Projekt grupowy "Wszystkie nasze "Jedenstki" część I - co i jak waloryzować?

Model:
•    PZL P.11C, Arma Hobby, Expert Set 40001


Wykorzystane zestawy:
•    Yahumodels - PZL P.11C YMA 4900
•    Master Model - PZL P.11 set, AM48-160
•    Techmod - kalkomanie B48060
•    Toro Model - PZ Skoda Bristol Mercury V S2, 48001

Kleje:
•    Tamiya Extra Thin
•    cyjanoakrylowe


Farby:
•    Bilmodelmaker
•    Hataka
•    Vallejo
•    Italeri


Chemia modelarska:
•    Płyn do zmiękczania kalkomanii    Mr. Mark Setter
•    Wasch dark Grey, Black Tamiya
•    Matt verniks Vallejo
•    Suche pigmenty Talen, Vallejo

Model samolotu myśliwskiego PZL P.11c opracowany przez firmę Arma Hobby w podziałce 1/48 na dobre zadomowił się w warsztatach modelarzy w całej Polsce jak i poza jej granicami. Przez jednych uwielbiany, przez innych nienawidzony, na szczęście tych ostatnich jest dosłownie garstka, więc nie ma się na dobrą sprawę czym przejmować. W KPM-ie model ten przyjęliśmy z dużym entuzjazmem i postanowiliśmy zrobić w oparciu o ten zestaw projekt grupowy. Postanowiliśmy jednak, że nie będziemy na raz publikować kilku relacji, ale po kolei w miarę powstawania kolejnych modeli. Będą jednak opatrzone wspólnym tytułem, żeby odróżniały się od reszty relacji. Ponieważ jako pierwszy swoje modele (tak, modele a nie model) ukończył Marcin od jego relacji zaczniemy cały cykl relacji poświęconych „11-tkom”. Na razie rzecz dotyczy tylko modeli Arma Hobby w skali 1/48, być może rozszerzymy całe przedsięwzięcie także o modele innych producentów.

Koszaliński Pluton Modelarski

Zaczęło się niewinnie, bo miałem zamiar skleić swój egzemplarz testowy i po prostu mieć z tego radochę, ale okazało się, nową „11-tką” z Army jest zainteresowany także jeden z moich Kolegów, więc zrobiły się dwa. Doskonała zatem okazja do sprawdzenia, jak ten model będzie poddawał się waloryzacji oraz wszelkiego rodzaju przeróbkom. Bo że dobrze się skleja wiedzą chyba wszyscy, o czym świadczy ilość galerii i relacji z budowy na jakie można trafić w Internecie. Ponieważ otrzymałem tez od producenta trzecią ramkę na zapas, jakby jakiś eksperyment mi nie wyszedł postanowiłem kleić tak, żeby wszystko wyszło a trzeci model zwaloryzować tym co zostało mi po modelu z Mirage Hobby, a trochę tego było.
Założyłem sobie, że będzie to relacja typowo techniczna a nie kolejna praca habilitacyjna poświęcona „moralno – prawnym aspektom demontażu skrzydłowych karabinów maszynowych” lub też „Wpływu użycia ciemnego lakieru khaki na widoczność poszczególnych żłobków blachy systemu Puławskiego na górnej powierzchni płata z lewej strony”. Postanowiłem pokazać trzy samoloty w różnych okresach służby i w różnym stopniu pootwierane. Zamierzałem także zamontować trochę artefaktów w postaci zestawów Mastera, tablicy Yahu żywicznego silnika i przedniej części kadłuba z Toro Model (kiedyś był taki zestaw) oraz pozostałości z blaszek Parta dedykowanych do modelu Mirage Hobby. 

