
Model i akcesoria:
- Matchbox/Revell - HMS Tiger, nr kat. 40164
- Atlantic Models, HMS Tiger/Blacke Detail Set, ATEM 70002
- AJM Model – detale i kalkomanie
- ION Models - ROYAL NAVY – CHILLING ON DECK, nr kat. R700-001
- White Ensing Models – Seaking NAS2/AEW2, WEMAS 4004,
- Aber – Brytyjskie Drzwi Okrętowe, nr kat. abe1-700-07
Kleje:
- cyjanoakrylowe (żel i rzadki)
Farby:
- Bilmodelmakers, ICM, Vallejo, Italeri, AK Interactive
Chemia modelarska:
- Płyn do zmiękczania kalkomanii Mr. Mark Setter
- Sidolux,
- Matt Verniks - Vallejo
- kredki AK Interactive
- suche pigmenty Talen,
- elastyczna nitka Uschi

Na to, że ten akurat model wylądował na moim warsztacie złożyło się kilka czynników. Po pierwsze, no jedne z najładniejszych powojennych okrętów wojennych, jakie znam. Krążowniki lekkie typu Tiger, poza pięknymi sylwetkami to ostatnie klasyczne krążowniki pod banderą Royal Navy. Później nadszedł czas niszczycieli i fregat rakietowych, zaś klasa krążowników praktycznie zniknęła. Po drugie okres od lat 50-tych do 70-tych zeszłego stulecia uważam za „złote lata” w architekturze okrętowej. Budowane wtedy okręty wojenne miały jeszcze urodę i elegancję okresu II wojny światowej, lecz duża ilość, elektroniki, kratownicowe maszty i uzbrojenie rakietowe nadawało im zupełnie nowego wymiaru. Po trzecie, jak każdy modelarz, który młodzieńcze lata ma dawno za sobą, mam sentyment do modeli firmy Matchbox.
Nie zaliczam się natomiast do grona tych, którzy biorą na warsztat oryginalne Matchboxy produkowane przed laty w Wielkiej Brytanii. Te zajmują w moim modelarskim mikroświatku miejsce dość szczególne. Posiadam w zbiorach kilkanaście modeli samolotów z różnych okresów działalności kultowej dziś firmy, ale na warsztat nie trafi żaden z nich. One są po prostu do oglądania i cieszenia się z ich obecności. Podobnie zapewne by się stało, gdybym miał model krążownika HMS „Tiger” z któregoś z oryginalnych wydań angielskich. Ja posiadałem model tego okrętu z okresu, kiedy marka Matchbox była cieniem samej siebie i wchodziła w skład koncernu Revell. Po pięknej szacie graficznej pudełek i instrukcji nie pozostał ślad. Wypraski w jednym, kolorze zamiast w dwóch lub w trzech. Nie było żalu, pomimo, iż na ten zestaw trafiłem po kilku latach szperania po portalach aukcyjnych. Zapadła zatem decyzja o wzięciu tego szacownego antyku na warsztat.
![]() |
![]() |
Założyłem jednak, że model zostanie zbudowany według obecnych standardów, aby nie odbiegał od innych modeli okrętów Royal Navy pozostających w mojej kolekcji. W tym miejscu warto poświęć chwilę na temat mikromodeli okrętów w skali 1/700, jakie przed laty wydawała firma Matchbox. Są one o tyle ważne, że były to pierwsze modele okrętów w tej skali. Wtedy właśnie zaczął do nas docierać dynamicznie rozwijający się Japonii sposób wydawania modeli okrętów z wyodrębnieniem na dwie podstawowe skale – 1/350 i 1/700. Trend ten się przyjął i utrzymuje do dziś. Modele Matchboxa, na tle modeli japońskich wypadały nieco słabiej, ale i tak dawały radę. Oglądając wypraski modelu krążownika HMS „Tiger” doszedłem do wniosku, że w tamtych czasach (dokładnie 1974 r. – taką datę znalazłem na wodnicy) musiały wywoływać takie wrażenie, jak obecnie modele firmy Flyhawk. Delikatna faktura powierzchni burt i nadbudówek jest akceptowalna nawet i dziś. Jeszcze bardziej utwierdziłem się w tym przekonaniu, kiedy zacząłem budowę modelu i zobaczyłem jak genialnie jest on spasowany. Początkowo model waloryzowałem we własnym zakresie, wykorzystując zarówno żywiczne detale firmy AJM Models i dorabiając pewne rzeczy od podstaw. Bazowałem głównie na zdjęciach, niestety okazało, się że okręt przechodził w różnych okresach służby różne modyfikacje, co praktycznie uniemożliwiało mi budowę modelu wedle standardów NAVIGA. Nie przejmowałem się tym zresztą. Miniaturę budowałem dla własnej przyjemności, bez konieczności udowadniania czegokolwiek komukolwiek.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Matchbox swój model wykonał w konfiguracji z początku lat 70-tych zeszłego stulecia, czyli po przebudowie z klasycznego krążownika lekkiego na krążownik śmigłowcowiec. Okręt stracił nieco na urodzie, gdyż rufową nadbudówkę z kratownicowym masztem i wszystkimi stanowiskami artyleryjskimi zastąpiono podwyższonym o jedną kondygnację, w stosunku pokładu głównego lądowiskiem dla śmigłowców. Jego wieńczeniem była kwadratowa „buda” nadbudówki hangarowej. Ma ona jednak tę zaletę, że można otworzyć wrota i odtworzyć wnętrze hangaru dla dwóch śmigłowców Westland Sea King. Dołożyłem także nieco szczegółów na pokładzie głównym, który wbrew pozorom jest całkiem nieźle widoczny.
![]() |
![]() |
O dalszą moją pracę w komfortowych warunkach zadbał Kolega Edmund, któremu z tego miejsca chciałbym bardzo serdecznie podziękować. Zamówił on dla mnie w Wielkiej Brytanii fot otrawioną blaszkę firmy Atlantic Models dedykowaną właśnie do tego modelu. Jest tam praktycznie wszystko, co należy czyli kratownicowe maszty, ramię dźwigu, anteny radarów i doskonale dopasowane relingi.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Powyższe zdjęcia dobitnie pokazują, że warto zaopatrzyć się w tę blaszkę, bo model obwieszony tą fot otrawioną „biżuterią” nabiera od razu innego wymiaru. Blaszki z Atlantic są bardzo dobrej jakości. Łatwo zginają się formują, co oczywiście ma duży wpływ na komfort pracy. Na blaszce są także drzwi, które można wykonać w pozycji otwartej lub zamkniętej. Jest ich niestety za mało w stosunku do tego, co jest potrzebne. Poradziłem sobie w ten sposób, że nabyłem blaszkę z fototrawionymi drzwiami do okrętów Royal Navy, jaką ma w ofercie firma Aber.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Następnie model został rozmontowany na moduły ułatwiające malowanie i pomalowany. Specjalnej filozofii tu nie było. Najpierw odpowiednimi kolorami pomalowałem pokład rufowy, nadbudówkę i wnętrze hangaru. Potem złożyłem całość do kupy, zamaskowałem co trzeba i pomalowałem całą resztę. Okres służby okrętu przypadła na lata pokoju, więc obyło się bez efektownego kamuflażu, jedynie gustowny kolor jasno szary. Pokłady i całą resztę drobnych detali pomalowałem, już pędzlem, używając farb akrylowych.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Potem nastąpiła chyba najprzyjemniejsza część prac. Model został złożony w całość, drobne detale wklejone na swoje miejsca. Stosowałem tu stare, dawno sprawdzone patenty. Jedyny zgrzyt w tych modelarskich przyjemnościach nastąpił przy kalkomaniach, tych zestawowych dodajmy. Wiek i nędzna jakość kalkomanii Revella z tego okresu zrobiły zwoje. Po zanurzeniu w wodzie praktycznie się rozpadały na milion kawałków. Na szczęście w moim zestawie były po dwa komplety oznaczeń taktycznych i tych najważniejszych – oznaczeń na lądowisko. Dostały kilka warstw Sidoluxu, co spowodowało że rozpadały się nie na milion ale na kilka kawałków, co umożliwiło ich nałożenie na pokładzie. Nie uchroniło mnie to jednak przed koniecznością sztukowania, uzupełniania ubytków i robienia podmalówek. Numery na burtach i rufie na szczęście takich atrakcji nie zapewniały. Podobnie jak bandera i podziałki zanurzenia, które pochodziły z zestawów AJM Models. Flagi kodu sygnałowego to już moje dzieło z resztek kalkomanii. Na tym etapie często zaglądałem do posiadanych zdjęć i co chwila dokładałem jakieś drobiazgi. Całkowicie zdetalowany model prezentował się jak na powyższych zdjęciach.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Po zakończeniu detalingu, model otrzymał matowy wasch i trochę śladów eksploatacji, głownie w postaci zacieków i brudu na burtach. Lądowisko przetarłem natomiast suchym pigmentem w kolorze czarnym, co moim zdaniem poprawiło jego wygląd.
![]() |
![]() |
Postanowiłem, że ten model okrętu otrzyma załogę. Na temat doskonałych figurek marynarzy firmy ION Models swego czasu się wypowiadałem, a nawet testowałem, przy okazji budowy modelu okrętu przeciwlotniczego HMS „Pozarica”. Tam wykorzystałem tylko część zestawu ION-a. Reszta miała docelowo trafić na pokład „Tigera”. Sposób wycinania i malowania był identyczny.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Proces instalacji figurek na pokładach krążownika także. Pokazałem załogę w różnych sytuacjach podczas rejsu. Obsada pomostu bojowego, wiadomo, do tego dochodzą marynarze podczas wykonywania różnych robót pokładowych, odpoczynku. Do tego obsługa lądowiska i załoga śmigłowca. Tu może mała dygresja na temat śmigłowców. Grupę lotniczą krążowników typu „Tiger” stanowiły śmigłowce Westaland Sea King. Dokładnie dwa. Ten zestawowy nie grzeszył nadmierną szczegółowością, dlatego po zaaplikowaniu fot otrawionych wirników trafił do hangaru. Na lądowisku zaś ustawiłem żywiczną miniaturę firmy White Ensing Models, która prezentuje się o niebo lepiej. Kalkomanie w postaci kokard i numerów to także AJM Models. Wracając natomiast do figurek, to ich ilość zależy od wielkości okrętu. Im większy okręt, tym więcej figurek powinniśmy użyć, żeby uzyskać, jak najlepszy efekt. W przypadku modelu krążownika będzie to ilość trzech do czterech wydruków, pancerniki i lotniskowe to już pięć do sześciu wydruków. Tu drobna prośba, sugestia do firmy ION Models o rozważenie możliwości wyprodukowania zestawu dedykowanego na obsady pomostów bojowych.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Końcowym etapem prac było rzecz jasna umieszczenie modelu na podstawce. W moim przypadku od lat jest to imitacja powierzchni morza. Po prostu lubię modele do linii wodnej, bo w ten sposób najlepiej możemy oddać piękno okrętów i statków, pokazując je w ich naturalnym środowisku, czyli w morzu. Owszem, taki okręt jak HMS „Tiger” pokazany przy nadbrzeżu w porcie, lub stojący na kotwicy wyglądałby fajnie, ale uznałem, że najlepiej będzie pokazać go w marszu z pełną prędkością.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Co uczyniłem, kończąc w ten sposób dość długo trwający proces budowy. Stało się tak dlatego, że model ten podobnie jak wcześniej budowany model powojennego HMS Ark Royal powstawał w przerwach pomiędzy projektami, które miały priorytet. W ten sposób model krążownika śmigłowego HMS „Tiger” wzbogacił moją kolekcję. Kolejny model który cieszy i sprawia radochę z klejenia, a potem oglądania efektów własnej pracy.
![]() |
![]() |
![]() |
Szkoda tylko, że okres o którym wspominałem na wstępie, nie jest doceniany przez producentów modeli. Powstało wtedy wiele pięknych okrętów z których niewielka jedynie część doczekała się swoich replik w skali 1/700. Sytuację w niewielkim stopniu ratuje Dragon i producenci modeli żywicznych, lecz jest to jedynie niewielka cześć możliwości i tematów do zagospodarowania. Może się to jednak kiedyś zmieni?
Marcin "Marwaw" Wawrzynkowski















































































































