Okręt podwodny CSS H.L. Hunley - 1/35 - MikroMir

Model:
•    CSS H. L. Hunley, Confederate Submarine, Mikro Mir, 35-013
Kleje:
•    penetrujący,
•    cyjanoakrylowe
Farby:
•    Bilmodelmakers, 
•    akrylowe (różni producenci)
Chemia modelarska:
•    Surfacer 1000, Tamiya
•    AK Interactiwe panel liner,
•    AK Interactiwe kredki akrylowe,
•    Matt verniks Vallejo,

Czasem bywa tak, że temat z pozoru mało interesujący na początku, w miarę postępu prac staje się tematem WOW! Mam oczywiście na myśli temat modelarski, a taka przygoda spotkała mnie niedawno. Miałem skleić model dla Kolegi, nawet nie zamierzałem robić z niego relacji, bo z producentem  modelu nie współpracuję, zaś temat tez nie wydawał mi się godny większej uwagi. Do czasu, kiedy poznałem niezwykłą historię okrętu podwodnego „CSS H.L. Hunley”.

Okręt wybudowano w 1863 r. Pełnił on służbę w konfederackiej marynarce wojennej podczas wojny secesyjnej w Stanach Zjednoczonych. Do historii przeszedł dzięki udanemu atakowi na należący do stanów północnych federalny slup USS „Housatonic”. Ataku dokonano przy użyciu miny wytykowej, którą przy pomocy harpuna zamocowanego na końcu wytyku wbito w burtę wrogiej jednostki i zdetonowano. Wybuch miny doprowadził nie tylko do zatonięcia slupu, ale także atakującego go „Hunleya”. Fala uderzeniowa powstała wskutek wybuchu miny spowodowała bardzo rozległe uszkodzenia płuc członków załogi okrętu podwodnego, co doprowadziło do śmierci całej załogi. Już wcześniej, okręt dwa razy zatonął w czasie prób, przy czym zginęły obie jego załogi. Ogółem służbę na tym okręcie życiem przypłaciło 35 marynarzy. Mnie jednak zafascynowało co innego.

Okręt podwodny CSS H.L. Hunley na rycinie z epoki

Miało to miejsce kilka lat po tych dramatycznych wydarzeniach po drugiej stronie Oceanu Atlantyckiego, we Francji. A dokładniej w Paryżu. W latach 1869 -1870 poczytny francuski autor powieści popularno – naukowych, Juliusz Verne pracował nad jedną ze swych najbardziej znanych powieści - „20 tysięcy mil podmorskiej żeglugi”. Fabuła powieści jest doskonale znana, zawłaszcza starszemu pokoleniu, ja jednak zwróciłem uwagę na niezwykłe podobieństwo okrętu podwodnego kapitana Nemo, „Nutiliusa” właśnie do Hunleya. Jeżeli dodać do tego, że w kabinie kapitana Nemo wisiał portret Tadeusza Kosciuszki, to bardzo prawdopodobne jest, że Verne musiał wiedzieć o istnieniu „Hunleya” i właśnie na  nim wzorował się tworząc fikcyjnego „Nautiliusa”. Co ciekawe, według rękopisu Verne’a, kapitan Nemo był Polakiem, który po udziale w Powstaniu Styczniowym został zesłany na Syberię. Po powrocie zapragnął pomścić śmierć rodziny wskutek rosyjskich represji topiąc rosyjskie statki handlowe. Wydawca Pierre-Jules Hetzel ze względu na dobro relacji z carską Rosją zasugerował jednak zmianę – w kolejnej powieści,  „Tajemniczej wyspie” kapitan okazuje się być nie polskim szlachcicem, ale hinduskim arystokratą, księciem Dakkarem.  To wszystko razem spowodowało, iż na model „Hunleya” wydany w skali 1/35 przez ukraińską firmę Miko Mir patrzyłem już inaczej. 

Nie jest to model specjalnie skomplikowany, jak zresztą większość modeli okrętów podwodnych. Jedyne utrudnienie w jego budowie, to konieczność dokładnego oczyszczenia i wyrównania wszystkich miejsc łączenia, bo zestaw jest klasycznym short – runem, a ten typ tak ma. Samo sklejenie w całość bryły modelu także nie jest wyzwaniem, niestety obrabiając miejsca łączenia połówek kadłuba, musiałem zeszlifować nity. Uzupełniłem je „plasterkami” polistyrenowego pręta o odpowiednio dobranej średnicy.  Obejmy iluminatorów to z kolei „plasterki” kawałka izolacji przewodu elektrycznego. Wklejając w dziobnicę okucie od wytyku zainaugurowałem pracę z blaszkami.

 Tutaj się także nie napracowałem, bo blaszki idealnie współgrały z elementami polistyrenowymi. Trochę natomiast poprawiłem jarzmo wytyku.

Model został następnie pomalowany i osadzony na podstawce. Wklejony został także wytyk wraz z miną i harpunem. Niestety nitki do szycia skór, jakich użyłem do wykonania czegoś w rodzaju olinowania, podniosły mi wytyk do góry. Poprawiałem kilka razy, ale bez widocznego efektu. W końcu dałem spokój i naniosłem dość konkretne ślady eksploatacji. Okręt do wykonania swej jedynej misji bojowej zatonął dwa razy i nie sądzę, aby po każdym podniesieniu z dna był picowany jak na paradę morską.

Ostatnią czynnością było wykonanie szyb w iluminatorach. Do tego użyłem gotowych „szkiełek”, które pasowały mi średnicą.
Model był gotowy. Nie był on specjalnie skomplikowany, jeśli ktoś wie jak się klei short runy  bez problemu sobie z nim poradzi. Na półce zaś stanie oryginalny model okrętu z ciekawą, choć dramatyczną historią.

 

 Marcin "Marwaw" Wawrzynkowski

 

 

 

 

Partnerzy

                 

 

Kluby modelarskie

 

 
   
                 
                 

 

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd