Latarnia morska na Górze Szwedów - 1/32 - GPM Models

Model:
- GPM Models Latarnia Morska na Górze Szwedów – model przeskalowany do skali 1/32
Kleje:
- wikol,
- polimerowy,
- cyjanoakrylowe (żel i rzadki)
Farby:
- Humbrol, Tamiya
Chemia modelarska:
- preparaty do wykonywania dioram AK Interactive

Historia Góry Szwedów w miniaturze rozpoczęła się podczas jednej z edycji Bałtyckiego Festiwalu Modelarskiego, kiedy to Grześ Pomorski z GPM Models wręczył mi z dumą swoje nowe wydawnictwo – właśnie miniaturową makietę latarni na Górze Szwedów. Muszę przyznać, że zrobiła ona na mnie wrażenie, czego zresztą dałem wyraz w zamieszczonej na naszym portalu recenzji. Wydawnictwo w skali H0 pokazałem także szefostwu Muzeum Obrony Wybrzeża w Helu. Tam padło pytanie, czy można wykonać taką makietę w skali 1/33, gdyż w takiej skali znajdują się makiety latarni morskich w Sali Laranianej Muzeum Helu. Pytanie powtórzyłem Grzesiowi, stwierdził, nie ma sprawy i ku mojemu zdziwieniu tydzień później otrzymałem przesyłkę z GPM-u a w niej aż dwa przeskalowane komplety elementów. Na wypadek jakby coś poszło nie tak. Ponieważ takiej opcji nie przewidywałem, postanowiłem skleić dwie makiety. Drugą Koledzy z MOW mieli przekazać Narodowemu Muzeum Morskiemu z przeznaczeniem na ekspozycję w Blizarium w Rozewiu.

Mogłem zatem zbierać dokumentację, zdawałem sobie bowiem sprawę, że makieta w dużej przecież skali, 1/32 musi być znacznie bardziej zdetalowana niż miniatura w skali H0. Miałem to szczęście, że w tym czasie wszedłem w kontakt z Moniką Śniedziewską – Lerczak, słynną „Latarnicą” oraz Grzesiem Elmisiem niemniej znanym „Portowym Biegaczem” z Helu. Do tych dwojga należy dodać jeszcze dodać Wojtka Waśkowskiego z MOW w Helu, postać niemal legendarną. Na ten Triumwirat mogłem liczyć w każdej chwili, jeśli chodzi o zdjęcia, materiały, sugestie czy uwagi. Mogłem spokojnie brać się za robotę.

Zacząłem oczywiście od kratownicy a dokładniej jej poziomych elementów. Oczywiście musiałem je uzupełnić o kilka detali, a mianowicie o imitację kątowników i teowników, które były podstawą w budowie całej wieży.

Następnie złożyłem w całość kratownice, także uzupełniając o detale widoczne na zdjęciach. Musze stwierdzić, że wzajemne spasowanie poszczególnych elementów było po prostu rewelacyjne. Wszystko pasowało do siebie jak przysłowiowe klocki Lego. Na tym etapie powstała także drabina wraz z osłoną. Płaskie szczeble zastąpiłem w niej okrągłymi, wykonanymi z plastikowego profilu, żeby było jak w oryginale.

Prace nad kratownicą zakończyłem poprzez zrobienie imitacji nitów i wzmocnień. Posłużyły mi do tego  kawałki kartonu oraz pocięte na „plasterki” polistyrenowe profile. Spędziłem nad tym kilka wieczorów, ale efekt, jaki uzyskałem z pełni mnie satysfakcjonował.

Potem przyszła pora na galeryjkę laterny, sama laternę, betonowy postument na którym stała cała budowla oraz wykonana z płyt stalowych osłonę dolnych kondygnacji kratownicy, tzw. „czołg”.

Oczywiście dodałem też trochę od siebie. Czyli trochę nitów, zawias włazu oraz imitację poszczególnych płyt stalowych na „czołgu”. Celowo poszczególne płyty przyklejałem niezbyt równo, żeby uzyskać efekt zbliżony do oryginału. Na tym etapie prac powstał także nautofon. To i owo uzupełniłem na podstawie posiadanych zdjęć.

Idealnie byłoby, gdyby budowana przeze mnie makieta posiadała układ elektroniczny, który by dawał efekt światła błyskowego, zgodnego z charakterystyką światła prawdziwej latarni. Niestety elektronik ze mnie żaden i po bezowocnych próbach znalezienia profesjonalisty w tym zakresie, postanowiłem zamontować w makietach kable, a elektronikę zostawiłem na przyszłość.

Do malowania użyłem lakierów w sprayu – Tamiyi i Humbrola. Tu drobna uwaga. W starych locjach i opisach z czasów kiedy latarnia jeszcze funkcjonowała znaleźć można informację, że była ona w całości pomalowana szarym kolorem, takim, jak okręty wojenne. Jednakże obecny stan latarni wskazuje, iż została ona przemalowana. Kratownica i galeryjka laterny na kolor biały, laterna na kolor czerwony, zaś „czołg” w kolorze minii. Obydwa schematy są prawidłowe, ja wybrałem ten z późniejszego okresu.

Do wykonania imitacji betonu na postumencie moich makiet posłużyły mi gotowe preparaty z AK Interactive. Efekt wylewania poszczególnych warstw betonu okazał się prosty do wykonania. Po wyschnięciu pierwszej warstwy, postumenty okleiłem taśmą maskującą i nałożyłem drugą warstwę. Po pomalowaniu obie makiety złożyłem z całość, przy czym laterny i imitacje aparatu Fresnela (wykonanych z pojemników na zabawki z automatu), zamontowałem delikatnie przy użyciu maskolu, tak, aby bez problemu można było je zdjąć w celu montażu elektroniki. Na tym etapie prac naniosłem na obie makiety trochę śladów eksploatacji w postaci zacieków z rdzy i różnego rodzaju zabrudzeń. Oczywiście starałem się z tym nie przesadzać.

Na sam koniec umieściłem obydwie makiety na podstawkach imitujących fragment wydmy, na której posadowiona jest latarnia. Użyłem do tego celu kawałków styropianu, przyklejonych na klej polimerowy. Po wyschnięciu pokryłem je preparatem do wykonywania podłóż w dioramach, po czym naniosłem piasek i imitacje roślinności – kępy traw i drobnych krzewów.

Makiety były gotowe, można było je zawieźć do miejsc przeznaczenia czyli do Helu i Rozewia. Z Muzeum Helu nie było problemu po prostu umówiliśmy się na konkretny dzień, gorzej z Rozewiem. Próbowałem załatwić temat przez Prezesa Towarzystwa Przyjaciół Muzeum Morskiego w Gdańsku, lecz sposób w jaki zostałem przez niego potraktowany skutecznie wyleczył mnie z jakiejkolwiek współpracy z tą instytucją. Obie makiety ostatecznie dostarczyłem do Helu. Jedna z nich stanęła zgodnie z planem w Sali Latarnianej, co do drugiej, Koledzy z Helskiego Kompleksu Muzealnego wzięli na siebie bezpośrednie przekazanie jej na własność Narodowemu Muzeum Morskiemu, z pominięciem TPNMM, co później uczynili.
W ten sposób skończyłem kolejny jakże sympatyczny projekt na rzecz Kompleksu Muzeów w Helu. Projekt bardzo sympatyczny, który zaowocował w końcu bezpośrednim poznaniem Państwa Moniki Sieniedziewskiej-Lerczak i Tomka Lerczaka, co sobie bardzo cenię. Do tematów latarń morskich pewnie z czasem powrócę.

Zdjęcia: Monika Śniedziewska – Lerczak, Tomasz Lerczak, Ryszard Kretkiewicz oraz autor.

Pragnę podziękować Panu Grzegorzowi Pomorskiemu z firmy GPM Models za przygotowanie i przeskalowanie modeli na potrzeby relacji a także Pani Monice Śniedziewskiej – Lerczak, Panu Wojciechowi Waśkowskiemu oraz Panu Grzegorzowi Elmisiowi za okazaną pomoc i cenne uwagi.

Marcin "Marwaw" Wawrzynkowski

Partnerzy

  
                 

 

Kluby modelarskie

 

 
       
                 
                 

 

Our website is protected by DMC Firewall!