Samolot myśliwski PZL P.11c -1/32 - IBG Models

Model:
•    PZL P.11C Polish Fighter, IBG Models, 32001
Wykorzystane zestawy:
•    Yahumodels - PZL P.11C YMA 3257
•    Master Model - PZL P.11 set, AM32-120
•    Techmod - kalkomanie D32073AT
Kleje:
•    Tamiya Extra Thin
•    cyjanoakrylowe
Farby:
•    Bilmodelmaker
•    Hataka
•    Vallejo
•    Italeri
Chemia modelarska:
•    Płyn do zmiękczania kalkomanii    Mr. Mark Setter
•    Wasch dark Grey, Black Tamiya
•    Matt verniks Vallejo
•    Suche pigmenty Talen, Vallejo
 

Model samolotu myśliwskiego PZL P.11c wydany nie tak dawno w skali 1/32 przez firmę IBG Models budzi zrozumiałe emocje wśród modelarzy. W końcu to pierwszy wtryskowy model w tej skali wydany w Polsce. Kiedy producent przekazał nam egzemplarz testowy uznaliśmy, że powinien być on sklejony możliwie najszybciej, tak aby zaprezentować go podczas tegorocznej edycji BFM-u.

Obecna sytuacja zmusiła nas do przełożenia terminu BFM-u na listopad. Ponieważ mi przypadło w udziale klejenie tego modelu, starałem się pomimo zmiany terminu imprezy skleić model w rozsądnym terminie. Wolnego nie zrobili sobie także producenci akcesoriów modelarskich. Zestawy do waloryzacji powstały w firmach YahuModel, Master Model (wcześniej znane z limitowanej edycji), BitsKreig, zaś produkcję kalkomanii rozpoczął Techmod. Do budowy postanowiłem wykorzystać tablicę Yahu, zestaw metalowych akcesoriów Mastera oraz kalkomanie Techmodu.

 Budowę zacząłem tradycyjnie od kokpitu. Skleiłem w całość to, co przewidział producent, a ponieważ uzbierało mi się sporo publikacji na temat naszego legendarnego myśliwca, postanowiłem uzupełnić replikę o trochę detali, głównie przewodów instalacji elektrycznej i hydraulicznej. Wyposażony w druciki o różnej grubości, okleiłem nimi praktycznie całą ramę kabiny.

 Trochę przewodów i drobnych detali zamontowałem także na burtach kadłuba. Nie było tego za dużo, ale nauczony modelarskimi prawami Murphiego, wolałem zrobić więcej niż mniej, bo zazwyczaj to, co się pominie jest najbardziej widoczne.

 Dysponując pięknie wykonanymi karabinami maszynowymi oraz lufami do nich zdecydowałem także o zamontowaniu ich w skrzydłach oraz otwarciu luków inspekcyjnych. Po odchudzeniu od wewnętrznej strony górnych połówek płata i wycięciu pokryw okazało się, że karabin i fototrawione łoże to trochę za mało. We wnętrzu jest przeraźliwie pusto.

 Nie było rady, trzeba było luki uzupełnić o elementy konstrukcji płata, które przez otwarty luk widać doskonale. Z pomocą przyszła niezawodna metoda „odcinania niepotrzebnych kawałków” opisana przy okazji budowy Tankera. Zacząłem od przygotowania sobie pasków i pręcików z polistyrenu. Miały one oczywiście różną grubość. Potem na podstawie zdjęć konstrukcji płata zamieszczonej w instrukcji obsługi samolotu (reprint był w jednej z publikacji) odtworzyłem, to co akurat było widoczne i musiało być zrobione. Poza imitacją fragmentów dźwigarów i żeber w lukach musiały się znaleźć także przewody zasilające oraz linki mechanizmu przeładowywania broni.

 Uzyskałem taki oto efekt. Samo nasunęło się zatem pytanie, czy coś takiego to błąd lub nie dopatrzenie producenta? No niby tak, ale nie do końca. Pamiętać należy, że IBG Models przewidziało  to rozwiązanie jako opcję, zaś skrzydłowe karabiny maszynowe miał tylko niewielka liczba P.11c. Spora część modeli powstanie raczej bez karabinów w skrzydłach. Niemniej jednak żywiczne luki uzbrojenia mogłyby się przydać.

Przyszła zatem pora na pomalowanie wnętrza mojej repliki. Po nałożeniu podkładu wszystkie powierzchnie wewnętrzne pokryłem warstwą lakieru „Duraluminium” z palety Bilmodel, a następnie już przy pomocy farb akrylowych pomalowałem wszelkiego rodzaju detale, które tego wymagały. Zamontowałem także tablicę i panel radiostacji od Yahu, pasy pilota i kilka innych drobiazgów. Od siebie dodałem złożoną mapę, którą umieściłem na fotelu. Po wszystkich tych zabiegach wnętrze spatynowałem ciemno szarym washem od Tamiyi. 

 Rama kabiny została następnie wklejona w lewą połówkę kadłuba, z zadowoleniem stwierdziłem, że wszystko idealnie pasowało do siebie, także ze sklejeniem kadłuba w całość nie było żadnych problemów. Szpachlowania wymagały jedynie miejsca łączenia z sobą obu połówek kadłuba. Do tego celu wykorzystałem klej cyjanoakrylowym. Okazało się, że większość przewodów, które z takim zapałem odtwarzałem jest zupełnie nie niewidoczna, ale trudno. Przygotowałem do montażu także główny zbiornik paliwa, wkleiłem go zgodnie z instrukcją w fragment kadłuba.

Po złożeniu kadłuba w całość dokleiłem elementy podwozia głównego. Producent zastosował tu rozwiązanie klasyczne – golenie wklejamy w otwory w kadłubie i doklejamy fototrawione pasy amortyzatorów. Przy tych wymiarach i jak się okazało dość sporej masie modelu podwozie ma tendencję do rozjeżdżania się. Trzeba je skleić naprawdę solidnie i odłożyć do całkowitego wyschnięcia. Nie jestem pewien czy nie lepiej byłby zastosować rozwiązanie znane z wcześniejszych modeli Arma Hobby, gdzie golenie podwozia stanowią integralny element dolnej części kadłuba. Na tym etapie powstało także usterzenie, ale montaż go do kadłuba przewidziałem dopiero po pomalowaniu modelu. 

Także płat zamierzałem wmontować dopiero po zakończeniu malowania. To chyba najbardziej efektywna metoda przetestowana wcześniej na innych modelach P.11c czy P.7a. Trochę obawiałem się jak wyjdzie łączenie równych połówek skrzydeł z centropłatem, czy nie będzie jakiś uskoków czy szczelin. Okazało się, że wszystko pasowało do siebie idealnie. Wystarczyło spozycjonować względem siebie poszczególne elementy klejem cyjanoakrylowym i zakończyć dzieło klejem penetrującym.

Makieta silnika to jeden z najbardziej efektownych podzespołów w nowym modelu 11-tki. Zwróciłem na niego uwagę jeszcze w czasie kiedy producent pokazywał rendery i próbne wypraski. Malowałem mając go w kilku segmentach, po czym potraktowałem go czarnym washem i wraz z ramą złożyłem w całość. Oczywiście widziałem recenzję żywicznej makiety silnika, jaką niedawno zamieszczono na jednym z portali poświęconych modelarstwu. No nie powiem ładna jest, ale czy absolutnie niezbędna jak sugerował autor artykułu? Pamiętać należy, że po zamontowaniu będzie ona ledwo widoczna spod osłony i pierścienia Townweda. Oczywiście decyzję z zakresie wykorzystania tych czy innych zamienników pozostawiam do indywidualnej decyzji modelarzy, ja zdecydowałem się na to, co przewidział producent.

 Ostatnimi czynnościami, zanim model trafił do lakierni było zamontowanie kilku fototrawionych detali. Uchwyty przed kabiną oraz niewielkie antenki w grzbietowej części kadłuba postanowiłem jednak wykonać z cienkiego drutu, żeby móc osadzić je dość głęboko na nawierconych uprzednio otworach. Dzięki temu nie będą się odłamywać przy byle okazji. Z cienkiego polistyrenu dorobiłem także pokrywy na owiewkach tylnej pary zastrzałów, zachowany egzemplarz P.11c ma coś takiego, więc czemu nie? 

 Do malowania użyłem lakierów krajowej produkcji, czyli Bilmodel i Hataka Orange Series. Z zadowoleniem muszę stwierdzić, że te lakiery doskonale się uzupełniają, bez problemu można je z sobą mieszać i się nie ważą. Zastanawiałem się jaką koncepcję malowania przyjąć, gdyż wcześniej naoglądałem się w sieci filmików, jak to model można efektownie pomalować, stosując białe marmurki, cieniowania i tego typu rzeczy, a finalnie uzyskując zróżnicowaną powłokę lakierniczą z wypłowieniami, przebarwieniami i temu podobnymi efektami. Po analizie zdjęć „z epoki” zdecydowałem się na klasyczne rozwiązanie czyli preshading i wasch. Po nałożeniu podkładu na model naniosłem siatkę preshadingu, do czego wykorzystałem ciemnoszary lakier z Bilmodelu. Nawet ładnie m i to wyszło, aż sam byłem zdziwiony. Potem nałożyłem oba podstawowe kolory. Tym razem były to pomarańczowe Hataki. Właśnie przy nich używałem do rozjaśniania lub ściemniania lakierów Bilmodel, co dało bardzo dobry efekt. Po zakończeniu malowania mogłem zacząć składać miniaturę w całość…

 …co okazało się zajęciem prostym, łatwym i przyjemnym, bo wszystko pasowało niemal idealnie. Jedynie płat wymagał spasowania z kadłubem, ale tu już miałem przygotowane wcześniej. Teraz wystarczyło złapać go w odpowiedniej pozycji klejem cyjanoakrylowym i w miejsca łączenia zapuścić klej penetrujący.

 Kalkomanie były następnym etapem prac. Do przyozdobienia mojej repliki użyłem kalek z nowego zestawu z Techmodu, ponieważ w nich znalazły się oznaczenia dla maszyn ze 141 i 142 Eskadry Myśliwskiej z 4 Pułku z Torunia. Padło ostatecznie na maszynę nr 64 przypisywaną por. pil. S. Skalskiemu, ponieważ  była ona wyposażona w skrzydłowe km-y i radiostację, a to już miałem zamontowane w modelu. Nakładanie kalkomanii odbyło się niemal bezproblemowo, kalkomanie ładnie weszły w fakturę modelu i dobrze reagowały na chemię. Zanim do tego się zabrałem, pokryłem cały model konkretną warstwą Sidoliksu. Jedyne na co trzeba uważać przy nakładaniu kalek to wielkie płachty szachownic na dolne powierzchnie skrzydeł. Mi nie do końca udało się położyć je tak jak trzeba, no ale trudno. Musiałem je mocniej dociskać i nawet nacinać, żeby pozbyć się bąbli powietrza. W przypadku tego malowania pojawia się kolejna zagadka do rozwiązania. Chodzi o rzymską „I” wymalowaną pod szachownicą na lewym skrzydle. Na jednym zdjęciu z kolekcji niezawodnego Tomka Kopańskiego widać, że taka jedynka znajduje się także na kadłubie, dokładnie pod tabliczką znamionową. Niestety nie mam praw do publikacji tego zdjęcia, więc Czytelnik musi mi wierzyć na słowo. Początkowo chciałem uzupełnić oznakowanie mojego modelu o ten element, ale na razie dałem spokój po prostu za mało danych. Mam nadzieję, że uda się w przyszłości ustalić, czy jaki ta rzymska jedynka miał kolor i czy była wymalowana po obu stronach kadłuba, wtedy będę mógł malowanie uzupełnić. Na razie jest, jak jest.

 Końcowy etap prac to kilka drobnych detali, głównie pochodzących z zestawu szczecińskiego MasterModel – muszka, celownik i dysza Venturiego. Trzeba przyznać, że są one wykonane perfekcyjnie, a dysza składająca się z czterech delikatnych podzespołów to mistrzostwo świata. Ja jednak dołożyłem do niej przewód, jaki widnieje na zdjęciach oryginału. Po zamontowaniu na swoich miejscach detale zostały odpowiednio pomalowane.

Model został następnie pokryty matowym werniksem Vallejo, zaś w część linii zapuściłem szary i czarny wash Tamiyi. Wydechy oraz lufy karabinów przydymiłem czarnym suchym pigmentem, zaś koła i dolna część kadłuba w części ogonowej dostała trochę pigmentu ziemistego. Następnie przykleiłem wiatrochron oraz bomby, zdecydowałem się cztery wyrzutniki, niestety na zdjęciach archiwalnych nie widać w jakiej konfiguracji latał ten konkretny egzemplarz samolotu. Na sam koniec rozpiąłem przewody anteny, które tradycyjnie już powstały z nitek z damskich rajstop.

Model został skończony. Budowa trawała łącznie około 14 dni, a ja się zbytnio nie zmęczyłem. Zestaw okazał się bardzo przyjemny, podczas budowy nie było żadnych przykrych niespodzianek. Jeżeli ktoś chce zacząć przygodę ze skalą 1/32 model P.11c z IBG Models można z czystym sumieniem polecić. Nikt nie powinien być rozczarowany. Firmie IBG Models serdecznie gratuluję kolejnego znakomitego zestawu i mam nadzieję, że nie był to jednorazowy incydent, a modele samolotów w tej podziałce będą się jeszcze pojawiać.

 

Dziękuję firmom IBG Models, Yahumodels, i Techmod za udostępnienie modelu i akcesoriów  na potrzeby relacji.


Marcin "Marwaw" Wawrzynkowski
  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Partnerzy

       
                 
                 

Kluby modelarskie

 

 

 

 
                 
                 
                 

 

DMC Firewall is a Joomla Security extension!