OV-10A, OV-10D+ z Pustynnej Burzy, ostatnie takie samoloty - 1/48 - ICM Models

 

Model:
•    "Desert Strom" US aircraft OV-10A and OV-10D+, 1991, ICM Models No.48302
Wykorzystane zestawy:
•    Eduard, OV-10A, 3DL 48058,
•    Eduard Mask, OV-10A EX 825, OV-10D+ EX 846,
Kleje:
•    Tamiya Extra Thin
•    cyjanoakrylowe
Farby:
•    Bilmodelmakers
•    Hataka Orange
•    akrylowe (różni producenci)
Chemia modelarska:
•    Surfacer 1000, Tamiya
•    Plastic Putty, Vallejo,
•    Płyn do zmiękczania kalkomanii    Mr. Mark Setter
•    Wash Dark Grey, Black Tamiya,
•    Wash Lavado, Vallejo,
•    Matt verniks Vallejo, 

 Dlaczego taki tytuł, że ostatnie takie samoloty? Nie, nie chodzi, że ostatnie egzemplarze czy modele ale o klasę lekkich samolotów pola walki, kiedyś bardzo powszechnych w większości armii świata, dziś niemal całkowicie wypartych przez drony – bezpieczniejsze, tańsze i często skuteczniejsze. Przykładem takiego lekkiego samolotu pola walki był OV-10 Bronco. W armii amerykańskiej wykorzystywany do bliskiego rozpoznania, współpracy na polu walki z siłami lądowymi czy też zadań szturmowych. Używany od początku lat 60-tych zeszłego stulecia, ostatni raz użyty bojowo na szeroką skalę podczas operacji „Pustynna Burza”. W 1991 r. został wycofany ze służby a amerykańskim lotnictwie. Udział tych samolotów podczas wojny w Iraku przypomniała firma ICM Models podwójnym zestawem umożliwiającym budowę aż dwóch modeli w skali 1/48, mianowicie OV-10A oraz OV-10 D+. Ten właśnie zestaw zagościł na moim warsztacie, jakiś czas temu.

Jak wspomniałem przy okazji recenzji samoloty z rodziny OV-10 jakoś nie znalazły się w sferze moich zainteresowań modelarskich. Postanowiłem skleić oba modele ponieważ bardziej skusiły mnie zachwyty modelarzy i laury jakimi cieszyły się zestawy ukraińskiego producenta. Żadna recenzja, nawet najbardziej wnikliwa nie jest w stanie dać jednoznacznej odpowiedzi o wartości danego zestawu, żeby wyrobić sobie o nim zdanie, trzeba go po prostu skleić. Tak zamierzałem zrobić. Najpierw jednak czekało mnie przeanalizowanie zestawu pod kątem doboru dodatków i przyjęcie jakiejś koncepcji budowy. Stanęło na tym, że z gotowych zestawów użyję produktów czeskiego Eduarda z linii SPACE oraz masek do malowania ram kabiny. Pozostałą waloryzację postanowiłem zrobić we własnym zakresie.

Prace tradycyjnie zacząłem od kokpitów w obu samolotach. Skleiłem, to co przewidział producent, czyli fotele tablice przyrządów i same wanny kokpitów. Zamontowałem też co trzeba w burtach kadłuba. Nieco zeszlifowałem także miejsca na których miały docelowo znaleźć się kalkomanie w formie wydruków 3D z zestawów SPACE.

Można poprzestać tylko na tym, ale na zdjęciach prawdziwych samolotów widać wyraźnie całkiem sporą ilość przewodów, kabli i różnego rodzaju detali, których odtworzenie sprawi, że miniatury nabiorą życia. Postanowiłem zatem poświęcić trochę czasu, żeby przynajmniej częściowo odtworzyć wygląd instalacji znajdujących się w kokpitach obu modeli. 

Zatem uzbrojony w kawałki polistyrenowych płytek różnej grubości i miękki drut o różnej średnicy zacząłem  moją ulubiona zabawę w okablowywanie wszystkiego co uznałem za stosowne. Osiągnąłem efekt widoczny na zdjęciach. Już na tym etapie budowy wiedziałem, że mam do czynienia z bardzo dobrze spasowanym zestawem, a przecież to był dopiero sam początek prac. 

Potem przyszłą pora na malowanie i dalsze detalowanie kokpitu. Najpierw kolor bazowy – szary Bilmodel naniesiony aerografem, a potem akryle nakładane już pędzlami a na samym końcu wasch. Po jego wyschnięciu mogłem zabrać się za wydruki 3D. Pierwszy raz pracowałem z tymi produktami, dlatego ciekawość była spora. Początkowo myślałem, że klei się to jak zwykłe kalki. Otóż nie. Klej do kalkomanii nie utrzyma tak grubego i ciężkiego elementu za swoim miejscu. Po wyschnięciu kleju on po prostu odpadnie. Tyle dowiedziałem się z Internetu. Dowiedziałem się też, że wydruki trzeba po prostu przykleić. Odradzam klej penetrujący. Owszem przyklei ale może pofałdować, czy w inny sposób uszkodzić montowany detal. Ja użyłem zwykłego kleju cyjanoakrylowego. Płaskie elementy przyklejają się bez problemu. Obłe, najlepiej po odklejeniu z papieru ochronnego uformować i przyklejać punktowo, aż nabierze żadnego kształtu. Inna przygoda przytrafiła mi się ze zwykłego gapiostwa, po prostu zamówiłem dwa komplety do OV-10A. Większość elementów była wspólna dla obu wersji, ale tablice przyrządów zgoła inne. Wybrnąłem z tego w ten sposób, że na tablice zestawowe nakleiłem odpowiednie kalkomanie. Tablice 3D pociąłem ostrym nożykiem na poszczególne panele i pojedynczo nakleiłem w odpowiednie miejsca, uzyskując efekt widoczny zna zdjęciach. Jedynie ekrany monitorów pozostały oryginalne, podkreśliłem je tylko zieloną farbką typu clear. Doklejenie pozostałych detali fototrawionych takich jak pasy foteli czy dźwignie to już właściwie formalność.

Oba kokpity zostały następnie sklejone w całość, co w praktyce ograniczało się do osadzenia na swoich miejscach foteli oraz tablic przyrządów a potem odpowiedniego ułożenia prowadzących od nich przewodów. Jeszcze kilka poprawek i kokpity były gotowe do montowania w kadłubach.

Zostały one przyklejone do lewych burt gondoli kadłubowej. W tym miejscu zacząłem się mocno niepokoić tym, czy modele po sklejeniu i ustawieniu Na kołach nie będą opadać na ogon. W instrukcji nie ma nic na temat konieczności ich obciążenia. W przypadku OV-10D+ problemu specjalnie nie ma, w nosie jest sporo miejsca, ale OV-10A już nie część nosowa to jednocześnie luk podwozia przedniego i miejsca tam na lekarstwo. Już teraz podpowiem, że obydwa modele należy obciążyć i to porządnie, zaś  w przypadku OV-10A na ten cel należy wykorzystać każdą wolną przestrzeń w gondoli kadłubowej i w osłonach silników.

Gondola kadłubowa w obu modelach składa się z prawej i lewej połówki oraz dolnej części. Montując dolną część do sklejonego kadłuba, należy się ściśle trzymać tego, co mówi instrukcja.  Montaż w obu wersjach nie jest identyczny, jeżeli ktoś tak myśli, może się bardzo nieprzyjemnie rozczarować.

Jeżeli jednak będziemy się trzymać zaleceń producenta, przez montaż gondoli kadłubowej przebrniemy bezproblemowo i co najważniejsze, bez użycia szpachli. Ja tego nie zrobiłem, więc musiałem zapłacić frycowe w postaci kilku poprawek i szczelin, w które musiałem wpuścić szpachlówkę. Parce nad gondolami w obu modelach zakończyłem tradycyjnie obróbką miejsc łączenia. Tu trzeba natomiast uważać, żeby nie uszkodzić misternej powierzchni modelu, bo to jego niewątpliwy atut.

Obydwie wersje OV-10 Bronco używane w operacji „Pustynna Burza” dysponowały uzbrojeniem strzeleckim w postaci czterech działek 20 mm. Montowano je w niewielkich skrzydełkach umieszczonych po bu stronach gondoli w dolnej części. W obu modelach komory uzbrojenia postanowiłem wykonać jako otwarte, nie zdecydowałem się jednak na zakup jakiegoś zestawu żywic, tylko wykonałem korpusy działek, podajniki i skrzynki amunicyjne we własnym zakresie, używając kawałków polistyrenu i drutu różnej grubości. Ponieważ efekt mnie zadowalał, skrzydełka z działkami zostały umieszczone na swoich miejscach w kadłubie.

Także w tym miejscu duże brawa należą się projektantowi zestawu. Nawet w dzisiejszych czasach, w dobie komputerów i cyfrowego projektowania, wykonanie tak skomplikowanych elementów tak, żeby idealnie schodziły na swoje  miejsca w kadłubie wymaga naprawdę wysokich umiejętności. Prace nad gondolami silnikowymi zakończyłem wklejeniem na swoje miejsca wszystkich drobnych detali. Oczywiści tylko tych, co do których miałem pewność, że nie uszkodzę ich podczas dalszych prac nad modelami.

Sklejenie skrzydeł, a właściwie płata, to w tych modelach żadna filozofia. Wszystko do siebie pasowało idealnie. Wystarczyło złożyć z sobą poszczególne części, wpuścić klej penetrujący a po jego zaschnięciu przeszlifować delikatnie miejsce łączenia. Podobnie miała się rzecz z klapami, które oczywiście wkleiłem w pozycji wychylonej, zaś lotki wsadziłem na wcisk. Jedyne na co trzeba uważać, to delikatna faktura powierzchni płata.

Zamontowanie płatów na gondolach silnikowych także nie było problematyczne. Złożyć z sobą, sprawdzić czy nic się nie zwichrowało, wpuścić klej, a po wyschnięciu delikatnie obrobić.

Klejenie belek ogonowych należy zacząć od złożenia w całość luków podwozia głównego. To bardzo newralgiczny punkt naszej zabawy z modelem. Z dwóch powodów. Po pierwsze luki nie są takie same – prawe i lewe. Ponadto już na tym etapie montujemy golenie podwozia głównego, a te mają dość skomplikowaną konstrukcję. Czyli instrukcja w tym wypadku to rzecz święta. Jak widać na zdjęciach uzupełniłem podwozie główne o imitacje przewodów instalacji hydraulicznej i elektrycznej, a żeby ułatwić sobie montaż tych detali i później malowanie, nie przyklejałem zewnętrznych ścianek luków. Wklejając druciki i kabelki wzorowałem się na zdjęciach prawdziwych samolotów. 

Zrobiłem to dopiero po pomalowaniu i położeniu wascha. Potem wystarczyło wkleić luki w zewnętrzne połówki belek, przykleić zewnętrzne oraz dolne części. Trzeba to zrobić starannie bo inaczej czeka nas wypełnianie szpachlówką szczelin pomiędzy poszczególnymi elementami. Jeżeli już do tego dojdzie, nie ma nic lepszego jak akrylowa pasta Vallejo. Aplikatorem wpuszczamy trochę w szczelinę, wyrównujemy kawałkiem plastiku, ostrzem nożyka, zwilżonym w wodzie pędzelkiem czy nawet palcem i po problemie.

Równolegle z belkami ogonowymi przygotowałem sobie pierwsze z detali, które zamierzałem zamontować dopiero po zakończeniu malowania obu modeli. Drobne pokrywy luków podwozia otrzymały imitację mocowania do goleni. Powstały także pokrywy luków uzbrojenia. Tych ostatnich w końcu nie zamocowałem, gdyż nie za bardzo wiedziałem jak, nie natrafiłem na odpowiednie zdjęcia. Na razie czekają, aż znajdę takie. 

Mając sklejone i obrobione belki ogonowe, skleiłem stateczniki poziome, co było tak samo skomplikowane jak w przypadku płatów i złożyłem oba modele w całość. Oczywiście trzeba uważać, aby nie zwichrować bryły modeli, kiedy upewniłem się że wszystko jest jak należy skleiłem resztę drobnych detali takich jak anteny, wydechy czy napędy lotek, śmigła, belki podskrzydłowe i koła założyłem na sucho, a wyważenia lotek i sterów dołączyły do grupy elementów, które na swoim miejscu znajdą się dopiero po zakończeniu malowania. Tu zaczął się horror w postaci wyważania obu modeli. Oczywiście nie obciążone miały tendencje do opadania na ogon. Jak podejrzewałem miniatura OV-10D+ po zaaplikowania w nos balastu w postaci ołowianych kulek grzecznie stanęła na trzy punkty. Jak podejrzewałem w przypadku OV-10A trzeba było balast umieścić wszędzie gdzie się dało, silniki, Kołaki śmigieł, a nawet luk podwozia. Dwa kawałki ołowiu uformowałem tak, aby nie rzucały się w oczy, wkleiłem w sufit luku i pomalowałem na biało. Pomogło. Okazało się, że podwozie jest bardzo newralgicznym punktem zestawu. Ma skomplikowaną konstrukcję i jest przy tym bardzo delikatne, przy obciążonym modelu może mieć tendencje do wichrowania się. Dlatego rozumiem pojawienie się na rynku zamienników wykonanych z metalu. To powinna być całkiem niezła alternatywa, która zabezpieczy naszą miniaturę prze przypadkowymi uszkodzeniami.

Malowanie zacząłem do pokrycia modelu podkładem w sprayu z Tamiyi i wykonaniu delikatnego preshadingu z szarej farby. Potem pomalowałem wszystkie dolne powierzchnie, pamiętając o tym, żeby nie zamalować uprzednio zaznaczonych linii. Kilka paneli rozjaśniłem dodając odrobinę białej. Obydwie używane farby pochodziły z palety Bilmodela. Po ich wyschnięciu dolne powierzchnie odpowiednio zabezpieczyłem. We wszystkie miejsca styku koloru szarego z pustynnymi przykleiłem wałeczki z bluetaca. Chciałem, aby granice kolorów były równe i wyraźne.

Pozostałe dwa kolory kamuflażu nanosiłem już z wolnej ręki używając lakierów HATAKA z linii Orange. Także tu musiałem uważać, aby nie zamalować preshadungu. Po zdjęciu maskowania i wykonaniu poprawek malarskich oba modele były gotowe do dalszych prac, a jak coraz bardziej nabierałem przekonania, że OV-10 to jednak piękne samoloty.

Wraz z modelami powstawały także podwieszenia, bo ma je przecież większość współczesnych samolotów bojowych. Zacząłem od zbiorników paliwa. Główne pod kadłubowe zostały po pomalowaniu zamontowane pod kadłubami obu modeli, bardzo mi się podobała ich kolorystyka mocno kontrastująca z kolorystyką modeli, jeden oliwkowo zielony, drugi na naturalnej barwie metalu. Podskrzydłowe zbiorniki 100 galonów finalnie miały trafić na podstawkę, w roli gadżetów uzupełniających okoliczności przyrody. Jak widać na zdjęciach oba modele mają już nałożone kalkomanie.

Zostały one nałożone właśnie na tym etapie prac. Doskonale reagowały z chemią w postaci płynu Mr. Setter, zaś podkład z Sidoluxu w pełni zabezpieczył je przed efektem srebrzenia. Trzeba jednak trochę z nimi uważać, są bardzo delikatne i łatwo je uszkodzić. W tym miejscu należy też napisać kilka słów o samych malowaniach obu modeli. Wszystkie opcje malowania proponowane przez producenta, to maszyny z tej samej jednostki, czyli 2 Dywizjonu Obserwacyjnego Lotnictwa Korpusu Piechoty Morskiej (VMO-2) Jednostka ta ozdabiała swe samoloty godłem w postaci dwóch podków umieszczanych na statecznikach pionowych. W okresie Wojny w Zatoce stacjonowała na terytorium Arabii Saudyjskiej. Miniatura OV-10A została wykonana w oparciu o schemat pierwszy (samolot Bu. No. 155428), jedynym odstępstwem od schematu był oliwkowy a nie srebrny zbiornik podkadłubowy. OV-10D+ to z kolei wariant numer trzy (samolot Bu. No. 155473) przekonały mnie kołpaki śmigieł w dwóch kolorach. Poza tym chciałem aby oba modele miały wymalowany charakterystyczny chodnik na  górnej powierzchni płata.

Jak zaznaczyłem powyżej, równolegle z modelami pracowałem nad podwieszeniami. Producent proponuje tu kilka dość podobnych do siebie wariantów. Zdecydowałem się na dwa identyczne w postaci pary wyrzutni niekierowanych pocisków rakietowych LAU-10A ZUNI, pary wyrzutni LAU-68 oraz pocisku AIM-9 Sidewinder. Później trafiłem jeszcze na inne kombinacje z pociskami AGM-65 Maverick do zwalczania czołgów czy z czterema AIM-9 do niszczenia śmigłowców. Możliwości jest sporo. Środki bojowe zostały sklejone, pomalowane i oklejone kalkomaniami. Szkoda, że producent nie dał kalkomanii do wszystkich podwieszeń, tylko do połowy, musiałem sobie radzić z tym co znalazłem w podręcznym magazynku kalek ze starych zestawów. 

Finalnie wszystkie środki bojowe znalazły się na swoich miejscach. Puste podskrzydłowe wyrzutnie AIM-9 uzupełniłem o imitacje zamków wykonanych z resztek fot otrawionych blaszek. Wtedy też zamocowałem wszystkie te elementy, o których pisałem, że trafią na soje miejsce po pomalowaniu modeli. Odpuściłem sobie tylko hamulce aerodynamiczne o półokrągłym kształcie wystające z górnej powierzchni skrzydeł. To po prostu mi się nie podobało. Wtedy też naniosłem na oba modele większość śladów eksploatacji. Odpuściłem sobie odpryski lakieru, bo mało prawdopodobne, że występowały. Skupiłem się raczej na zróżnicowaniu faktury powierzchni, jednak bez szczególnego schematu. Po prostu metodą prób i błędów nanosiłem na modele różne specyfiki w rodzaju waschów i płynów do akcentowania linii. Jeżeli coś mi się nie spodobało, po prostu to zmywałem i robiłem na nowo, aż do uzyskania efektu, który mi odpowiadał.

Nieco problemu sprawiła mi kopułka optoelektroniczna do lotów w nocy, jaką na wyposażeniu miały OV-10D+. Nie mogłem znaleźć dobrych zdjęć jej szczegółów. Co ciekawe, na zdjęciach kiedy była widoczna na swoim miejscu pod nosem samolotu, zdjęcie było niewyraźne im z daleka. Jeżeli zdjęcie było z bliska, w miejscu kopułki była aerodynamiczna zaślepka. Ciekawe. Pomalowaną zgodnie z instrukcją kopułkę okleiłem kalkomaniami z imitacją monitorów i wyświetlaczy z jakiegoś starego modelu, co miało imitować, kamery, czujniki i co tam jeszcze  było, podkreśliłem zielonym clearem i wkleiłem na swoje miejsce.

Na sam koniec zostawiłem sobie montaż osłon kabin i pozostałych elementów przezroczystych, będąc złudnie przekonany, że nie uszkodzę ich podczas nanoszenia werniksu i śladów eksploatacji. Producent nie przewidział możliwości wykonania otwartych kabin, więc boczne panele musiałem odpowiednio pociąć na poszczególne segmenty. Potem je zamaskowałem, używając gotowych masek Eduarda i taśmy maskującej. Ramy oszklenia pomalowałem no i oczywiście okazało się, że podkład w kilku miejscach podpłynął pod maski, dzięki czemu miałem dodatkowe zajęcia z polerowania tworzywa. Na szczęście udało się to wszystko doprowadzić do ładu. Zanim oszklenie znalazło się na swoich miejscach, trzeba było wypełnić je wyposażeniem, zarówno przewidzianym przez producenta, jak i w zestawie SPACE. Wszystkie cięgna sprężyny i podpórki wykonałem we własnym zakresie z polistyrenowych prętów o różnej średnicy, odpowiednio pomalowanych. Z prętów z polistyrenu wykonałem także zawiasy, do których przykleiłem otwierane elementy osłon kabiny. Ta zabawa się jednak opłaciła, bo w kopicie sporo się dzieje a dodatkowe detale oszklenia prezentują się bardzo dobrze.

Wraz z osłonami kabin na swoich miejscach znalazły się pozostałe elementy przezroczyste, czyli klosze lamp pozycyjnych. Część kloszy lamp producent przewidział jako integralne elementy płatów, na które należało tylko nałożyć kalkomanie, ja dołożyłem od siebie także nieco lakierów clear w odpowiednich kolorach. Potem już tylko ostatnie poprawki malarskie, nieco kurzu na podwozie i dolne partie obu modeli i właściwie koniec prac.

Obydwa modele umieściłem na podstawkach imitujących fragment płyty lotniska z kawałkiem terenu. Taki modelarski nikiforyzm. Podsumowując muszę stwierdzić, że czas spędzony z tym zestawem nie był na pewno czasem straconym. Obcowałem ze znakomicie opracowanymi modelami, zarówno pod względem merytorycznym jak i modelarskim. OV-10 Borno do tej pory przeze mnie nie dostrzegany okazał się pięknym i bardzo wdzięcznym samolotem. Będzie on doskonałym towarzystwem dla Pucary, którą też mam zamiar w przyszłości zbudować. Firmie ICM Models należą się wielkie słowa uznania i gratulacje za naprawdę dobrze wykonaną robotę. Oba modele wchodzące w skład zestawu są doskonale spasowane i nie sprawiają żadnego problemu podczas budowy. Należy jednak uważać i trzymać się instrukcji, bo jest kilka pułapek wynikających z konstrukcji samolotu a nie z opracowania zestawu. Na zakończenie pozostało mi jedynie zaprosić do obejrzenia galerii z oboma modelami. 

OV-10A, Bu. No. 155428, 2 Dywizjon Rozpoznawczy USMC, Arabia Saudyjska 1991 r.

GALERIA

 

 

OV-10D+, Bu. No. 155473, 2 Dywizjon Rozpoznawczy USMC, Arabia Saudyjska 1991 r.

GALERIA

 

 

 

Podziękowania dla producenta, firmy ICM Models  za udostępnienie zestawu na potrzeby relacji.


Marcin "Marwaw" Wawrzynkowski

Partnerzy

               

Kluby modelarskie

 

 
       
                 
                 

 

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd