tym ziemskim, modelarskim łez padole. Dokładnie nie wiem o co chodzi, ale chyba że „te te” podłużne poziome są za wysokie i za bardzo wystają. Naprawdę? To nie można tego trochę spiłować jak przeszkadza? Za trudne? Naprawdę tego nie ogarniam.

Płat także ma klasyczny podział i składa się z trzech zasadniczych podzespołów – górnych prawej i lewej połówki oraz części dolnej. Lotki i klapy wykonano jako jego integralne elementy i jeżeli ktoś będzie chciał je mieć w swoim modelu w pozycji wychylonej to musi popracować trochę samodzielnie. Zadanie jest o tyle ułatwione, że na rynku jest sporo zestawów do waloryzacji modelu Academy, w tym także klapy. Do modelu Arma Hobby dodatki pewnie pojawią się z czasem. Co do faktury powierzchni płata, to jest równie estetyczna jak w przypadku kadłuba. Tu dodam tylko tyle, że producent odpuścił sobie najdrobniejsze linie nitów. Czy to wada? Niekoniecznie. Takie zabiegi pojawiły się co prawda w kilku modelach innych producentów i niektórzy oczekują, że będą one powszechnie przyjętym standardem. Ja nie należę do takich osób. Sam raczej nie odtwarzam linii nitów bo jestem za leniwy i nie wychodzi mi to tak jak sobie bym tego życzył. Jak zrobi to za mnie producent modelu – dobrze, jak nie , też nie ma problemu.

Sporo dzieje się we wnętrzu modelu. Sam kokpit to kilkanaście bardzo precyzyjnie wykonanych detali, uwzględniających kompletne wyposażenie kabiny. Wiadomo przecież, że przez oszklenie i uchylone drzwiczki będzie sporo widać, a obecne standardy produkcji modeli są przecież wysokie. Dodam tyle, że wyciągnąłem z magazynku Airacoberę z Hasegawy w skali 1/48, bardzo dobry i chwalony przecież model – kokpit i inne detale wyglądały tam nieco skromniej. Tak wykonanej tablicy przyrządów nie powstydziłby się model w skali 1/32.

Podobnie ma się sprawa luków podwozia, czyli czegoś na co zawsze zwracam uwagę. Luk podwozia przedniego jest jednym podzespołem wraz z kokpitem, właściwie wystarczy go skleić i pomalować, aby prezentował się bez zarzutu. Można dodać kilka przewodów, jak ktoś chce. Podobnie ma się sprawa z komorami podwozia głównego. Ich sufity wykonano w górnych połówkach płata, dzięki czemu mają odpowiednią głębokość. Ciekawym patentem jest wykonanie wewnętrznych pokryw luków wraz z zawiasami i bocznymi ściankami, co bardzo ułatwi montaż. Pokrywy luków podwozia mają pięknie odtworzoną fakturę wewnętrzną, przy czym na jednej z nich występuje jedyna w tym zestawie jamka skurczowa, niestety łatwa do usunięcia. 

Koła podwozia, zarówno głównego jak i przedniego mają odtworzone detale felg, napisy na oponach oraz ugięcia. W przypadku kół podwozia głównego trzeba uważać, żeby je wkleić we właściwe golenie, bo inaczej się wszystko rozjedzie. Z tego co wiem w instrukcji pomylono kolejność, więc trzeba mieć ten etap prac na uwadze.

Bez zarzutu prezentują się także golenie podwozia i będą one mocnym punktem całej repliki, zwłaszcza składająca się z kilku elementów goleń przednia. Powyżej wspomniałem, że w zestawie są elementy, których nie wykorzystamy, bo są przewidziane do innych wersji samolotu. Tak jest w przypadku rur wydechowych , mamy także rury do wersji P-400.

