Samolot walki elektronicznej EA-6B Prowler - 1/48 - Kinetic

 

Model:
•    EA-6B Prowler, Italeri (ex Kinetic) No.2698
Wykorzystane zestawy:
•    Eduard, EA-6B interior S.A. ED48519
•    Eduard, EA-6B exterior S.A. ED48672
•    Eduard, EA-6B seatbelts S.A. ED48520
•    Eduard, EA-6B undercarrige S.A. ED48681
Kleje:
•    Tamiya Extra Thin
•    cyjanoakrylowe
Farby:
•    Bilmodelmakers
•    Hataka
•    Vallejo
•    Italeri
Chemia modelarska:
•    Surfacer 1000, Tamiya
•    Płyn do zmiękczania kalkomanii    Mr. Mark Setter
•    Wash Dark Grey, Black Tamiya,
•    Wash Lavado Sepia, Vallejo,
•    Matt verniks Vallejo, 

Kiedy budowałem model samolotu cysterny Grumman KA-6E Tanker w skali 1/72, wiedziałem, że logicznym posunięciem będzie budowa kolejnych modeli samolotów z tej rodziny, czyli Intrudera i Prowlera. Tak, zestawy do budowy modeli tych maszyn już mam i czekają w magazynku na swoją kolej. Nie przewidziałem natomiast jednego, że pod wpływem mojego klejenia, jeden z moich Kolegów zapragnie mieć sklejony przeze mnie model Prowlera i to w skali 1/48. Zanim się zorientowałem model trafił do mnie i to z kompletem dodatków Eduarda.

Mowa oczywiście o zestawie Kinetica, ale w wydaniu Italeri. To jeden z tych zestawów na który miałem ochotę, ale przerażały mnie jego wymiary. Niemniej jednak jego budowa pozwoliła mi na bliższe poznanie samolotu i jego budowy, przed klejeniem zestawu z Hasegawy w skali 1/72, który mam zamiar skleić na własne potrzeby.  Zestaw znacznie starszy i mniej szczegółowy niż Kinetic.

Ustaliliśmy zatem konfigurację modelu, schemat malowania i temu podobne kwestie i mogłem działać. Zanim na dobre zacząłem, sprawdziłem wzajemne spasowanie poszczególnych elementów. Jeśli ktoś spodziewał się spasowania na poziomie Tamiyi, GWH czy podobnych producentów, będzie srodze zawiedziony. Modelu tego nie da się złożyć „na taśmę”, żeby przed zasadniczą budową zobaczyć bryłę modelu. Tworzywo jest twarde i sprężyste, poszczególne części lubią odskakiwać od siebie, natomiast jeśli chodzi o zgodność z oryginałem, to początkowo także myślałem, że Prowler by Kinetic to impresja na temat, ale okazało się, że model wiernie odwzorowuje oryginał, potrzeba tylko poprawić kilka rzeczy.

Budowę zacząłem od przygotowania wszystkiego, co miało znaleźć się w kadłubie. Czyli kokpit, widoczne elementy silników oraz luk przedniego podwozia. Zacząłem od oklejenia poszczególnych podzespołów kokpitu i luku elementami z zestawu Eduarda, ale tylko tymi nie pokolorowanymi. Od siebie dołożyłem trochę przewodów wykonanych z drutu różnej grubości oraz trochę detali. 

Potem wnętrzności pomalowałem kolorem bazowym. W moim przypadku były to szary oraz biały, oba z palety Bilmodelmakers. Po zakończeniu malowania zamontowałem wszystkie kolorowe detale z blaszki. Złożyłem w całość tablice przyrządów i to wszystko zainstalowałem w kokpicie. Ekrany monitorów nieco ożywiłem farbą Tamiya Clear Green. Gotowy kokpit i luk podwozia potraktowałem Wachem Tamiyi w kolorze szarym, co nadało ładnego efektu trójwymiarowości. 

Na tym etapie powstały także fotele załogi. Były to fotele pochodzące z zestawu, dzięki zastosowaniu dodatków Eduarda prezentują się znakomicie. Fotele trafiły na razie do specjalnego pudełka, zamontować je w kokpicie zamierzałem dopiero po sklejeniu i pomalowaniu modelu. Nie zamierzałem natomiast tego robić z widocznymi elementami silników odrzutowych, po pomalowaniu ich właściwymi kolorami i dołożeniu elementów fot otrawionych, trafiły na swoje miejsce w modelu. Wloty powietrza pomalowałem oczywiście na biało i po wyschnięciu farby zamaskowałem ją przy pomocy taśmy. Przy malowania właściwe kolory wystarczyło włożyć w dysze kawałki papierowego ręcznika, nie męcząc się z maskowaniem taśmą, trudno dostępnych miejsc. Na tym etapie prac złożyłem w całość luk podwozia, co obyło się bez problemów, więcej zabawy natomiast było z wklejeniem kokpitu w lewą burtę kadłuba. Dało o sobie znać średnie spasowanie poszczególnych elementów modelu i sprężynujące tworzywo, z którego wykonano zestaw. Najpierw zatem punktowo na klej CA a potem dopiero na sztywno połączyłem kokpit z burta penetrującym klejem do polistyrenu. Łatwo nie było, ale jakoś sobie poradziłem. 

 Sklejenie w całość kadłuba jest jednym z trudniejszych etapów budowy niemal każdego modelu samolotu, kadłub Prowlera stanowił spore wyzwanie głównie z uwagi na rozmiary. Zaletą natomiast była dolna część środkowej części kadłuba wykonana jako osobny element. Wszystkie Itrudery i Prowlery tak mają. Po prostu inaczej nie da się tego zaprojektować z uwagi na kształt kadłuba. W modelu daje to dostęp do wnętrza kadłuba, co znacznie ułatwia poprawny montaż. Kadłub zamierzałem skleić głównie przy pomocy kleju CA, który pełnił także rolę szpachlówki. Dlatego ważne było aplikowanie go od środka, dzięki czemu, na zewnątrz wydostało się go mniej, co ułatwiło z kolei obróbkę miejsc łączenia. Zanim jednak do tego doszło, musiałem skleić kadłub w rejonie kokpitu. Użyłem także kleju CA i odłożyłem kadłub do całkowitego zaschnięcia kleju, tak na kamień. Potem dopiero skleiłem kadłub w jego górnej i tylnej części. Znowu odczekałem aż klej stwardnieje, zamontowałem dół wraz z lukiem podwozia i na sam koniec skleiłem dolną cześć przodu kadłuba. Żeby spoina była jednak trwała, konieczne było przyklejenie nosa. Trzeba także pamiętać o umieszczeniu balastu, żeby model nie opadał na ogon. W moim wypadku była to sporych rozmiarów i słusznej masy mutra. Parce nad kadłubem zakończyłem poprzez obróbkę miejsc łączenia, wytrasowanie kilku linii, które zniknęły podczas tej obróbki oraz doklejenie kilku anten i chwytów powietrza. Były to elementy zestawowe, na fototrawione przyjdzie jeszcze czas.

 Mając gotowy kadłub mogłem się zając skrzydłami. Przewidywałem, że będę miał z nimi ciężką przeprawę, bo na sucho nie mogłem ich spasować z kadłubem. Okazało się, że wystarczyło skleić je w całość, nieco spiłować z obu stron wystające części luków podwozia i wewnętrzne części skrzydeł elegancko wskoczyły na swoje miejsce. Zabrałem się więc za luki podwozia głównego. To właśnie te miejsca wymagały dołożenia sporej ilości detali, żeby przypominały luki, jakie ma prawdziwy Prowler. Pomimo najlepszych chęci detale z zestawu Eduarda nie załatwiły sprawy tak, jakbym sobie tego życzył, więc dołożyłem sporą ilość różnego rodzaju przewodów, puszek i zasobników, wzorując się oczywiście na zdjęciach prawdziwych maszyn. Dotyczyło to nie tylko skrzydeł, ale także kadłuba, tam też dodałem trochę kabli i innych dodatków.

Myślałem, że wklejenie zewnętrznych części skrzydeł będzie formalnością. Pewnie by tak było, gdybym robił Prowlera w konfiguracji ze złożonymi skrzydłami. Jak widać na zdjęciach wzajemne spasowanie zawiasów skrzydeł było raczej średnie, co skłoniło mnie do podjęcia dość radykalnych środków polegających na obcięciu zawiasów w wewnętrznych częściach skrzydeł  oraz we wręgach montowanych w częściach zewnętrznych. Ważne jest także dokładnie wyrównanie łączonych powierzchni, tak aby dokładnie do siebie przylegały. Żeby wzmocnić całą konstrukcję przykleiłem także zewnętrzne pylony podskrzydłowe.

Teraz możliwe było wklejenie zewnętrznych części skrzydeł. Procedura podobna jak opisywana poprzednio, z tym że, obok kropli gęstego kleju CA umieściłem także po kropli gęstego kleju do polistyrenu. Po upewnieniu się, że wszystko gra pod kątem geometrii w miejsca łącznia wpuściłem klej penetrujący. Wszystko to razem zapewniło solidną i mocną spoinę, newralgicznych przecież miejsc modelu. 

 Nie zdecydowałem się natomiast na wykonywanie hamulców aerodynamicznych na końcach skrzydeł w pozycji otwartej, pomimo, że Eduard umieścił bardzo ładne fototrawki do ich wykonania, w jednym ze swoich zestawów. Przyczyna była prosta, hamulce można otworzyć tylko przy włączonej hydraulice, a więc załoga musi już być na miejscach, albo przez jeden z paneli inspekcyjnych w kadłubie, a te wszystkie zrobiłem w pozycji zamkniętej.

 Kolejnym etapem było wykonanie podwozia oraz podwieszeń. Wykorzystałem oczywiście wszystko to, co przewidział Eduard, oraz posiłkując się zdjęciami prawdziwych samolotów dokleiłem trochę przewodów hydraulicznych i elektrycznych, wykorzystując tradycyjnie różnej grubości drut. Wybraliśmy także konfigurację podwieszeń. Składała się ona z podkadłubowego zasobnika walki elektronicznej AN/ALQ 99F, dwóch podwieszanych zbiorników paliwa oraz dwóch rakiet AGM-88 HARM. Wykorzystałem do tego elementy zestawowe, wzbogacając je jedynie, o to co przewidział Eduard.

Na tym etapie fototrawione detale zamontowałem także na samym płatowcu, a było tego dość sporo warto było się z nimi pobawić. Model ewidentnie zyskał po tych zabiegach.

