Brytyjski lotniskowiec HMS "Ark Royal" R09 - 1/700 - Fujimi

Wykorzystane zestawy:
- Fujimi, HMS Ark Royal R 09, British Aircraft Carrier, Nr kat. 123,
- Gold Medal Models, British Aircraft Carriers Fittiings Set, nr kat. 700-16
-  Master Model, British 4,7in/40 (12 cm) QF Mark VIII, nr kat. SM 700-035,
-  AJM Model – detale i kalkomanie
Kleje:
- Tamiya Extra Thin, cyjanoakrylowe,
Farby:
- podkład Tamiya Surfacer 1200,
- BilmodelMakers,
- Vallejo, Italeri, AK Inteactive Intense
Chemia modelarska:
- Płyn do zmiękczania kalkomanii Mr. Mark Setter,
- Tamiya panel Line akcent color Black, Gray,
- Vallejo Matt Verniks,
- Kredki – pigmenty AK Interactive. 

Brytyjski lotniskowiec HMS „Ark Royal” R 09 jest jednym z czterech okrętów lotniczych o tej nazwie, służących we flocie brytyjskiej. Nie tak sławny jak jego poprzednicy, transportowiec lotniczy z okresu I i oraz zasłużony lotniskowiec z okresu II wojny światowej oraz też powojenny przedstawiciel typu „Invicible”, ale wcale nie znaczy, że mniej interesujący. Wraz z bliźniaczym HMS „Eagle” należał do typu „Adouctious”. Budowę rozpoczęto co prawda jeszcze w czasie wojny, ale do służby weszły dopiero w latach 50-tych zeszłego stulecia. Były to największe lotniskowce zbudowane w Europie po zakończeniu wojny, do czasu wejścia do linii nowych jednostek typu „Queen Mary”.

Nic więc dziwnego, że zainteresowałem się dość wiekowymi zestawami japońskiej firmy Fujimi umożliwiającymi budowę obu tych ciekawych jednostek. Oczywiście zadziałały prawa Murphiego i okazało się, że oba zestawy są niedostępne w stałej sprzedaży, rzadkością są nawet na rynku wtórnym. A kiedyś nie było z nimi żadnego problemu, dawno temu widziałem je nawet w sklepach typu 1001 Drobiazgów. Dopiero dzięki uprzejmości Angelo, Kolegi – modelarza z Włoch w drodze wymiany otrzymałem zestaw nr 123, czyli będę budować model „Ark Royala”.

Pozwolę sobie na drobny „chwalipost”. W tym czasie stałem się szczęśliwym posiadaczem modelu lotniskowca HMS „Illustrious” z Flyhawka. Dwa wspaniałe (dla mnie) zestawy, to jednak dwie epoki i dwa światy. Flyhawk na rynku obecny od zaledwie kilku lat, dopieszczony w każdym szczególe z masą dodatków w postaci blaszek, luf i masztów. Fujimi na rynku obecne od lat niemal czterdziestu i trzymający standard tamtych czasów. Dziś można powiedzieć prosty, wręcz prostacki, ale na tamte czasy to było to. Model opracowany według koncepcji „Water Line Series”, zaś jedynym dodatkiem do elementów z tworzywa były metalowe płytki do zamontowania w wodnicy, którą w przeciwieństwie do reszty elementów z szarego tworzywa, wykonano w kolorze czarnym.

Ponieważ model, który otrzymałem, był już zaczęty, więc mogłem złożyć, go na sucho i przemyśleć koncepcję jego budowy. Okazało się, że o sensowną dokumentację jest tak samo trudno, jak o sam zestaw (a może słabo szukałem?), stwierdziłem, że nie będzie to model przeznaczony do startu w jakiś poważnych zawodach z Navigą na czele, ale tak po prostu dla przyjemności, do gabloty, a przy okazji okazja do poćwiczenia technik warsztatowych. Jak zaznaczyłem powyżej model jest prosty i współczesnych standardów nie spełnia, trzeba było pomyśleć o dodatkach. Zaopatrzyłem się zatem w blaszkę Gold Medal Models dedykowaną właśnie do brytyjskich lotniskowców, w magazynku miałem też odpowiedniego kalibru lufy z Master Model, sporo części z blaszki Toms’ Modelworks dedykowanej do „Colossusów”, o różnych żywicznych cudach z AJM Models nie wspominając. Mając to wszystko, mogłem się brać do roboty.

Miałem zatem wszystko, tylko czasu brakowało, więc model powojennego „Ark Royala” powstawał w podobny sposób jak wcześniej miniatura „Colossusa” w przerwach pomiędzy innymi projektami. Technologia klejenia także była podobna, nie stosowałem żadnych nowatorskich metod i technik, które mogłyby zatrząść w posadach światem mikromodelarstwa okrętowego. Ponieważ przez spore otwory w kilku miejscach w kadłubie widać dość sporo wnętrza, musiałem w jakiś sposób je zabudować, odtwarzając konstrukcję kadłuba w tych właśnie miejscach. Zestawowe kotwice zastąpiłem znacznie lepszymi, żywicznymi zamiennikami z AJM Models. 

Czyli pokłady ochronne na dziobie i rufie, gdzie trzeba było dobudować ścianki oraz dołożyć nieco wyposażenia pokładowego, do czego ponowienie użyłem żywic z AJM-u, fotorawek oraz kilku rzeczy wykonanych od podstaw. Pokłady łodziowe w tylnej części kadłuba wymagały przede wszystkim wykonania fragmentów pokładów oraz zewnętrznych ścian hangaru, a następnie oklejeniem tego wszystkiego detalami wyposażenia.

Postanowiłem także wykonać dziobowy podnośnik lotniczy w pozycji opuszczonej. Fujimi przewidziało taką opcję, zaś imitacja pokładów hangarowych składała się z jednego elementu, przez co trafił on od razu do pudła ze złomem, a je wykonałem od podstaw imitację obu hangarów. Dolny od razu został wklejony na swoje miejsce w kadłubie, zaś górny postanowiłem umieścić na swoim m miejscu dopiero po pomalowaniu wnętrza. 

Konstrukcja okrętu wymusiła montaż nadbudówki – wyspy przed pomalowaniem całości. Po prostu ściana nadbudówki i ściana burty tworzy jednolitą powierzchnię, zaś miejsce łączenia po pomalowaniu będzie nie możliwe do ukrycia. Niemożliwe, lub bardzo trudne. Skleiłem zatem pokład. Składał się z dwóch elementów, zaś podział biegł po skosie. Do pokładu przykleiłem nadbudówkę, zaś maszt i komin tylko tak dla zobaczenia sylwetki. Z pokładu zeszlifowałem wszystkie wypukłości, gdzie trzeba poszpachlowałem, z kawałka cienkiego hipsu zrobiłem także imitację rufowego podnośnika lotniczego.

Wnętrze następnie zostało pomalowane, dołożyłem też trochę detali. Największym z nich była miniatura śmigłowca Westland Wessex, którą umieściłem na pokładzie hangarowym.

Model mogłem złożyć w całość. Nie było to zadanie łatwe z uwagi na wiek zestawu oraz sporą ilość elementów wykonanych od podstaw. Punktowo łapałem newralgiczne miejsca klejem cyjanoakrylowym, a kiedy wszystko wyschło, zalałem  miejsca łącznie klejem penetrującym, po wyschnięciu kleju pozostało obrobić miejsca łączenia. Większość sposobów bocznych otrzymała także imitacje trójkątnych podpór, które wykonałem w cienkiego hipsu. Na tym etapie powklejałem także trochę detali wyposażenia, oraz dwa kratownicowe maszty. Po prostu nie sposób było ich malować osobno. Trzeba przyznać, że maszt główny, niemal w całości wykonany z bladszego Gold Medala jest jednym z tych elementów, które „robią robotę” Warto było się pomęczyć.

Podobnie jak z dźwigami, radarami oraz całą gamą elementów wyposażenia i uzbrojenia, które musiały zostać sklejone i pomalowane osobno. Improwizując z kawałków drutu kawałkiem fot otrawionej siatki i cienkim drutem wykonałem nowy kołpak komina. Projektant form czerpał tu chyba inspirację w pokrojonym owocu mango. Artyleria główna otrzymała trochę detali oraz toczone lufy firmy Master Model, co bardzo poprawiło jej ogólną prezencję. 

Model został następnie pomalowany, było sporo zabawy z maskowaniem pokładu startowego oraz kadłuba, ale jakoś dałem radę, zaś uzyskany efekt mnie satysfakcjonował. Mogłem też przykleić komin, żeby moja miniatura nabrała wyglądu okrętu, i to rasowego okrętu wojennego, zaszcza kiedy po przyklejeniu komina zacząłem montować wszystkie drobne detale, najpierw żywiczne, potem fototrawione a na samym końcu anteny, olinowanie i bandery. Odnośnie blaszek Gold Medala to muszę stwierdzić, że to dobry produkt i mogę go z czystym sumieniem polecić innym modelarzom. Jedynie Religi okazały się dość sztywne, dlatego brzy bardziej skomplikowanych kształtach używałem relingów z Toms’ Modelworks.

Model lotniskowca bez samolotów na pokładzie wygląda jak nie dokończony. Dlatego postanowiłem wykorzystać wszystko, co przewidziała firma Fujimi w swoim zestawie, czyli myśliwce Sea Fury, Seafire, samoloty zop Gannet a także śmigłowce Westland Wessex. Każda z miniatur otrzymała fototrawione śmigła z Gold Medala, zaś dwa myśliwce Sea Fury złożone skrzydła.

Cała ta grupa lotnicza została rozstawiona na pokładzie, chciałem uzyskać efekt okrętu, który nie prowadzi operacji lotniczych, stąd maszty radiowe w położeniu pionowym, wysunięte relingi na krańcach pokładu startowego, opuszczony podnośnik z ustawionym na nim samolotem, zaś inne samoloty postawiane w różnych miejscach. Jedynie jeden ze śmigłowców ustawiłem jako gotowy do startu w centralnym miejscu pokładu. Końcowe prace nad modelem przebiegły podobnie jak w przypadku „Colossura” czy „Argusa”, zacieki wykonałem przy pomocy kredek AK, wystarczy nanieść trochę na model, narysować zaciek, a następnie zmiękczyć go pędzelkiem zwilżonym  w wodzie, żadnych white spirytów czy innych śmierdzących specyfików mogących wywołać wojnę z domownikami.

Po wykonaniu wszystkich prac końcowych model trafił na podstawkę imitującą powierzchnie wody. Chciałem uzyskać efekt okrętu dostojnie płynącego nie z maksymalną prędkością, ale dopiero rozpędzającego się, dzięki czemu można było wyeksponować jego majestatyczną i wręcz wytworną sylwetkę brytyjskiego arystokraty oceanów.

Była to bardzo fajna modelarska przygoda. Skleiłem model okrętu, który od dawna mi się podobał i na który miałem ochotę, zaś z przyczyn niezależnych ode mnie, po prostu go nie miałem w zbiorach. To, że akurat wyszedł tak, że nie wszystko jest w nim dopięte na ostatni guzik i nie mam „papierów” na wszystko, co w nim pokazałem, no trudno. Zdarza się. Ważne, że model  mnie cieszy i fajnie wygląda w gablocie z innymi lotniskowcami Royal Navy. Model w końcu kleiłem dla siebie. 

 

Marcin "Marwaw" Wawrzynkowski

 

 

 

Partnerzy

               

Kluby modelarskie

 

 
       
                 
                 

 

Our website is protected by DMC Firewall!