Także śmigieł mamy aż trzy warianty, ale w tym zestawie wykorzystamy tylko jedno (element 59) na pocieszenie mogę wspomnieć, że dzięki specjalnie zaprojektowanej piaście śmigło się obraca, co dla niektórych modelarzy jest szalenie ważne. Kołpak ma jedną wersję, ale za to dwa warianty lufy działka. Wykorzystamy je w zależności od wyboru wariantu malowania. Na powyższych zdjęciach widzimy także bombę. Do wyboru mamy dwie bomby 250 lub 500 funtów oraz podwieszany zbiornik paliwa. Każdy w zależności od wariantu malowania możemy umieścić na centralnym pylonie. W modelu mamy także do dyspozycji kilak wariantów uzbrojenia strzeleckiego. W przypadku omawianego zestawu wykorzystamy natomiast uzbrojenie w podwieszanych gondolach podskrzydłowych.

Oszklenie to znacznie mniejsza od omówionych powyżej ramka wtryskowa. Znajduje się na niej osłona kabiny, drzwiczki prawe i lewe a także celownik oraz klosz reflektora. Już od dawna Arma Hobby przywiązuje dużą wagę do jakości oszklenia, tak jest i tym razem. Elementy są cienkie, dzięki czemu mają dobrą przejrzystość, nie dają refleksów ani innych nie pożądanych efektów. Także ramy oszklenia są bez zarzutu, równe i o odpowiedniej grubości. 

Teraz nieco o dodatkach. Od pewnego czasu do modeli Arma Hobby dołącza elementy wykonane w technologii wydruku 3D. Jest to ukłon wobec tych, którzy nabyli model w przedsprzedaży bezpośrednio u producenta, ale tego na ich temat nie ma wzmianki w instrukcji, zaś schemat co do czego znajduje się na firmowym blogu producenta. Do dyspozycji mamy więc fotle wraz z pasami, tylce kadłubowych karabinów maszynowych, lufy karabinów i działek a także dwie drobne korbki, które nie są zamiennikami elementów plastikowych tylko dodatkowymi detalami, które zamontujemy w kabinie pilota. Całość prezentuje się bardzo zachęcająco i na pewno będzie miała duży wpływ na efekt finalny.
Standardowymi dodatkami do tego i zapewne kolejnych zestawów Airacobry są maski do malowania oszklenia kabiny oraz kół podwozia oraz metalowe kulki służące jako balast. Umieścimy je w specjalnych nieckach w części 17. Według zapewnienie producenta ich waga skutecznie zapobiegnie opadaniu modelu na ogon. Cóż zobaczymy podczas klejenia. Przy pomocy masek pomalujemy oszklenie kabiny oraz kół podwozia. Maski wycięto z żółtej taśmy „kabuki” czy jakoś tak. Warto zwrócić uwagę, że maski mają stać się standardowym wyposażeniem każdego kolejnego modelu Arma Hobby. 

Kalkomania to dość spory arkusz, bo malowań jest aż pięć, o czym za chwilę. Prawie połowę jego powierzchni zajmują natomiast napisy i znaki eksploatacyjne w ilości, w której nie powstydziłby się współczesny odrzutowiec. Jest to też podyktowane faktem, że w jednym z proponowanych wariantów malowania mamy stencile innego koloru niż  standardowy, co de facto wymusiło wydrukowanie dwóch kompletów napisów. Mamy też kalkomanie do kabiny pilota, czyli wszelkiego rodzaju zegary, tabliczki znamionowe i pasy, przy czym teraz jest to jeden komplet a nie dwa ja do tej pory. Kalkomanie sprawiają bardzo przyjemne wrażenie pod względem doboru kolorów, czytelności i ostrości rysunku.

Producent proponuje modelarzom pięć wariantów malowania. Są one raczej stonowane, wręcz spokojne jeśli chodzi o efektowność. Próżno tu szukać jakiś mocno bojowych emblematów czy wdzięczących się Pin-up Girls. Pewnie takie producent ma w zanadrzu i uraczy nas przy kolejnych zestawach. Na razie do dyspozycji mamy:
•    P-39Q-10 Airacobra, 363. Dywizjon Myśliwski, 357. Grupa Myśliwska, pilot por. Clarence “BUD” Anderson, Oroville, Kalifornia, październik 1943 r.
•    P-39Q-1 Airacobra, 6. Dywizjon Myśliwski, 15. Grupa Myśliwska, Makin, Wyspy Gilberta koniec 1943 r.
•    P-39Q-15 Airacobra, 10. Dywizjon, 4. Pułk Myśliwski, Lotnictwo Włoskie, baza Galatina, Włochy, listopad 1944 r.
•    P-39Q-6 Airacobra, 82. Dywizjon Rozpoznawczy, 71. Taktyczna Grupa Rozpoznawcza, pilot por. Michael Moffitt, Saidor, Nowa Gwinea, wiosna 1944 r.
•    P-39Q-20 Airacobra, 2. Mieszany Specjalny Pułk Lotniczy, „ludowe” Lotnictwo Polskie, pilot gen. płk Fiodor Połynin, Warszawa 1945 r.
Warto zwrócić uwagę, że na temat tego ostatniego malowania, czyli samolotu osobistego gen. Połynina rozgorzała dyskusja, czy ten wariant jest prawidłowy. Na razie nie ma jednoznacznych wskazań, że nie, pomimo, iż w książce Polish Fighter Colours Wydawnictwa Stratus jest on nieco inny, udokumentowany zdjęciami. Też zwróciłem na to uwagę, ale sam jeszcze nie zgłębiałem tematu, zresztą należy się spodziewać odpowiedniego materiału na ten temat na blogu producenta. Jedno jest pewne. W oparciu o załączone do zestawu kalkomanie, bez problemu można wykonać oba warianty polskiej Airacobry.

Malowania w postaci kolorowych schematów zamieszczono na końcowych stronach instrukcji. W tym zakresie się nic nie zmieniło. Na pierwszej stronie którtka historia samolotu, którego model będziemy budować, rozpiska zawartości pudełka oraz wykaz kolorów w oparciu o palety najbardziej popularnych obecnie producentów farb. W środku rysunki montażowe dla jednych czytelne dla innych mniej. Zawierają jednak całą gamę bardzo przydanych informacji, więc warto się z nimi zapoznać, nim Cobra wyląduje na naszym warsztacie.
Tak to zatem wygląda, mi osobiście model się bardzo podoba i na pewno go popełnię. To bardzo ładny, razowy samolot, zaś sam zestaw aż prosi się o jego sklejenie. Niestety trzeb a stwierdzić, że tak jest z większością modeli, z którymi ostatnio miałem do czynienia, co znacznie utrudnia harmonogram linii montażowej. Z modelami P-39 ostatni raz miałem do czynienia w czasach szkoły podstawowej, więc fajnie będzie wrócić do tematu. W czasach szkolnych klejona oczywiście była karto nówka z Małego Modelarza oraz model w skali 1/72 wydany przez firmę Minipast. Ponieważ był to pierwszy model Airacobry wydany w Polsce (Arma Hobby jest druga) chciałbym mu poświęcić w tym miejscu nieco uwagi.

Model: P-39Q Airacobra, Nr kat.: -
Skala: 1:72
Producent: Miniplast
Tworzywo: model próżniowy (vacu)
Malowanie: 1 x USA, 1 x ZSRR, 1 x Polska

Już pierwszy rzut oka na to coś, co niektórzy zwą modelem do sklejania może młodszych a bardziej wrażliwych przyprawić o atak serca. Jakiś worek foliowy z marnie wydrukowaną ulotką udającą boxart a w środku… no właśnie. Płytka z polistyrenu a nie ramka a w niej wytłoczone części. Co to za szatański wynalazek? Żaden wynalazek tylko model do sklejania, ale wyprodukowany w technologii, która była dość popularna w latach 80-tych ubiegłego stulecia a obecnie ogranicza się do produkcji naprawdę niszowych modeli w niewielkich seriach. W tamtych czasach sporo takich modeli powstawało na rynku czeskim i polskim i były formą uzupełnienia rynku wobec niewielkich ilości modeli zza Żelaznej Kurtyny. Ich produkcją zajmowali się zazwyczaj prywatni przedsiębiorcy, a w Polsce działało kilka takich firm.