 Kadłub i wnętrze

Budowę zacząłem od wycięcia wszystkich pokryw luków dostępowych, które zamierzałem pokazać w pozycji otwartej. W każdym z  modeli miało zostać otwarte co innego, co nie zmieniało faktu, że musiałem być bardzo ostrożny, żeby nie uszkodzić powierzchni zewnętrznych ani wewnętrznych. Pokrywy luków karabinów zamierzałem wykorzystać ponownie, ponieważ miały one ładną fakturę zewnętrzną. Samo wycinanie odbywało się początkowo przy pomocy precyzyjnego nożyka, którym pogłębiłem linie podziału. Następnie przy pomocy piłki żyletki pogłębiałem te linie, aż do chwili kiedy dostałem się na drugą stronę. Potem znowu nożyk i panele zostały wycięte. Pozostało tylko obrobić krawędzie i na koniec przejechać po nich pędzelkiem zwilżonym w kleju penetrującym, dzięki czemu pozbyłem się zadziorów i resztek tworzywa. Ostatnie czynności to doklejenie imitacji konstrukcji kadłuba oraz zawiasów. 

 W lewej burcie kokpitu należało zamontować manetki wraz z cięgnami. W przypadku modeli w standardzie Expert Set sprawa jest prosta, montujemy stosowne elementy z blaszek fototrawionych dołączonych do zestawu. W przypadku trzeciego modelu detale te musiałem wykonać samodzielnie, wykorzystałem do tego celu paski cienkiego polistyrenu. Nie była to jakaś skomplikowana operacja.

Równolegle pracowałem nad wnętrzem kokpitów w moich miniaturach. Ramy zostały sklejone  według tego, co przewidział producent. Od siebie dołożyłem imitację przedniej wręgi, przewody od rozruszników Vieta oraz stelaże pod radiostacje oraz same radiostacje. Przyznaję się bez bicia, że wzorowałem się na zestawie firmy IBG Models w skali 1/32. Mój błąd polegał jednak na tym, że radiostację zamontowałem w taki sposób jak w tamtym zestawie i w efekcie siedzi ona nieco za głęboko w kadłubie. Podobnie rzecz się ma z karabinami maszynowymi, ale o tym za chwilę. Fotele wzbogaciłem o imitacje ramy, w oparciach, które też nieco odchudziłem, nawierciłem także otwory. Wykonałem je po prostu w wersji bez tapicerki, pozostawiając ją jedynie na siedziskach. Fotele postanowiłem wkleić dopiero po pomalowaniu kokpitów.

 Tablice przyrządów. Początkowo zamierzałem wykorzystać zarówno tablicę zestawową wraz z kalkomaniami, tablicę Yahu Models a także fototrawione, jakie zostały mi z zestawów dedykowanych do modeli Mirage Hobby. Ten ostatni pomysł szybko zarzuciłem, kiedy okazało się, że tablica ta jest zbyt szeroka i montaż jej jest całkowicie pozbawiony sensu. Wykonałem więc dwie tablice z zestawu, pomagając sobie wskazówkami znajdującymi się na blogu producenta. Trzeba przyznać, że w ten sposób można uzyskać doskonałe efekty.

Wnętrza moich modeli pomalowałem zgodnie z instrukcją montażu. Podstawowym kolorem był duraluminium z palety Bilmodelmakers, zaś wszelkie drobiazgi malowałem już pędzelkami, używając farb akrylowych. Na samym końcu potraktowałem moje kokpity szarym waschem. Nieco różnią od siebie kolory obić tapicerowanych w poszczególnych modelach, to znaczy w dwóch są czarne (to będzie model tego samego samolotu) zaś w jednym brązowe. Kompletne pasy zamontowałem tylko w jednym przypadku. W pozostałych dwóch zamierzałem przewiesić je przez burty, jak to często widać na zdjęciach archiwalnych.

Burty zostały pomalowane w identyczny sposób, co ramy i fotele. Podobnie jak pokrywy luków inspekcyjnych. W tym miejscu poświęcę im nieco więcej uwagi. Mniejsze wykonałem od podstaw wykorzystując do tego celu cienki polistyren i wyciągane nad ogniem pręty z tworzywa. Pokrywy luków karabinów maszynowych, jak zaznaczyłem wcześniej, zrobiłem z tego, co wyciąłem z kadłubów. Musiałem je tylko zeszlifować do odpowiedniej grubości, zaś imitację konstrukcji wewnętrznej, także wykonałem z polistyrenowych prętów. Odtwarzanie konstrukcji można pominąć w przypadku pokrywy luku skrzydłowych karabinów, jeżeli zdecydujemy się wyeksponować ją na modelu górną stroną.

Montaż kokpitów i tablic przyrządów w kadłubach przebiegał bezproblemowo, wszystko pasowało do siebie idealnie i nie jestem jakiś odkrywczy w tym stwierdzeniu. Ci, co kleili ten model przede mną także nie mieli zastrzeżeń co do wzajemnego spasowania poszczególnych elementów.

Montaż w całość kadłubów odbył się całkowicie bezproblemowo, wszystko pasowało do siebie idealnie pomimo moich autorskich przeróbek. Często w takich przypadkach nawet nowe modele Tamiyi kleją się jak stare short runy, ale nie w tym przypadku. Teraz mogę wrócić do kwestii karabinów maszynowych a konkretnie wyeksponowaniu poprzez otwarcie pokryw luków inspekcyjnych. Jest to jak najbardziej możliwe do wykonania, a efekt może być bardzo dobry. Nie należy jednak popełnić tych błędów, które popełniłem ja, przez co moje karabiny wyglądają nieźle, ale nie idealnie. Niepotrzebnie przykleiłem karabiny do i podstaw po bokach kratownicy kabiny. Tak zamontowane siedzą zbyt głęboko w kadłubie, przez co poprawny montaż luf jest praktycznie niemożliwy. Myślę że lepszym rozwiązaniem jest zaniechanie montażu karabinów maszynowych na etapie zabudowy wnętrza modelu. W przyszłości zamierzam poszerzyć łoża karabinów na kratownicy kabiny, zaś same karabiny zamontować dopiero po sklejeniu kadłubów i zamontowaniu ich luf. W jednym z budowanych modeli zamierzałem zamontować panele fototrawione na przednią część kadłuba. Porzuciłem jednak ten pomysł, ponieważ miały one inne wymiary i wymagałyby indywidualnego dopasowywania do kadłuba. Obecnie dostępny zestaw blaszek Eduarda jest zdecydowanie lepszą alternatywą, ponieważ opracowany jest dokładnie pod nowy model  Arma Hobby. Na tym etapie dokleiłem także imitacje ram silników i przednie części kadłubów. Do wycinania z uwagi na grube wlewy technologiczne użyłem czeskiej piłki – żyletki, a potem całość obrobiłem pilnikiem i kostkami ściernymi. Z montażem także nie było problemu.

Kadłuby zostały sklejone i obrobione. Kolejnym etapem było ich detalowanie. Na pierwszy ogień poszły wszystkie elementy polistyrenowe. Pomimo, że w tym modelu Arma Hobby zarzuciła swój genialny moim zdaniem patent z goleniami jako integralnym elementem dolnej części kadłuba, montaż goleni w sposób klasyczny okazał się całkowicie bezproblemowy. Podobnie było z resztą elementów zestawowych. Arma  Hobby nie wykonała w swoim nowym modelu listew na kadłubie jako wypukłych. Są one zaznaczone w bardzo ładny i wyraźny sposób, ale nie wystają ponad powierzchnię kadłuba. Można to oczywiście pominąć, jak jednak zawsze swoje modele „11-tek” uzupełniam o te detale. Znam trzy sposoby na wykonanie tych listew. Pierwszy najprostszy, polegający na przyklejeniu w odpowiednie miejsca kawałków taśmy maskującej o odpowiednio dobranej szerokości. Drugi polega na zastąpieniu taśmy paskami cienkiego polistyrenu i przyklejeniu go klejem penetrującym. Trzeba pamiętać o przeszlifowaniu listew po wyschnięciu drobnym papierem ściernym. Trzeci sposób polega na zamaskowaniu taśmą miejsc wokół listem i natryśnięciu dość konkretnej warstwy surfacera. Ponieważ od lat używam podkładu w sprayu trzeci sposób zarzuciłem jako nie ekonomiczny. Listwy w dwóch modelach powstały z taśmy, w trzecim wykorzystałem polistyren.  Jestem zadowolony z uzyskanych efektów, ale wybór odpowiedniej metody to indywidualna sprawa każdego modelarza, ja tylko podpowiadam.

Prace nad kadłubami zakończyłem poprzez wklejenie wszelkich koniecznych fototrawionych drobiazgów. Tu z powodzeniem można zastosować detale z blaszek Parta do zestawu Mirage Hobby. Wszystko pasuje i wygląda jak należy. Amortyzatory podwozia wykonałem nie polistyrenowych prętów, jak wskazuje instrukcja, ale z cienkiego mosiężnego drutu.

Zespół silnik – śmigło

 Makieta silnika Bristol Mercury z zestawu Arma Hobby prezentuje się bardzo dobrze i właściwie nie wymaga żadnej waloryzacji, ani wymiany na żywiczny zamiennik. Ja jednak dysponowałem stareńkim zestawem Toro Model w skład którego wchodziła rzeczona makieta silnika wraz z osłoną i tylną częścią kołpaka śmigła. Postanowiłem dać jej szansę. Z przodu prezentowała się ona bardzo dobrze, ale od tyłu nie było już tak fajnie. Na szczęście osadzeniu silnika na ramie i zamontowaniu osłony niewiele widać. Nie zwolniło mnie to jednak z konieczności wydrążenia otworu pod ramę silnika, inaczej wystawałby on nienaturalnie do przodu.  Do makiety silnika należało dokleić imitację przewodów odprowadzających spaliny do kolektora. Należało do tego użyć drutu cynowego o odpowiedniej grubości, co też uczyniłem. Żywiczny silnik dobrze wpasował się w przednią część kadłuba, o makietach zestawowych nie wspominam, bo tak wszystko leżało jak ulał. Postanowiłem także poeksperymentować z osłonami przedniej części silnika. Jedną – zestawową zamierzałem wkleić jak leci, bez żadnych przeróbek. Druga, także pochodząca z zestawu została oklejona blaszkami Parta, trzecia to żywiczny detal z zestawu Toro Model, w którym wyciąłem otwory . Oczywiście idealnie pasował jedynie oryginalny element, w przypadku pozostałych musiałem je dopasować, dociąć blaszki w tylnej części osłony i nieco spiłować żywice.

Jak widać na powyższych zdjęciach montaż w całość silników z osłonami i śmigieł odbył się bez jakiś strasznych zgrzytów, ale trzeba było trochę uważać. Zwłaszcza z detalami żywicznymi. Nastąpiło to oczywiście po pomalowaniu moich modeli, o czym będzie jeszcze mowa.  Chłodnice wykorzystałem zestawowe, każdą z nich pomalowałem nieco inaczej. Jedną na czarno i przetarłem kolorem srebrnym, drugą kolorem srebrnym i zapuściłem czarny wasch, trzecią z kolei kolorem gun metal i też potraktowałem waschem, ale bardziej delikatnie. Przykleiłem je niewielką ilością kleju, tak żeby można było ją bez problemu zastąpić żywicznym zamiennikiem.

Kolorystyka kolektora spalin to także temat rzeka. Powszechnie uważa się, że powinien om mieć barwę rdzawą, lecz kolektor jedynego zachowanego do dziś egzemplarza ma kolor bardziej podpadający pod gun metal. Inna sprawa, że silnik tego samolotu uruchamiany jest przy specjalnych okazjach i może nie miał możliwości się odbarwić. Co innego silniki w maszynach w służbie liniowej. Dlatego też w jednym modelu pozostawiłem kolektor w kolorze gun metal, zaś w dwóch pozostałych przetarłem je suchym pigmentem w kolorze rdzy, stopniując intensywność. Tak moim zdaniem można to zrobić i każdy zdecyduje jaką opcję wybrać.

Płat

Arma zaproponowała płat bez wychylonych powierzchni sterowych o otwartych panelach inspekcyjnych nie wspominając. Ja postanowiłem we wszystkich miniaturach wykonać powierzchnie sterowe jako wychylone, zaś dodatkowo w egzemplarzu wyposażonym w skrzydłowe karabiny maszynowe otworzyć jedną z pokrzyw luków inspekcyjnych. O zbiorniku opadowym najzupełniej zapomniałem. Wycięcie otworu w górnej powierzchni płata jest prostsze, niż powyżej opisana tego typu operacja na kadłubie. Wystarczy odchudzić płat od wewnętrznej strony i wyciąć pokrywę przy pomocy nożyka lub żyletki. Następnie w górnej połówce płata odtworzyłem imitację konstrukcji wewnętrznej, zaś w dolnej karabin wraz z podstawą i podajnikiem amunicji. Wszystko następnie pomalowałem odpowiednimi kolorami i potraktowałem szarym waschem. Lotki jak zaznaczyłem powyżej wykonałem w pozycji wychylonej, tutaj przeróbka jest całkowicie nieskomplikowana, lotki wystarczy wyciąć, skleić ze sobą górne i dolne połówki…

 …a następnie wkleić na swoje miejsca po sklejeniu płata w całość. Sklejone płaty oczywiście obrobiłem i dokleiłem fototrawione blaszki w postaci wyrzutników bombowych i uchwytów do demontażu płata. Ponieważ dysponowałem jedynie dwoma kompletami tych uchwytów, do trzeciego modelu detale te wykonałem od podstaw, przycinając w odpowiedni sposób pasek tworzywa. Wyrzutniki do tego modelu pochodziły z blaszki do modelu Mirage Hobby.

Malowanie

Tu także jest sporo możliwości, bo w przypadku PZL P.11c stosowano dwa typy malowania, wczesny z kolorem khaki o jasnym odcieniu i późny o kolorze khaki zdecydowanie ciemniejszym wręcz czekoladowo -  brązowym. Oczywiście jest wbrew pozorom sporo kombinacji i możliwości, zwłaszcza w przypadku malowań z wczesnego okresu służby tych samolotów. Moim zamierzeniem było pomalowanie trzech modeli w sposób znaczenie różniący się od siebie. Nie zgadzam się bowiem z twierdzeniami ekspertów, że malowania naszych wrześniowych maszyn są nudne i takie same. Dla manie są ciekawe i interesujące, ale to oczywiście kwesta gustu. O tym jakie wybrałem warianty malowań i dlaczego, będzie nieco później.

Do malowania tym razem używałem lakierów z pomarańczowej palety firmy HATAKA. Zacząłem oczywiście od naniesienia preshadingu, do której wykorzystałem jakiś ciemnoszary lakier, przy czym jak widać na zdjęciu siatka preshadingu jest tu różna. Podyktowane to było tym, jaki efekt zamierzałem uzyskać. Najbardziej intensywny, wzbogacony białym marmurkiem był ten model na którym chciałem uzyskać efekt najbardziej zniszczonej powłoki lakierniczej, zaś najmniej ten, gdzie chciałem pokazać powłokę praktycznie nową. Dwa modele pomalowałem kolorem wczesnym, o jasnym odcieniu, zaś jeden późnym o odcieniu ciemnym.

Ta sama operacja została powtórzona na skrzydłach i usterzeniu, z tym że kolor powierzchni dolnych pozostał taki sam. Także w przypadku płatów lakier nanosiłem w różny sposób, malując poszczególne panele i różnicując natężenie nakładanej farby. Chciałem aby moje modele różniły się od siebie i ten efekt chyba udało mi się osiągnąć.

Prace końcowe

Pomalowane modele złożyłem w całość. Ponieważ wszystko idealnie do siebie pasowało, nie była to żadna skomplikowana przeprawa. Przede mną stały trzy miniaturki „11-tek”, różniące się dość znacznie sposobem malowania. Każda z nich dostała solidną porcję Sidoluxu, a ja byłem gotów do dalszych prac.

Było to przede wszystkim nałożenie kalkomanii. Te zestawowe nakładały się bez problemów, jedynie na dolnych płatach nie uniknąłem efektu „srebrzenia się” szachownic. Obawiałem się kalkomanii na trzeci model. To także Techmod, ale dość leciwy, bałem się, że się pokruszą lub nie będą chciały odkleić się od papieru. Siadły jednak bez problemu i wspaniale zareagowały na chemię. Na samym końcu zamontowałem przyrządy celownicze i lufy karabinów z Mastra. Te detale są wspaniałe, lecz wymagają bardzo dużo uwagi i cierpliwości, ale efekt jaki możemy uzyskać jest tego wart. W trzecim modelu wykorzystałem zestawową dyszę Venturiego, którą nawierciłem i dołożyłem detal z blaszki. Luf i przyrządów celowniczych starczyło do wszystkich modeli. Z uwagi na moje wcześniejsze przeboje kadłubowymi karabinami maszynowymi, musiałem po sklejeniu i pomalowaniu luf, skrócić je do pożądanej długości i dopiero wtedy wkleić na swoje miejsca. Ostanie czynności to montaż wiatrochronów, linek antenowych, zastosowałem we wszystkich trzech modelach  ten sam schemat podpatrzony w książce „Polish Fighter Colours vol. 1” wydawnictwa Stratus. Na sam koniec przy pomocy suchych pigmentów przykurzyłem nieco koła, wydechy i temu podobne miejsca. Srebrną farbką wykonałem także trochę odprysków lakieru, w miejscach, gdzie zazwyczaj występowały w prawdziwych samolotach.

W ten sposób dotarłem do końca mojej przygody z „11-tkami” z Arma Hobby. Jestem zadowolony z osiągniętego efektu, głównie z tego, że udało mi się pokazać niemal wszystko to co zamierzałem. Niby ten sam samolot, a jak mogą różnić się od siebie poszczególne egzemplarze. Niby ten sam zestaw, a jak różnie można podejść do jego klejenia. W ten sposób powstały trzy modele dwóch samolotów:


PZL P.11c nr 8.115 nr taktyczny biała 8 ze 121 Eskadry Myśliwskiej, lotnisko Kraków Rakowice, 1937r.

Chciałem tu odtworzyć wygląd samolotu PZL P.11c z początkowego okresu służby, a więc we wczesnym wariancie malowania. Jest bardzo prawdopodobne, że wtedy samolot mógł mieć zamontowane skrzydłowe karabiny maszynowe. Zaniechałem natomiast odtwarzania położenia wyrzutników bombowych. Samolot mógł w tym okresie mieć powłokę lakierniczą w dobrym stanie, z delikatnymi aczkolwiek widocznymi śladami eksploatacji. Nie ma natomiast numerów policyjnych, ponieważ na chwilę obecną te nie są znane. Wiadomo jest natomiast, iż latem 1939r. samolot został przemalowany ciemniejszym kolorem khaki, miał niepełny komplet napisów eksploatacyjnych w kolorze czerwonym i zdemontowane skrzydłowe karabiny maszynowe. We wrześniu 1939r. samolot był przydzielony por. pil. Wacławowi Królowi.

 
PZL P.11c nr 8.139/78-N, nr srebrna 4 ze 114 Eskadry Myśliwskiej, lotnisko Warszawa Okęcie, wiosna 1939r.

W przypadku tego modelu moim zamiarem było pokazanie wyglądu samolotu po dłuższym okresie służby z dość zniszczoną powłoką lakierniczą. Wyraźnie widoczne są wypłowienia, odbarwienia i odpryski lakieru. Samolot ma wczesny wariant numerów policyjnych – dwucyfrowy w kolorze białym oraz napisy eksploatacyjne w kolorze czerwonym. Samolot ma zdemontowane skrzydłowe karabiny maszynowe. Samolot ten był przydzielony ppor. pil. Tadeuszowi Sawiczowi, który podczas Wojny Obronnej 1939r. uzyskał dwa potwierdzone zestrzelania.


PZL P.11c nr 8.139/478-N, nr srebrna 4 ze 114 Eskadry Myśliwskiej, lotnisko polowe Poniatów, wrzesień 1939r. 

Jest to oczywiście ten sam samolot, co powyżej tylko już po wymianie powłoki lakierniczej, jakiej dokonano latem 1939r. Samolot został pomalowany lakierem khaki o ciemniejszym odcieniu, zaś dolne powierzchnie skrzydeł pozostały w kolorze szaro – błękitnym, oczywiście także te powłoki lakiernicze zostały wymienione, dlatego malując  model ograniczyłem się jedynie do bardzo delikatnego preshadingu tylko w takich miejscach jak powierzchnie sterowe czy pokrywy luków inspekcyjnych. Nie nanosiłem natomiast żadnych imitacji odprysków lakieru. Ponadto lakier ma wykończenie satynowe a nie matowe, jak w przypadku dwóch poprzednich modeli. Po przemalowaniu samolot otrzymał czarne napisy eksploatacyjne ograniczające się jedynie do numeru seryjnego na kadłubie oraz oznaczenia typu na szczycie statecznika pionowego. Numer policyjny czarny, trzycyfrowy, co wiązało się koniecznością umieszczenia szachownicy bliżej środka skrzydła. Po mobilizacji 114 Eskadra Myśliwska weszła w skład Brygady Pościgowej i została przebazowana na polowe lotnisko w Poniatowie. W dniu 1 września 1939r. pilotujący ten właśnie samolot por. pil. Aleksader Gabszewicz uzyskał pierwsze zestrzelenie w obronie Warszawy.

No i co mam napisać na zakończenie? Jak mogli zapomnieć o tej linii na kadłubie?!!! Dobrze że chociaż śmigiełko się kręci. Zawsze to jakiś miód na serce sponiewieranych takimi zestawami polskich modelarzy. Tak już na poważnie, zestaw ten można uznać za sukces producenta. Pozwala on na szybką i bezstresową budowę modelu w wersji „prosto z pudełka” i daje duże możliwości tym, którzy lubią przeróbki i waloryzacje. Można osiągnąć tu naprawdę fantastyczne rezultaty, swoje modele oceniam jako niezłe. 

Jeśli chodzi o zestawy do waloryzacji w chwili obecnej poza tymi, których użyłem do budowy swoich replik są już na rynku blaszki Edurada oraz żywiczne artefakty, a penie będzie ich jeszcze więcej, więc naprawdę będzie w czym wybierać. Dlatego też korzystanie z zestawów do modeli Mirage Hobby… na  dobra jak ktoś chce to niech robi. Pomimo, że skleiłem na raz trzy modele, nowa „11-tka” z Arma Hobby w żadnym stopniu mi się nie znudziła i myślę, że jeszcze nie raz sięgnę po ten zestaw. W końcu muszę zrobić ten nieszczęsny zbiornik opadowy, poprawnie zamontować karabiny maszynowe w kadłubie, poza tym mam jeszcze kilka innych pomysłów.

 

Dziękuję producentom, firmom Arma hobby oraz Yahu Models za przekazanie modeli i akcesoriów na potrzeby relacji.

Marcin "Marwaw" Wawrzynkowski

 

 

 

 

 

 

Partnerzy

               

Kluby modelarskie

 

 
       
                 
                 

 

DMC Firewall is a Joomla Security extension!