Samolot myśliwski Fokker D.XXI - 1/48 - Special Hobby

Model:
    Fokker D.XXI "4. sarja with Wasp Junior Engine, Special Hobby, No. SH 48073
Wykorzystane zestawy:
•    SBS Model – Kokker D.XXI (Mercury) 48035,
•    Master Model – Curtiss P-40C Brirtish Wersion, AM-48-136,
•    Quickboost – Po-2 Landing Light and Vanturi Tubes QB 48619,
•    MH Models – Fokker D.XXI Finnish late canopy X48110,
Kleje:
•    Tamiya Extra Thin,
•    cyjanoakrylowe
Farby:
•    lakiery: Bilmodel, Hataka Orange Line,
•    akryle: Vallejo, AK, Italeri
Chemia modelarska:
•    Płyn do zmiękczania kalkomanii Mr. Mark Setter
•    Wasch Vallejo, Tamiya Panel line Accent
•    Suche pigmenty Talen, Vallejo

Samolot myśliwski Fokker D.XXI to jedna z kilkunastu dość podobnych konstrukcji, jakie powstały w różnych krajach w II połowie lat 30-tych zeszłego stulecia. Opracowano je w koncepcji dolnopłatów z zakrytą kabiną i chowanym podwoziem, przy czym holenderska konstrukcja była tu swego rodzaju ewenementem – żaby maksymalnie uprościć obsługę zdecydowano się na stałe podwozie. Samolot ten zyskał sławę w lotnictwie fińskim, skutecznie walcząc z samolotami radzieckimi w dwóch konfliktach zbrojnych, które do historii przeszły jako Wojna Zimowa i Wojna Kontynuacyjna. Właśnie model Fokkera D.XXI zagościł nie tak dawno na moim warsztacie.

Przyszło mi to o tyle łatwo, bo ostatnio lubię kleić modele wszystkiego, co puszczało (i puszcza) do ziemi samoloty z czerwonymi gwiazdami na skrzydłach. Skoro model w skali 1/48, to najbardziej rozsądnym posunięciem był zestaw firmy Special Hobby. Jest on obecny na rynku już dość dawno, to solidnie opracowany short – run z konkretną blaszką fototrawioną i sporą ilością detali żywicznych. Ja wybrałem sobie przedstawiciela czwartej serii produkcyjnej, wyposażonej w silnik Wasp Junior. Po przeanalizowaniu zawartości pudełka i opracowaniu sobie koncepcji budowy, mogłem przystąpić do pracy.

Zacząłem od wnętrza kadłuba. Jest tam sporo do zrobienia, ponieważ producent przewidział imitację całej konstrukcji kadłuba. Montujemy całą kratownicę, na której znajduje się kokpit a następnie wklejamy ją w połówki kadłuba. Roboty sporo, ale ma swoje uzasadnienie, ponieważ wszystko doskonale widoczne jest przez oszklenie. Od siebie dodałem trochę przewodów, ale także imitację konstrukcji kadłuba na obu burtach od wewnątrz, żeby nie było zbyt goło. Ponieważ dysponowałem elementami żywicznymi z zestawu do waloryzacji Fokkera D.XXI z silnikiem Mercury, wykorzystałem z niego takie detale jak drążek sterowy czy imitację celownika Revi.

Całość następnie została pomalowana – kolorystykę dobrałem na podstawie instrukcji, uzupełniona została o jeszcze kilka drobiazgów, takich jak imitacje linek, napędów sterów i zamontowana w lewej połówce kadłuba. Jak to bywa przy short runach, często mamy jedną szansę na poprawne wklejenie zawartości kadłuba. Kiedy już wiedziałem, że kratownica wskoczyła jak trzeba na swoje miejsce i bez problemu zamknę kadłub, musiałem działać. Złapałem ją w kilku miejscach klejem cyjanoakrylowym, a potem zamocowałem już  na sztywno, używając także penetrującego kleju do polistyrenu. Wkleiłem także widoczną na zdjęciu tablicę przyrządów (w zestawie jest piękna fototrawiona blaszka z całą gamą dźwigni i pokręteł) i złożyłem kadłub w całość. Także klejenie punktowe w newralgicznych miejscach, a następnie sklejenie w całość klejem penetrującym. Miejsca łączenia zostały następnie zalane klejem cyjanoakrylowym, który w tym wypadku pełnił rolę szpachlówki, a potem mozolna obróbka miejsc łączenia. Kolejne poprawki, aż do uzyskania zadowalającego efektu. Zamontowałem także usterzenie, przy czym założyłem sobie, że wszystkie powierzchnie sterowe wykonam jako wychylone. Zatem po raz kolejny musiałem ingerować w zestaw.

Zresztą nie był to jedyny raz, do jako wychylone postanowiłem zrobić także lotki i klapy. W tym celu przy montażu skrzydeł konieczne było wykonanie imitacji wnęk pod klapy, na szczęście nie było tu dużo pracy, ponieważ oryginał nie miał tam żadnych skomplikowanych elementów konstrukcyjnych, tylko wyoblone wnęki. Odpowiednio wycięte i ukształtowane kawałki hipsu załatwiły sprawę. Zmontowany płat został wklejony w kadłub, wszystkie szczeliny wypełniłem szpachlówką akrylową Vallejo, przynajmniej nie miałem roboty z obrabianiem miejsc łączenia. Wklejenie lotek i montaż podwozia było już tylko formalnością. 

Równolegle powstawały detale, które zamierzałem zamontować po pomalowaniu modelu. Wyjątkiem była osłona kabiny pilota. Właśnie. Fokker D.XXI to samolot, który miał w mojej ocenie najbardziej dziwnie otwieraną kabinę pilota. W bok i w dół. Postanowiłem, że w moim modelu osłona będzie otwarta, w tym jednak celu musiałem rozciąć osłonę, a właściwie wyciąć z niej otwierany panel. Niestety osłona, co widać na zdjęciu była nieco zbyt wąska  w stosunku do kadłuba, więc po wklejeniu jej w kadłub musiałem w kilku miejscach podszlifować, a w kilka szczelin wypełnić szpachlówką Vallejo. Z pozostałymi detalami na szczęście nie miałem takich przygód. Żywiczny silnik to jeden z najmocniejszych punktów zestawu, konstrukcję klap zrobiłem od podstaw w kawałków hipsu o różnej grubości stosując metodę „obcinania niepotrzebnych kawałów”. Zestawowe rury wydechowe były pełne w środku, więc zrobiłem nowe z kawałków polistyrenowej rurki. Dołożyłem też kilka paneli, które zniknęły przy okazji szlifowania skrzydeł. Model był gotowy do malowania.

Proces malowania przebiegał w zasadzie tak, jak w przypadku innych moich modeli, nie licząc awarii aerografu i konieczności jego kompleksowego czyszczenia połączonego z wymianą iglicy. To się jednak zdarza większości modelarzy. Do malowania używałem lakierów Hataka Orange Line dedykowanych do modeli samolotów lotnictwa Finlandii. Charakterystyczny układ poszczególnych plam kamuflażu uzyskałem posiłkując się szablonami wykonanymi z blue tacku i taśmy maskującej. Kamuflaż fiński jest podobny do brytyjskiego, tylko układ plam na poszczególnych samolotach jest bardziej dowolny. Po wykonaniu niezbędnych poprawek malarskich model był gotów do dalszych prac. Jeżeli chodzi o poprawki, to głównie dotyczyły one oszklenia. Zastosowane maski z folii nigdy nie zastąpią tych z żółtej taśmy. Udało się wyeliminować większość niedoskonałości. 

Potem trafiły na swoje miejsce klapy, zespół silnik – śmigło wraz z osłoną oraz wszystkie drobne elementy. Wykorzystałem też zestawy do waloryzacji innych modeli. Zestaw uzbrojenia firmy Master Model dedykowany do modeli P-40 C nadaje się idealnie do zastąpienia luf karabinów maszynowych, zaś jeśli ktoś posiada model  w wersji z silnikiem Mercury, może wykorzystać także mosiężne osłony luf, do zamontowania w silniku. Klockowatą dysze Venturiego z zestawu (dziwię się, że projektant nie wykonał tego elementu z żywicy) zastąpiłem dyszą firmy Quickboost dedykowaną do… „Kukuruźnika” Po-2. Efekt zdecydowanie lepszy. Kalkomanie pochodziły głównie z zestawu, jedynie dzielone na kawałki swastyki zastąpiłem kalkomaniami z zestawu SBS. Jedne i drugie nakładały się bez problemów.

Końcowe prace to głownie ślady eksploatacji. Analizując zdjęcia archiwalne stwierdziłem, że fińskie samoloty nie były czyściochami. W wielu miejscach pojawiały się różnego rodzaju zacieki czy okopcenia. Za to odpryski lakieru pojawiały się dość rzadko, ale w bardzo nietypowych miejscach. Dysponując kilkoma zdjęciami pierwowzoru modelu jaki budowałem, zrobiłem imitacje odprysków lakieru. Nic wielkiego, cienki, retuszerski pędzelek i srebrna akrylówka. Potem za pomocą waschów i temu podobnych specyfików zrobiłem imitacje wycieków oleju, smarów i temu podobnych rzeczy. Na samym końcu model pokryłem matowym werniksem i za pomocą suchych pigmentów zrobiłem okopcenia końcówek rur wydechowych, luf karabinów maszynowych, nie zapominając o wyrzutnikach łusek. 

Mogłem teraz przykleić otwieraną część osłony kabiny, rozpięć naciągi, linki antenowe i zrobić imitacje kloszy świateł pozycyjnych i reflektora do lądowania. Model był gotowy.

Pomimo, że jak każdy short run, także ten zestaw potrafił dać w kość modelarzowi, będę miło wspominać pracę nad tym zestawem, może głownie dlatego, że budowałem model nieco inny od wszystkich. Niby myśliwiec z II wojny światowej, a jednak wyróżniający oryginalną, elegancką sylwetką no i bardzo ciekawym malowaniem – fińskim – mamy tu wpływy RAF-u i Luftwaffe w jednym, ale podane inaczej, ciekawiej. Odnośnie wyboru wariantu malowania powinienem co prawda wspomnieć wcześniej, ale zrobię, to w tym miejscu. Wybrałem jedną z propozycji przygotowanych przez Special Hobby. Samolot oznaczony jako FR-157, osobistego samolotu mjr L. Bremera, dowódcy LeLv 30. Malowanie pochodzi z kwietnia 1942 r. Po prostu urzekła mnie ta wielka karta asa kierowego na usterzeniu samolotu. Zestaw Special Hobby jest z pewnością wart uwagi, z powodów o których napisałem powyżej. Do jego sklejenia jest jednak potrzebne pewne doświadczenie z budową short runów, ale osiągnięty efekt jest wart zachodu.     

 

Marcin "Marwaw" Wawrzynkowski

Partnerzy

               

Kluby modelarskie

 

 
       
                 
                 

 

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd