
Model:
• B-26B Maraduer, 1991, ICM No.48320
Wykorzystane zestawy:
• CMK, B-26B/C Marauder Correction Propellers, 4486
• CMK, B-26B/C Marauder Nose Gun, Ammo Boxes and Feed, 4484
• CMK, B-26B/C Marauder Waist Guns, Ammo Boxes and Feed, 4485
• CMK, B-26B/C Marauder Undecarrige Wheels, 4483
• Eduard, B-26 Marauder interior 49 372,
• Eduard, B-26 Marauder exterior 48 1144,
• Eduard, B-26 Marauder seatbelts steel FE 1455,
• Clearprop, B-26B Marauder Panting Mask, CPA48048
Kleje:
• Tamiya Extra Thin
• cyjanoakrylowe
Farby:
• Bilmodelmakers
• akrylowe (różni producenci)
Chemia modelarska:
• Surfacer 1000, Tamiya
• Plastic Putty, Vallejo,
• Płyn do zmiękczania kalkomanii Mr. Mark Setter
• Panel Liner AK Interactive, Tamiya,
• Kredki akrylowe AK Interactice,
• Flamastry akrylowe AK Interactice,
• Matt verniks Vallejo.

Swego czasu opisywałem model samolotu bombowego Martin B-26B Marauder wydany w podziałce 1/48 przez ukraińską firmę ICM. Pisząc tę recenzję wiedziałem, że model prędziej czy później wyląduje na moim warsztacie. Wiedziałem też, że czeka mnie sporo zabawy, bo Marudery z ICM-u są obecne na rynku od marca 2024 r. i zyskały uznanie modelarzy. Recenzję spuentowałem pytaniem, jakie dodatki do tego modelu pojawią się na rynku? Bardzo szybko ukazało się ich dość sporo, więc trzeba było przemyśleć koncepcję budowy i brać się do pracy.
Dodatków do ukraińskich Maraderów jest obecnie na rynku całkiem sporo, a trzeba pamiętać, że nadal na rynku funkcjonuje leciwy Monogram i dodatki do tego zestawu, co jeszcze bardziej poszerza ofertę. Do budowy zamierzałem wykorzystać akcesoria firmy CMK w postaci nosowego stanowiska strzeleckiego, stanowisk bocznych, kół oraz śmigieł. Akcesoria te otrzymałem do recenzji dzięki uprzejmości producenta, i też je swego czasu przedstawiłem szerzej. Do tego należało dobrać jakieś fot otrawione blaszki. Zdecydowałem się na wyroby czeskiego Eduarda. Do ukraińskich B-26 jest dedykowanych kilka zestawów. Ja zdecydowałem się na zestaw exterior i pasy. Ponadto dopuściłem się potwornej zbrodni, za którą Kniaź Vlad mnie chyba zamorduje, do wybrałem zestaw blaszek do modelu Monogramu. Składa się z czterech dość dużych blaszek, gdzie najdziemy wszystko, co jest potrzebne a i sporo zostanie. Poza tym kosztuje jedynie kilkadziesiąt złotych, więc jego zakup nie doprowadzi nas do ruiny finansowej. Do tego doszły jeszcze maski firmy Clear Prop. Można było zaczynać zabawę.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Zacząłem od skrzydeł i gondoli silnikowych. Skleiłem wszystko zgodnie z instrukcją, dokleiłem co trzeba z blaszek dodałem trochę od siebie, jakieś przewody i temu podobne rzeczy. Wszystko pasowało do siebie idealnie, więc gondole postanowiłem wkleić w skrzydła dopiero po pomalowaniu wnętrza.

Podobnie było w przypadku kadłuba, choć pracy było tu znacznie więcej, bo do zabudowania mamy całą cześć nosową, luk bombowy oraz tylną część kadłuba. Z grubsza burty wyglądały to tak, jak na powyższym zdjęciu.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
W zbliżeniach prezentowało się następująco. Fototrawione detale podzieliłem na dwie grupy, część zamontowałem od razu. Takie rzeczy jak tablice przyrządów, pasy czy tabliczki znamionowe miały trafić na swoje miejsce dopiero po pomalowaniu wnętrza.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Podobnie rzecz się miała z tym co miało się znaleźć pomiędzy burtami. Od siebie dołożyłem oczywiście trochę kabli i innych drobiazgów, co widać na zdjęciach ukazujących stanowisko bombardiera, kokpit oraz luk przedniego podwozia. Przyznam się bez bicia, że zapomniałem zrobić zdjęcia luku bombowego, z którym męczyłem się bite dwa wieczory. Ogólnie oklejanie detalami sporego przecież kadłuba i gondoli silnikowych zajęło mi dobry miesiąc.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Gdy się z tym uporałem, mogłem zająć się malowaniem wnętrza. Jednak czekało najpierw rozwiązanie zagadki w postaci doboru odpowiednich kolorów, bo to wcale nie było takie oczywiste jak się wydaje. Najpierw zwróciłem uwagę na dość podejrzane wskazówki z instrukcji zestawu, więc zacząłem drążyć temat głębiej, przeszukując inetrnet. Dowiedziałem się między innymi, że firma Martin była zwolniona od stosowania koloru podkładowego, czyli Zinc Chromate Primer, zaś kolor określany jako Inetrior Green to nic innego jak dwukrotnie położony podkład z domieszką jakiejś innej farby, stąd różnice w odcieniach na samolotach pochodzących z różnych wytwórni. Ostatecznie zdecydowałem się odtworzyć malowanie wnętrza na podstawie zdjęć jednego z najbardziej znanych Marauderów czyli „Flak Baite”. Kokpit i nosowa część kadłuba była malowana kolorem ciemnozielonym (podobnie jak Airacobrach), reszta wnętrza kadłuba była pozostawiona w barwie aluminium. Wyjątek stanowiły luki podwozia i niektóre elementy wyposażenia, do malowania których użyto jednak Interior Green. Tak zrobiłem to w swoim modelu.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Tak zatem prezentowała się złożona w całość kabina wraz ze stanowiskiem bombardiera i lukiem podwozia. Oczywiście po pomalowaniu całości mogłem dokleić kolorowe fototrawki, o których wspominałem uprzednio.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Tu mogę pochwalić się lukiem bombowym, który wcześniej zapomniałem sfotografować. Teraz jest pomalowany i uzbrojony w bomby. Tu drobna uwaga do producenta. Przydały by się kalkomanie na bomby, były przecież na niech napisy eksploatacyjne, żółte pasy, zaś przed wyruszeniem w misję bojową często pojawiały się na nich jakieś „miłe” słowa, zazwyczaj pod adresem Adolfa. W tym modelu pierwszy raz stosowałem jeden z ostatnich przebojów w segmencie chemii modelarskiej, czyli flamastry AK Inteactive. Jestem pod dużym wrażeniem ich wysokiej jakości. Na stałe zagościły na moim warsztacie. Mechanizm otwierania otwierania drzwi bombowych na razie trafił do pudełka, montaż przewidziałem na później.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Podobnie przebiegało malowanie luków podwozia głównego. Przed złożeniem kadłuba w całość należało też przygotować sobie wyposażenie stanowisk strzeleckich. Firma CMK zrobiła doskonałą robotę, ich drukowane karabiny maszynowe prezentują się imponująco, ale oryginały z ICM-u niewiele im ustępują. Jedne jak i drugie dostały trochę dodatków z blaszki Eduarda.

Klejenie w całość tak dużego kadłuba i to w dodatku naszpikowanego wyposażeniem wnętrza zawsze jest wyzwaniem i niemal zawsze znajdzie się coś, co z początku pasuje, a potem nagle przestaje. Ten model nie był tu wyjątkiem, ale o tym za chwilę.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Podczas uzbrajania kadłuba przez cały czas sprawdzałem wzajemne spasowanie pomiędzy sobą poszczególnych modułów wnętrza. W pewnym etapie okazało się, że lub bombowy jest za szeroki i połówki kadłuba nie chcą się zejść jak trzeba. Poprawiałem doszlifowywałem ale nie uzyskałem idealnego spasowania. Zatem wkleiłem luk podwozia, kokpit i cała resztę w lewą burtę i zostawiłem na dobę do wyschnięcia. Trochę zabawy było też z podajnikami amunicji do kadłubowych karabinów maszynowych. Nie poradzić za bardzo poradzić sobie w wydruki z CMK, zastosowałem fototrawki z Eduarda, można je dowolnie formować i modelować. Na tym etapie karabiny zostały zamontowane w porcji postojowej na „zero”.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Montaż gondoli silnikowych nie stanowił natomiast żadnego problemu. Wystarczyło włożyć je w skrzydła, wpuścić gdzie trzeba klej penetrujący, a po wyschnięciu przejechać miejsca łączenia gąbką ścierną i wypolerować.
![]() |
![]() |
Za kadłubem już tak łatwo nie było. Kiedy całe wnętrze wyschło na beton, jeszcze trochę podszlifowałem wręgi w komorze bombowej i zabrałem się za łączenie kadłuba w całość. Jak w przypadku większości tak sporych modeli kleiłem etapami, używając kleju cyjanoakrylowego, który jednocześnie posłużył za szpachlówkę. Ponieważ góra w rejonie luku bombowego nie zeszła się idealnie, wsadziłem w nią kawałek polistyrenowego pręta i zalałem klejem CA. Po wyschnięciu kadłub należało obrobić i zamontować górny panel za kabiną. Tam należy umieścić obciążenie, żeby model nie opadał na ogon. Ja oczywiście umieściłem go zbyt mało i potem musiałem kombinować. Co wymyśliłem, opiszę za chwilę. Montaż usterzenia nie stanowił już żadnego problemu.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Jak widać, zabawa z wnętrzem kadłuba nie poszła na marne, przez oszklenie naprawdę będzie sporo widać. Jednie ogonowe stanowisko strzeleckie postanowiłem zmontować pod koniec budowy, co jednak było błędem. Przezroczysta osłona karabinów maszynowych wchodzi w wnętrze kadłuba i łatwiej jednak zamontować ją tak, jak przewidział to projektant zestawu.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Wtedy też skleiłem powierzchnie sterowe oraz klapy. Te ostatnie od razu znalazły się na swoich miejscach w skrzydłach. Ponieważ chciałem je mieć w pozycji częściowo wychylonej, konieczne było wklejenie napędów zewnętrznej pary klap pod odpowiednim kątem. Przeróbka ta jest bardzo prosta do wykonania.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Model mogłem złożyć w całość, wsuwając skrzydła w wystające z kadłuba dźwigary. Na razie jednak nie wkleiłem skrzydeł w kadłub nie chcąc utrudniać sobie malowania. Sylwetka samolotu i spore wymiary modelu zaowocowały nadaniem mu nieoficjalnej nazwy: „Kaban”. Potem padały pytania Kolegów w rodzaju „Jak tam Kaban?”, „Robiłeś coś przy Kabanie?” itp.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Przed rozpoczęciem malowania przygotowałem sobie główne podzespoły oszklenia. Zamontować nosowy karabin maszynowy wraz z podajnikiem amunicji w przezroczystej osłonie nosa kadłuba. Ja naniosłem klej jedynie w jarzmo karabinu maszynowego. Po prostu nie ufałem sobie do tego stopnia by przyklejać skrzynkę amunicyjną bezpośrednio do oszklenia. Wiem, że są modelarze, którzy potrafią to zrobić czysto, ale siebie o takie zdolności nie podejrzewałem. Nie muszę chyba dodawać, że podczas malowania odłamałem lufę, a karabin się odkleił i wpadł do środka, ale udało się to uszkodzenie w miarę bezboleśnie naprawić. Zanim jednak przykleiłem te elementy oszklenia do modelu, zabezpieczyłem odkryte elementy wnętrza taśmą maskującą, mniejsze szybki maskami i pokryłem cały model podkładem. Chodziło o to by nie pobrudzić podkładem oszklenia, co mi się kilka razy zdarzało. Dopiero po wyschnięciu podkładu przykleiłem oszklenie. Kabina pasuje bez zarzutu, ale nos warto mieć wycięty z ramki i dopasować już na etapie montażu kadłuba. Ja tego nie zrobiłem i potem musiałem kombinować.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Tak przygotowany model można było malować. Miałem straszną ochotę na model w metalicznym wykończeniu, ale tu także zdecydował zdrowy rozsądek. Mogłem coś przeoczyć, a srebrny kolor nie wybacza błędów w przygotowaniu powierzchni. Dlatego postawiłem na klasykę – Olive Orab i szary. Ponieważ chciałem uzyskać efekt „frontowego weterana” z dość mocno zużytą powłoką lakierniczą, zacząłem od naniesienia preschadingu w kilku odcieniach zieleni, brązu, szarości i niebieskiego. Niektóre miejsca pozostawiłem białe, zaś wszystkie powierzchnie sterowe, kryte płótnem pomalowałem kolorem beżowym.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Potem nastąpiło właściwe malowanie. Wybrałem wariant proponowany przez producenta, samolot nr 42-96077 „Ladies Delight”. Latał on w składzie 584 Dywizjonu Bombowego z 394 Grupy Bombowej. Malowanie pochodzi z lata 1944 r. z pasami inwazyjnymi jedynie na skrzydłach. Zależało mi natomiast, aby mój model wyglądał tak jak mógł wyglądać jego rzeczywisty pierwowzór w Dniu „D”, czyli 6 czerwca 1944 r. Posiłkując się tym jak malowano inne Maraudery w przeddzień lądowania w Normandii dodałem pasy inwazyjne także na kadłubie i od nich zacząłem cały proces malowania. Trzeba było po prostu zamaskować białe pasy. Potem nanosiłem właściwe kolory kamuflażu, starając się uzyskać możliwie niejednorodną powierzchnię. Przejścia kolorów w większości przypadków były wykonywane z pomocą szablonów z masy blue tac, tak gdzie przejścia miały być ostre, używałem taśmy. Plamy w kolorze ciemnozielonym malowałem z wolnej ręki. Uzyskałem efekt widoczny na zdjęciach. Model nadal nie ma wklejonych skrzydeł.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Po pomalowaniu modelu właściwymi kolorami, przyszła pora na poprawki malarskie. Kilka rzeczy się uszkodziło przy maskowaniu i to tez trzeba było naprawić. Dzięki temu karabiny w kadłubie ustawiłem w bardziej bojowych niż poprzednio pozycjach. Na bombach umieściłem także „pozdrowienia” dla Hitlera. Treść tych inskrypcji znalazłem w sieci.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Silniki były następnym etapem prac. Jak widać wykorzystałem to, co przewidział producent. Wygląda to bardzo dobrze, zwłaszcza jak po pomalowaniu dostały przewody instalacji z blaszek Eduarda. Pozostawiłem je w kolorze metalu. Robotę zrobiły też żywiczno – drukowane śmigła z CMK. Osłony silników miałem sklejone już wcześniej, a pomalowałem je przy okazji malowania modelu. Wtedy też powstały takie drobiazgi jak górne pokrywy kabiny pilotów, antena oraz drabina. Zamierzałem zamontować je dopiero na samym końcu, a drabinę ostatecznie sobie odpuściłem.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Równolegle powstawało podwozie. To, co przewidział producent uzupełniłem o kilka przewodów instalacji hydraulicznej, której układ podpatrzyłem na zdjęciach rzeczywistych samolotów. Zestawowe koła także zastąpiłem żywicami i wydrukami z CMK. Robią robotę tak samo jak śmigła. Zdjęcia mówią same za siebie.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Po pomalowaniu tego wszystkiego, co opisałem powyżej mogłem zabrać się za montaż podwozia. Z uwagi na wymiary modelu a przede wszystkim jego masę tego etapu budowy najbardziej się obawiałem. Mając przez cały czas pod ręką instrukcję, wklejałem zgodnie z przewidzianą w niej kolejnością poszczególne elementy, by na koniec zostawić same golenie do całkowitego wyschnięcia. Felgę przedniego koła pozostawiłem na ośce, bo ciasno weszła na ośkę i jej zdjęcie na siłę mogło się skończyć uszkodzeniem całego podzespołu.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Po dokładnym wyschnięciu goleni mogłem zamontować pomalowane uprzednio koła. Oponę przedniego koła miałem już wcześniej dobrze dopasowaną, więc do jej zamontowania wystarczyła odrobina kleju. Zieloną obwódkę na feldze podpatrzyłem na zdjęciu jednego z zachowanych egzemplarzy B-26. Do prawidłowego zamontowania kół podwozia głównego z CMK, konieczne jest skrócenie osi w elementach zastawowych oraz delikatne nawiercenie otworów w kołach. Dzięki temu wejdą na wcisk i tak też zrobiłem.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Można było wkleić na swoje miejsca pokrywy luku bombowego oraz komór podwozia. System otwierania komory bombowej w B-26 był dość skomplikowany. Tutaj także trzeba mieć pod ręką instrukcję i bezwzględnie się do niej stosować. Porywy komór podwozia nie stanowiły żadnego problemu. Z zadowoleniem zauważyłem, że usztywniły one golenie podwozia głównego, ponieważ ich napędy były przymocowane do goleni. Można było sprawdzić jak model będzie stać na kołach.

W moim wypadku oczywiście siadł na ogon, pomimo umieszczenia solidnego kawałka ołowiu w kadłubie. Nie ma jednak powodów do paniki, bo jest sposób by korygować to zupełnie bezboleśnie, bez prucia kadłuba, ponownego szpachlowania, malowania itp. Ważne, żeby nie mieć wklejonych silników. Pomiędzy ich podstawą a lukami podwozia głównego jest sporo miejsca, gdzie możemy dołożyć nieco balastu. W tym celu w podstawach silników należy wywiercić otwory o odpowiedniej średnicy. Jako balastu użyłem ciężarków wędkarskich, które po prostu wrzucałem do środka obu gondoli, aż model stanął „na trzy punkty”. Wtedy komory zalałem klejem CA i jeszcze napchałem do środka trochę papieru z chusteczki higienicznej. Mogłem zatem zamontować silniki na swoich miejscach i potem przykleić skrzydła do kadłuba. W tym miejscu chciałbym zwrócić uwagą na takie akcesoria modelarskie jak golenie kół podwozia wykonane z metalu. Jest kilku producentów oferujących tego typu akcesoria. Do B-26 są także dostępne. W przypadku takich właśnie modeli nie jest to zwykły gadżet, bajer modelarski. Tworzywo w którego ICM wykonuje swoje modele, jest dość miękkie, przyjemne w obróbce, ale z czasem może nie wytrzymać ciężaru modelu. U mnie na razie daje radę, ale jeżeli z czasem będę zmuszony, by wymienić je na metalowe, to się wcale nie zdziwię.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
„Kaban” w jednym kawałku prezentował się w następujący sposób. Zrobiłem ostanie poprawki, znów okleiłem maskami oszklenie i pokryłem cały model warstwą Sidoluksu, zacząć ostatnie etapy budowy.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Zacząłem oczywiście od kalkomanii. Nakładały się w sposób bezproblemowy, ale sprawiły mi niespodziankę. Nie miałem pojęcia, że od pewnego czasu ICM stosuje technologię dobrze znaną z modeli Eduarda. Po dokładnym wyschnięciu można usunąć z nich film. Ja odkryłem to przypadkiem, choć podejrzane wydawało, że błona się srebrzy i nie do końca wchłonęła się model mimo tego, że nie żałowałem płynu. Chcąc poprawić przyleganie jednej z kalek do modelu zacząłem ją dociskać do modelu wykałaczką i wtedy ze zdumieniem stwierdziłem, że film się bardzo ładnie łuszczy. Więc przerwałem zapuszczenie linii podziału i pozdejmowałem błony z wszystkich kalkomanii. Muszę przyznać, że odchodziły lepiej, niż w klakach Eduarda. Fakt w kilku miejscach powstały ubytki, ale minimalne.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Mogłem wrócić do zapuszczania linii podziału, robienia zacieków, odprysków lakieru itp. Pierwszy raz używałem tu Panel Linerów od AK Interactive. Peany pochwalne na ich cześć są całkowicie uzasadnione. Dzięki bardzo cienkim pędzelkom ich aplikacja jest bardzo szczegółowa, dłużej schną, więc usunięcie ich nadmiaru nie stanowi problemu, można też z nich tworzyć ładne zacieki rozcierając je w odpowiednim kierunku patyczkiem higienicznym. No i bogata gama kolorystyczna. Większość linii zapuściłem Raw Umber Greenish, niektóre poprawiłem czarnym, a niektóre sepią. Odpryski robiłem używając zarówno farb jak i pisaków. Zacieki to z kolei akrylowe kredki, także od AK Interactiwe.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Potem znowu nastąpiło maskowanie oszklenia. Po prostu lubię sprawdzić, czy nic mi gdzieś nie podciekało i nie uszkodziło szyb. Potem całość pokryłem matowym werniksem. Na samym końcu zamontowałem tylne stanowisko strzeleckie. Łatwo nie było, trzeba było zastosować się do instrukcji. Postanowiłem jednak być mądrzejszym od telewizora i sobie w konsekwencji skomplikowałem życie. Ale dałem radę. Dokleiłem wszystkie pozostałe drobiazgi takie jak antena, śmigła i tego typu rzeczy.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ostatnie czynności przy budowie to naniesienie okopceń z rur wydechowych oraz przykurzenie kół podwozia. W ruch poszły zatem suche pigmenty. Zakończenie prac nad modelem stanowiło wykonanie wszelkiej maści reflektorów i świateł pozycyjnych. „Kaban” został sklejony.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Prace nad modelem trwały niemal trzy miesiące, z małymi przerwami. Pracowało mi się bardzo dobrze. Model świetnie opracowany i szczegółowy, doskonale podatny na waloryzację. Jego budowa może dać dużo radości i satysfakcji. Marauder z ICM-u wymaga jednak pewnego doświadczenia, z uwagi na dość skomplikowaną konstrukcje i duży stopień szczegółowości. Ma też kilka pułapek, które mam nadzieję ze wskazałem, co ułatwi prace tym, co dopiero mają zamiar się za niego zabrać. Warto też pamiętać o tym w jak skrajnie trudnych warunkach on powstawał. Większa część prac nad projektem tego zestawu miała miejsce już po wybuchu wojny w Ukrainie. Pomimo tego ukraiński producent ni zwolnił tempa ani na jotę. Nie powstrzymała ich nawet ruska rakieta, która latem zeszłego roku trafiła w siedzibę ich firmy. Działają dalej, wypuszczają coraz to nowe i ciekawe zestawy, co sprawia, że ICM już teraz zapisali się złotymi zgłoskami w historii modelarstwa. Po ich model będę sięgał jeszcze nie raz i podejrzewam, że będzie to dobra zabawa. A „Kaban”? Stoi przede mną i ciszy oczy. Jest doskonałym dowodem na to, jak doskonale ICM czuje się w segmencie samolotów wielosilnikowych w dużych skalach.
Podziękowania dla firm ICM oraz CMK za udostępnienie modelu i akcesoriów na potrzeby relacji.
Marcin "Marwaw" Wawrzynkowski











































































































































































