Ta technologia polegała na formowaniu elementów modelu w polistyrenowej płytce przy pomocy pompy próżniowej. Wytłoczone w płytce elementy modelu należało obrysować ołówkiem, za pomocą nożyka lub nożyczek  wyciąć z około 2 mm naddatkiem a następnie zeszlifować ów naddatek na arkuszu papieru ściernego przymocowanego do jakiegoś równego podłoża na przykład deski. Tak przygotowane elementy można było łączyć z sobą przy pomocy zwykłego kleju do polistyrenu. Praktyka była natomiast taka, że wykorzystywano zazwyczaj podstawowe elementy modelu, zaś wszelkie drobne detale adaptowało się z modeli wtryskowych lub wykonywało od podstaw. Airacobra z Miniplastu ma poprawną bryłę i wymiary, delikatne, wklęsłe linie podziału blach a także widoczne dopiero prze lupę szwy nitowe na kadłubie. Mogła zatem stanowić doskonałą bazę do wykonania poprawnej repliki samolotu, co zresztą potwierdzi wielu modelarzy. Ci, którzy opanowali sztukę budowy modeli w oparciu o zestawy vacu potwierdzą także inna ważną rzecz. Dzięki bardzo cienkim ściankom elementów i dość dobrej sztywności można było naprawdę mocno poszaleć z wykonywaniem elementów wnętrza.

 W tej samej technologii wykonywano także oszklenie, przy czym wtedy ograniczało się do jednego lub dwóch elementów osłony kabiny. Tak jest właśnie w przypadku Airacobry z Miniplastu. Modele te często miały bardzo wysokiej na owe czasy jakości, kalkomanie. Co prawda ograniczały się one jedynie do znaków przynależności państwowej i numerów. O czymś takim jak stencile nikt nawet nie słyszał.

Ulotka wydana na byle jakim papierze w technologii, która zniszczyłaby nawet najlepiej wykonany boxart musiała starczyć za opakowanie i instrukcję i schematy malowania w jednym. Wszystko musiało być poprawne politycznie więc na boxarcie widzimy Airacobrę w barwach Wielkiego Brata, jedno malowanie oczywiście musiało być jedynie słuszne, baczny obserwator bez trudu zauważy, że to samolot A. Pokryszkina, choć na arkusiku kalkomanii trudno szukać oznaczeń jego zwycięstw powietrznych. Na odczepnego dano jedno malowanie amerykańskie zresztą całkiem nieźle opisane, ale bez kalkomanii z numerami seryjnymi na usterzeniu pionowym no i oczywiście polskie, gen. Połynina według ówczesnego stanu wiedzy w tym temacie.

Będąc uczniem podstawówki popełniłem dwie takie Airacobry, przy czym za pierwszym podejściem pominąłem jako według mnie „zupełnie nieistotny” punkt o konieczności zeszlifowania papierem ściernym naddatku tworzywa, dzięki czemu usterzenie poziome miało około 1 cm grubości. Za drugim razem było już lepiej, co więcej ten model przetrwał do czasów obecnych, więc mogę wrzucić dwie fotki, żeby było wiadomo, że jednak można było.
Dlaczego o tym wszystkim piszę? Trochę z sentymentu do tych dawnych, pionierskich czasów, kiedy zdobycie porządnego modelu graniczyło z cudem a samodzielne przeróbki przy pomocy totalnie prymitywnych środków dawały często znakomite efekty. Wtedy też technologia produkcji modeli była na znacznie niższym poziomie niż obecnie, a i satysfakcja była wielka, ze coś, co podoba się innym zrobiło się samodzielnie, a sklejony model wyróżniał się spośród innych otwartą kabiną z całym wyposażeniem, czy też poprawnie wykonanymi rurami wydechowymi lub innymi detalami tego typu. Dziś modelarz dostaje wszystko pod nos podane na tacy – zestawy na bogato często z wieloma wariantami wyposażenia i uzbrojenia z wysokiej jakości kalkomaniami a to wszystko dobrze udokumentowane i opracowane. A i tak źle bo jakiś nit nie trzyma w skali, czy jakąś linię trzeba wytrasować na nowo lub o zgrozo wykonać jakiś detal we własnym zakresie. Ale wszyscy mienią się wielkimi modelarzami. Czy na pewno nimi są?

 

Dziękuję producentowi, firmie Arma Hobby za przekazanie modelu  na potrzeby recenzji

Marcin "Marwaw" Wawrzynkowski

 

 

 

 

 

 

 

Partnerzy

               

Kluby modelarskie

 

 
       
                 
                 

 

DMC Firewall is a Joomla Security extension!