Lotniskowce eskortowe MAC Ships -1/700 - AJM Models

Początkowy okres Bitwy o Atlantyk to czas ciężkich strat zadanych przez U-booty flotom sprzymierzonych, głównie Royal Navy. Straty te trzeba było uzupełniać praktycznie od razu i od razu też trzeba było szukać skutecznych metod walki z niemieckimi okrętami podwodnymi. Pojawiło się wiele oryginalnych i można powiedzieć improwizowanych rozwiązań. Jednym z nich były tzw. MAC Ships.

Źródło zdjęć: Internet
MAC to nic innego jak skrót od określenia „Merchant Aircraft Carrier” czyli w dowolnym tłumaczeniu „statek handlowy – lotniskowiec”. Z tym, że te statki nie przewoziły towarów. Po prostu na kadłubach seryjnych statków handlowych budowano lotniskowce eskortowe, które dzięki samolotom bazujących na ich pokładach stały się groźną bronią przeciw U-bootom. Do tego celu użyto także kadłubów drobnicowców typu „Empire”. Powstała cała seria takich jednostek, której główną bronią ofensywną były cztery samoloty bombowo – torpedowe Fairy „Swordfish”.

Modele takich dwóch lotniskowców, czyli HMS „Empire MAC Kendric” i HMS „Empire MAC Alpine” to najnowsza propozycja firmy AJM Models, o której wspominaliśmy jakiś czas temu. Modele testowe wykonali w ramach kolejnego projektu grupowego Marek z Marcinem, zaś poniżej prezentujemy ich relacje.

Koszaliński Pluton Modelarski

 

 HMS „Empire MAC Alpine”

Testowanie nowego modelu dla AJM Models nie różniło się za bardzo od tego co robiłem wcześniej, dla tego producenta. No, może z tą różnicą, że pierwszy raz na moim warsztacie wylądował lotniskowiec. Nie, że pierwszy lotniskowiec z AJM Models, ale pierwszy lotniskowiec tak ogólnie. HMS „Campania” to nie jest jednak klasyczny lotniskowiec. 

Przed rozpoczęciem budowy, trzeba było zatem przemyśleć w jaki sposób rozplanować pracę, aby model skleić bez większych niespodzianek, tym bardziej, że dysponowałem nie pełną instrukcją montażu, polegać musiałem głównie na dokumentacji dostarczonej przez producenta. Postanowiłem podzielić model na kadłub, pokład lotniczy i wysepkę. Skleiłem praktycznie same bryły, zaś detalami, głównie fot otrawionymi zamierzałem okleić je dopiero po ich pomalowaniu.

Model pomalowałem, używając lakieru Tamiyi XF-22. Pokłady to lakier z palety Bilmodelu oraz farbka akrylowa Vallejo, które w mojej ocenie najbardziej odpowiadały RN Dark Grey. Po zakończeniu malowania model okleiłem większością detali. Wylądowały one na pokładzie głównym oraz na wysepce, zaś galeryjkę wokół pokładu startowego postanowiłem zamontować dopiero po sklejeniu modelu w całość.

Co nastąpiło niedługo później. Trzeba było to i owo poprawić, a nawet zaszpachlować kilka szczelin, no i oczywiście uzupełnić powłokę lakierniczą. Po wykonaniu tych wszystkich zabiegów model był gotów do dalszych prac.

 To oczywiście była cała reszta drobnych detali, które byłby na pewno narażone na uszkodzenia, gdybym przykleił je wcześniej. Mam tu na myśli galeryjkę wokół pokładu startowego, o której wspominałem wcześniej oraz temu podobne detale. Potem model został pokryty warstwą Sidoluxu, który wyrównał powierzchnie i jednocześnie stanowił podkład pod kalkomanie. Było ich dość sporo, w końcu pokład startowy musiał mieć oznaczenia.   Na tym etapie prac powstała także grupa lotnicza w postaci czterech miniatur samolotów Swordfish, których sklejenie, pomalowanie i oklejenie kalkomaniami było sporym wyzwaniem.  Przykleiłem je do pokładu wzorując się na jednym ze zdjęć „z epoki”. Potem model pokryłem warstwą matowego werniksu.

Na samym końcu wykonałem olinowanie a także naniosłem ślady eksploatacji w postaci całej gamy zacieków z rdzy i soli. Okręty te mocno dostawały w kość na Północnym Atlantyku, więc mogłem sobie na to pozwolić, pewnie przy uciesze fanów wszelkiej maści dobić.

Gotowy model ustawiłem na podstawce imitującej fragment niespokojnego morza. Pierwotnie zamierzałem zrobić je w konwencji sztormu, w kolorystyce z dominującym kolorem szarym. Ponieważ model był w podobnej kolorystyce, słabo by to wyglądało na zdjęciach, a przecież jedno z nich miało pójść na boxart gotowego produktu, nieco zmieniłem koncepcję. Morze nadal lekko wzburzone ale przy bardziej słonecznej pogodzie. 

Model kleiło się bardzo przyjemnie, nie jest on specjalnie trudny, ale jak to z produktami AJM-u bywa potrzebne jest trochę doświadczenia i cierpliwości. Niemniej jednak, jak ktoś chce zacząć budować mikromodele żywiczne, a skleił już trochę modeli plastikowych, to ten zestaw jak najbardziej nadaje się na początek.  Jest dobrze spasowany, mam tu na myśli głównie to jak części żywiczne współgrają z fot otrawionymi detalami, nie ma też jakiejś specjalnie skomplikowanej architektury, a po sklejeniu prezentuje się bardzo efektownie. Jestem przekonany, że wzbudzi on zainteresowanie modelarzy.

Marcin Wawrzynkowski

 

HMS „Empire MAC Kendrick”

Budowa modelu:
Budowa repliki praktycznie przebiegała bezproblemowo, poszczególne elementy odcinałem z klocków, doklejałem do kadłuba i uzupełniałem elementami fototrawionymi. Więcej uwagi wymagało spasowanie wsporników pokładu, które w  części dziobowej i rufowej musimy wykonać z elementów fototrawionych, starałem wykonać je tak aby jak w oryginale stanowiły integralną część kadłuba.

 

 

Pokład składa się z trzech elementów, nawis dziobowy i rufowy doklejamy osobno. W moim przypadku miejsce łączenia zaszpachlowałem, a linie podziału blach poszycia odtworzyłem. Generalnie wyposażenie pokładu wymaga pewnej uwagi i jest czasochłonne, ale uzyskany efekt na pewno rekompensuje nam poświęcony czas. Repliki samolotów Swordfish odlane są bardzo realistycznie, a uzupełnione o elementy fototrawione naprawdę wyglądają dobrze.

 


Malowanie:
Model malowałem mając sklejone wcześniej praktycznie wszystkie elementy modelu. Kolor podstawowy to emalia olejna Tamiyii XF 22 rozjaśniona  kolorem białym, pokłady i pokład lotniczy to różne odcienie szarości, ścieżkę startu i lądowania nieco rozjaśniłem. Analiza zdj. Archiwalnych pokazuje, że okręt nosił intensywnie ślady eksploatacji, w swojej replice starałem się to odtworzyć. Subiektywnie uważam, że zamierzony efekt udało się uzyskać.

 

Olinowanie:
Użyłem tradycyjnie, żyłki wędkarskiej, celowo jest przeskalowana, aby olinowanie było bardziej widoczne. Zwykle korzystam z linek Ushi.


Podsumowując AJM Models proponuje kolejny nietuzinkowy okręt, a budowa nie powinna przysporzyć trudności nawet początkującym modelarzom.

Marek Filzek


Dziękujemy firmie AJM Models za przekazanie zestawów do testów i na potrzeby projektu.  

 

Partnerzy

               

Kluby modelarskie

 

 
       
                 
                 

 

DMC Firewall is a Joomla Security extension!