 Teraz mogłem zająć się malowaniem, to bez wątpienia jeden z tych etapów budowy, który ma niebagatelny wpływ na ostateczny wygląd budowanego modelu. Zacząłem od pokrycia wszystkich malowanych elementów podkładem, oczywiście wcześniej zamaskowałem kokpit, luk podwozia przedniego oraz temu podobne miejsca. O podkładzie wspominam niemal przy każdej swojej relacji z budowy, dlaczego jest to takie ważne? Z kilku powodów. Po pierwsze zapewnia lepszą przyczepność farbom, głównie akrylowym, po drugie zabezpiecza tworzywo jeśli używamy dość agresywnych lakierów, takich jak na  przykład BilModelmakers, które są dedykowane głównie do żywic. Sam osobiście używam podkładów w sprayu, ostatnio Surfacera z Tamiyi, równie dobre są podobne wyroby Vallejo czy Citadel. Też je kiedyś stosowałem. Po wyschnięciu podkładu upewniłem się, że nie ma jakiś zacieków czy innych rzeczy wymagających korekty i mogłem działać dalej. Od pewnego czasu wypraktykowałem sposób malowania, który zapewnia bardzo dobry efekt zróżnicowania powierzchni, różnego rodzaju odbarwień czy wypłowień. Oczywiście nie są to moje autorskie pomysły, po prostu obejrzałem trochę filmów różnych modelarskich youtuberów i wykorzystałem to, co mi akurat pasowało. Zaczynam zazwyczaj od naniesienia na cały model nieregularnej faktury w kolorze białym, staram się jednak unikać takich miejsc jak linie podziału, panele itp. Potem ten sam zabieg powtarzam z kolorem farby podkładowej (w tym wypadku interior Green z Hataki). Ten zabieg także daje efekt niejednorodności faktury malowanej powierzchni. Następny etap prac to właściwy preshading, który wykonuję przy pomocy ciemnoszarej farby. W przypadku Prowlera, tej farby zostało mi jeszcze trochę w aerografie, więc zacząłem nanosić ja w postaci cienkich linii tam gdzie powinny przebiegać linie nitów. Model po tych zabiegach ukazuje zdjęcia u góry. Potem można było zabrać się za nakładanie kolorów właściwego kamuflażu „Low visibility”. Używałem w dalszym ciągu lakierów w palety Bilmodelmaker. Na początek Light Compass Gray F.S. 36375 na powierzchnie dolne i zbiorniki, następnie na powierzchnie górne Dark Compass Gray F.S. 36320 oraz Gray Blue F.S.36327 zgodnie ze schematem malowania. Wykonywałem to bez z użycia szablonów „z wolnej ręki”. Przy tak dużym modelu oraz przy dobrym wyregulowaniu aerografu, jest to możliwe do wykonania, bez żadnych niespodzianek. Ważne jest, żeby nanosić farbę przy niewielkim ciśnieniu i starać się malować osobno poszczególne panele i nie dawać zbyt dużo farby w miejsca ich styku. Potem warto rozjaśnić kolor bazowy dodając odrobinę bieli i nanieść niewielką ilość w środki niektórych paneli. Powinno dać to taki efekt, jak na zdjęciach w dolnym rzędzie.

 Ostatni etap malowania to luki podwozia głównego, wnętrza trapów oraz wszystko co trzeba było pomalować na biało. Oczywiście, wymagało to trochę maskowania, zwłaszcza luko i trapy, ale moim zdaniem taka metoda jest wygodniejsza, niż malowanie i wypieszczanie luków w pierwszej kolejności, jeszcze na etapie montażu modelu a potem maskowanie luków w środku. Ryzykujemy wtedy uszkodzenie tych dość delikatnych miejsc. Po zdjęciu maskowania, okazało się, zgodnie zresztą z moimi przewidywaniami, że nie trzeba było wykonywać żadnych poprawek malarskich. Mogłem pomalować odpowiednimi kolorami, już przy użyciu farb akrylowych i pędzli trochę detali wewnątrz luków i wpuścić w zakamarki szary wash.

Tym samym zabiegom, co luki podwozia poddałem golenie podwozia, koła oraz pokrywy luków i trapów. Muszę przyznać, że bardzo mi się podobało rozwiązanie, jakie Kinetic zastosował projektując koła. Opony składają się bowiem z dwóch połówek, zaś felgi wklejamy w środek. Wystarczy to najpierw ładnie pomalować, wpuścić washa w felgi i po dokładnym wyschnięciu farby złożyć w całość. Zero stresu przy malowaniu. Stres za to był przy malowaniu wszystkich krawędzi pokryw na czerwono.

Mając gotowe wszystkie podzespoły podwozia i tego typu drobiazgi, mogłem je zamontować w modelu. Umieściłem go na plecach na podstawce roboczej, zaś całą operację zacząłem od zamontowania pokryw. Użyłem do tego celu gęstego kleju do polistyrenu, dzięki czemu mogłem ustawić je pod odpowiednim kątem i wyprofilować wszystkie kabelki tak, aby bez problemu weszły w uprzednio przygotowane otwory w lukach podwozia. Duże pokrywy skrywające w locie golenie podwozia głównego otrzymały także imitacje hydraulicznych siłowników, które wykonałem od podstaw. W podobny sposób wkleiłem na swoje miejsca golenie podwozia wraz z kołami. Po zamontowaniu pylonów ze zbiornikami paliwa odłożyłem model na 12 godzin w celu całkowitego wyschnięcia kleju. Potem nastąpiła chwila prawdy, czy stanie jak trzeba? Czy się nie rozjedzie?, Czy nie będzie opadał na ogon? Na szczęście nic takiego się nie stało. Model stanął pewnie na podwoziu.

Później nastąpiła dalece rozumiana „wykończeniówka”. Zacząłem od montażu reszty detali  w kokpicie. Na swoje miejsca trafiły fotele, trochę detali fot otrawionych, a nawet „prezent” od polskich żołnierzy, który umieściłem w tylnej kabinie. Detale otrzymały także wiatrochron i osłony kabin, ale je zdecydowałem się zamontować na samym końcu, razem z resztą „szkła”. Nakładanie kalkomanii było następnym etapem prac i raczej wszystko wskazywało na to, że przebiegnie ono bez problemów, bo przecież Italeri do swego zestawu załączyła kalki Cartografa. Kolega wybrał sobie malowanie, maszynę noszącą barwy VAQ – 135 „Black Ravens” stacjonującą w 1998r. na pokładzie lotniskowca USS Carl Vinson. Sam proces nakładania kalek poprzedziło pokrycie całego modelu konkretną warstwą Sidoluxu, co miało na celu wyrównanie powierzchni i zabezpieczenie kalkomanii przed efektem „srebrzenia się”. Okazało się, że kalkomanie mają dość sztywną błonę, co utrudniało ich układanie na bardziej skomplikowanych powierzchniach. Wymagało to zatem użycia dużej ilości płynu zmiękczającego, a czasem nawet niewielkich ilości kleju penetrującego. Sprawy też nie ułatwiał mało czytelny schemat i rozmieszczenie kalkomanii na arkuszu. No ale jakoś się udało. Po wyschnięciu kalkomanii zapuściłem czarny i szary wash w niektóre linie podziału, naniosłem także rdzawe zacieki, zgodnie z tym co podpatrzyłem na zdjęciach prawdziwych Prowlerów. 

 Na sam koniec zostawiłem sobie montaż wszystkich elementów przezroczystych. Osłony kabin miałem sklejone i pomalowane już wcześniej. Także w tym przypadku dużo dało zastosowanie dodatków z blaszek Eduarda.  Ponieważ dość konkretnie napracowałem się nad kokpitem, logiczne było przyklejenie osłon obu kabin w pozycji otwartej. Na pochwałę zasługuje natomiast wykonanie kloszy wszystkich lamp jako elementów z przezroczystego tworzywa. Dodało to bardzo dużo realizmu budowanej przeze mnie replice.

W ten sposób zakończyłem prace nad modelem Prowlera. Celowo nie napisałem miniaturą, bo model ma bardzo konkretne rozmiary. Trzeba przyznać, że prezentuje się on bardzo efektownie i bojowo. Może być ozdobą niejednej kolekcji, niezależnie od malowania w jakim zostanie wykonany, czy konfiguracji podwieszeń.

Sam osobiście osiągnąłem zakładany cel, czyli dość dokładnie poznałem konstrukcję samolotu, co ułatwi mi budowę modelu tej pięknej maszyny w skali 1/72, co zamierzam uczynić w bliżej nie określonej przyszłości.

 

Marcin "Marwaw" Wawrzynkowski

Partnerzy

  
                 

 

Kluby modelarskie

 

 
       
                 
                 

 

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd