Model: F4F-3 Wildcat,
Producent: Arma Hobby,
Nr kat.: 70090
Skala: 1:72
Tworzywo: model wtryskowy, maski
Malowanie: 3 x USA

Arma Hobby ponownie sięga po jeden ze swoich ulubionych tematów, czyli pokładowy samolot myśliwski F4 Wildcat. Kilka lat po premierze modelu wersji F-4 wydanej w podziałce 1/72 do rąk modelarzy trafiał nieco wcześniejsza odmiana, mianowicie F-3, wydana także w skali 1/72. Właściwie to normalna kolej rzeczy, gdyby nie fakt, że na pudełku z kolejnym pięknym boxartem Piotra Forkasiewicza widnieje informacja „New Tool”. Zatem model został opracowany całkowicie od nowa.

Można stwierdzić, że mamy do czynienia z sytuacją bez precedensu, ponieważ jak dotąd tylko jeden producent modeli wtryskowych w Polsce zdecydował się na taki krok. Mam tu na myśli firmę ZTS Plastik, która po wydaniu swego modelu bombowca PZL.37B Łoś zdecydowała się na jego reedycję, po kilku latach produkcji. Tego typu praktyki stosowały i stosują duże firmy modelarskie, takie jak Hasegawa, Fujimi czy Eduard. Zazwyczaj było to powodowane chęcią wyeliminowania dostrzeżonych błędów a w konsekwencji opracowania modelu lepszego niż poprzednia jego edycja. Z informacji zamieszczonych na stronach i w mediach społecznościowych producenta, wynika, że decyzja o opracowaniu modelu od zera, miała na celu stworzenie zestawu o lepszej sklejalności i poziomie zdetalowania. Sposób wydania nie uległ zmianie, co zresztą widać na powyższym zdjęciu.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Podstawowe elementy modelu rozmieszczono na dwóch rakach tej samej wielkości, oznaczonych jako „A” i „B”. Producent nie zastosował jakiegoś wyraźnie widocznego klucza, może poza rozmieszczeniem połówek kadłuba i skrzydeł. Do produkcji użyto tego samego tworzywa, jak w przypadku wcześniejszych modeli Arma Hobby. Pojawienie się nowego modelu Arma Hobby uwarunkowuje konieczność dokładnego obejrzenia wyprasek pod ketem ewentualnych wad produkcyjnych takich jak jamy skurczowe czy nadlewki. No cóż, Arma skopała kolejny model, bo oglądając ramki nie trafiłem ani na jedno ani na drugie. Dobrze, że coraz mniej ludzi robi dramę z tego powodu. Nie trzeba będzie wrzucać słabych lotów żartów do recenzji. Zobaczmy zatem co jest na obu wypraskach.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Zacznijmy od kadłuba. Ma on klasyczny podział, zaś bardzo wiele uwagi poświęcono detalom powierzchni, pomimo, że Arma swoim zwyczajem nie odtworzyła przebiegu wszystkich linii nitów. Są jedynie te większe, oraz różnego rodzaju piny w różnych miejscach. Po wewnętrznych stornach burt kadłuba w rejonie kokpitu zaznaczono szczegóły konstrukcji.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Także skrzydła mają klasyczny podział. Nie mają także wyodrębnionych elementów ruchomych. Faktura wykonana w podobny sposób, jak na kadłubie.
![]() |
![]() |
Usterzenie jest podzielone na stateczniki i powierzchnie sterowe. To rozwiązanie było już stasowane przez Arma Hobby wielokrotnie.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
W kadłubie zabudujemy oczywiście kokpit. To kilkanaście niezwykle szczegółowych detali, wykonanych na poziomie modeli w skali 1/48, zaś przypomniam, że jest to miniatura w podziałce 1/72. To nie jest jedyna rzecz, jaką zainstalujemy we wnętrza kadłuba. Na zajęciu z prawej strony u dołu widzimy dwa elementy mechanizmu składania kół podwozia głównego.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Pozostałe elementy podwozia prezentują się w sposób widoczny na powyższych zdjęciach. Warto zwrócić uwagę, iż na kołach podwozia głównego poza bieżnikiem znajdziemy naprawdę drobne napisy z logo producenta ogumienia, na bokach opon. Do myślenia natomiast daje kilka rodzajów kółek ogonowych.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Podobnie jak osłony silnika. Czołowych elementów z chwytami powietrza mamy na wypraskach aż trzy różne, osłon bocznych – dwa. Dwie różne są też głowice obudowy skrzyni korbowej. To wszystko pozwala na przypuszczenie, że z tego kompletu wyprasek można wykonać także inne wersje Wildacata. Celowo napisałem, że to przypuszczenie ponieważ aż tak głębokiej wiedzy na temat tego samolotu nie posiadam i w związku z tym odpowiedź na to pytanie pozostawiam znawcom tematu.
![]() |
![]() |
Nie muszę także dodawać, iż na wypraskach znajduje się spora ilość drobnych elementów różnego przeznaczenia, dla przykładu postanowiłem pokazać bomby oraz ich wyrzutniki.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Oszklenie jest znaczenie bardziej rozbudowane, niż w modelu F4F-4. Nie chodzi tu tylko obecność podstawki montażowej. Są trzy typy wiatrochronów a także dwa typy celowników, co także daje do myślenia, co do dalszego kierunku rozwoju całej serii tych modeli. Ponadto jako przezroczyste wykonano także inne drobne elementy, których w poprzednim modelu nie było w takiej formie.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Wypraski znalazły uzupełnienie w postaci masek i kalkomanii. Przy pomocy tych pierwszych zabezpieczymy na czas malowania zabezpieczymy oszklenie oraz felgi kół podwozia. Kalkomanię wydrukował włoski Cartograf, dzięki czemu możemy być spokojni o jakość kalkomanii. Jest to stosunkowo niewielki arkusz, bo opcje malowania przewidziane przez producenta nie zawierały dużych i skomplikowanych elementów graficznych.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Były to bowiem malowania z początku konfliktu na Pacyfiku. Producent proponuje trzy opcje:
- F4F-3 Wildcat „F-5”, VF-2, USS Lexington, pilot Lt. Albert O. Vorse Jr., Bitwa na Morzu Koralowym, maj 1942 r.
- F4F-3 Wildcat BuNo 4019 „211-F-11”, VMF-211, Wake Island, grudzień 1941 r.
- F4F-3 Wildcat „F-13”, VF-3, USS Lexington, początek 1942 r.
Są one bardziej szczegółowo opisane w schematach malowania w instrukcji montażu i malowania oraz na odwrotnej stronie pudełka, gdzie zaprezentowano sylwetki boczne.

Sama instrukcja jest identyczna, jak w innych modelach tego producenta. Kolorowa niewielka broszurka wydrukowana w kolorze, na kredowym papierze.
Osobiście uważam, że modeli amerykańskich samolotów operujących z lotniskowców nigdy za wiele, więc i ten zestaw przyjąłem z dużym entuzjazmem. Przewiduję, że w oparciu o ten zestaw powstanie wiele pięknych modeli, jak ma to miejsce w przypadku innych modeli tego producenta. Mam nadzieję, że Arma Hobby będzie kontynuować tematykę modeli samolotów pokładowych, nie tylko amerykańskich, bo jest jeszcze do zagospodarowania naprawdę sporo tematów.
Dziękuję producentowi, firmie Arma Hobby za przekazanie modelu na potrzeby recenzji
Marcin "Marwaw" Wawrzynkowski















































































































