Drukuj

Śmigłowiec PZL W-3W RM Anakonda - 1/72 - Bilmodelmakers/TopGun

Model:
- PZL W-3W RM Anakonda TG0420, (ocena zestawu 9/10)

Kleje:
- Blimodelmaker "Spawacz", cyjanoakrylowe,
Farby:
- Bilmodelmaker,
- Vallejo
- Italeri
Chemia modelarska:
- Płyn do zmiękczania kalkomanii Mr. Mark Setter,
- Sidoluks,

Śmigłowców z rodziny PZL W-3 nie trzeba przedstawiać nikomu, kto choć trochę interesuje się polskim lotnictwem. Ta niezwykle udana rodzima konstrukcja jest o wielu lat w powodzeniem wykorzystywana w różnych celach zarówno w Polsce, jaki i kilku innych krajach. Zgrabna, rasowa sylwetka i efektowne malowania sprawiają, że każdy przedstawiciel licznej rodziny śmigłowców rodem ze Świdnika jest atrakcyjny dla modelarza. W chwili obecnej modelarze mają do dyspozycji zestawy umożliwiające budowę miniatur tych śmigłowców w skali 1/72 - wtryskowe firmy AJ Models oraz żywiczne, oferowane przez gdyński Bilmodelmakers, w serii TopGun. Na moim warsztacie wylądował zestaw tego ostatniego i to w wersji najbardziej dla mnie atrakcyjnej czyli ratownictwa morskiego - W-3W RM Anakonda.

Zestaw rodem z Gdyni to kilkadziesiąt precyzyjnych elementów odlanych z jasno szarej żywicy oraz oszklenie, wykonane metodą vacu. Prace zacząłem tradycyjnie od odcięcia poszczególnych elementów modelu z kostek wlewowych i oczyszczenia z zadziorów i resztek żywicy. Tutaj należą się słowa uznania dla producenta, nie natrafiłem na ani jeden pęcherzyk powietrza. Od samego początku założyłem, że model będę waloryzował, początkowo zamierzałem wykorzystać fototrawione zestawy łódzkiego Parta, jednak ostatecznie zdecydowałem się na waloryzację wykonaną we własnym zakresie. Wykorzystałem wszystko, co miałem w moim modelarskim złomie, czyli kawałki tworzywa, drut różnej grubości, resztki żywicy, polistyrenowe pręty. Posiłkowałem się głównie zdjęciami oryginalnych maszyn, których na szczęście nie brakuje. Prace trwały od okazji do okazji i po kilku miesiącach dłubania otrzymałem dość szczegółowe wnętrze Anakondy...

... które po wstępnych przymiarkach wyglądało jak na powyższych zdjęciach. Można było pokryć je podkładem i przestąpić do malowania.

Dobierając kolory również bazowałem na zdjęciach oryginału, a do malowania używałem akryli z palety Vallejo i Italeri. Dołożyłem tez kilka drobiazgów, jak uchwyty, jakieś przewody i pasy na siedzeniach. Te ostanie wyrysowałem w programie graficznym, po wydrukowaniu i wycięciu wkleiłem w odpowiednie miejsca na fotelach. Podłogę wyłożyłem wykładziną, wykonaną z drobnego papieru ściernego, pomalowanego odpowiednim kolorem.

Po złożeniu w całość wnętrze prezentowało się bardzo efektownie, jednakże wklejenie go w kadłub wymagało nieco uwagi i precyzji.

Postanowiłem ułatwić sobie nieco zadanie i w lewą połówkę kadłuba w odpowiednich miejscach wkleiłem paski tworzywa, które unieruchomiły wnętrze w prawidłowej pozycji. Wystarczyło wpuścić trochę, rzadkiego kleju CA w szczeliny miejsc łączenia, żeby kabina na trwałe siedziała na swoim miejscu. Mogłem zabrać się za łączenie połówek kadłuba.

Ta operacja nigdy nie należy do łatwych, zwłaszcza w przypadku modeli z rozbudowanym wnętrzem, jak budowana przeze mnie replika. Łączenie połówek kadłuba odbyło się więc etapami. Najpierw w kilku newralgicznych miejscach połączyłem połówki kadłuba gęstym klejem CA, a następnie po jego wyschnięciu wpuściłem w miejsca łączenia rzadki klej CA. Po wyschnięciu obrobiłem miejsca łączenia i gdzie trzeba uzupełniłem ubytki szpachlówką. Kolejnym wyzwaniem przed jakim stanąłem na tym etapie prac było wklejenie oszklenia. W przypadku szyb po bokach kadłuba, nie było specjalnych problemów, bardzo uważać należało na szyby znajdujące się dziobie śmigłowca. Miejsca łączenia musiałem korygować i wyrównywać szpachlówką a następnie bardzo delikatnie szlifować paskami drobnego papieru ściernego, Następnie pomalowałem miejsca łączenia kolorem ciemnoszarym i po wychwyceniu nierówności czy ubytków, korygowałem dalej aż do skutku.

Kiedy osiągnąłem efekt, który mnie zadowalał przystąpiłem do zamontowani części detali wyposażenia. dlatego tylko części, bo większość to różnego rodzaju uchwyty i anteny które na bank mogłyby ulec uszkodzeniu podczas malowania. Ten etap prac przebiegał raczej bezproblemowo. Jedynie podwozie musiałem wykonać niemal od podstaw. Po prostu przy wycinaniu uszkodziłem widelec goleni podwozia przedniego i jednej z goleni podwozia głównego. Na niektórych detalach były ponadto przesunięcia, uniemożliwiające poprawne wycięcie i montaż. Podwozie zostało zatem wykonane od podstaw.

Oba wirniki zostały złożone z części oryginalnych i uzupełnione o drobne detale jakie wypatrzyłem na zdjęciach. Muszę się przyznać, że wirnik główny kleiłem i demontowałem w sumie trzy razy zanim zaczął wyglądać tak, jak sobie tego życzyłem. Dołożone detale sprawiły, że wirniki zaczęły wyglądac bardzo efektownie.

Mogłem zabrać się za malowanie. Stosowany na Anakondach Marynarki Wojennej schemat nie ułatwia pracy modelarzowi. Najpierw cały model został pokryty kolorem byłym, potem nastąpiło żmudne maskowanie taśmami Tamiyi, by móc nałożyć kolor czerwony, potem znowu maskowanie i kolor czarny, czyli wyloty spalin i pas przeciwodblaskowy. Do malowania używałem farb niejako dedykowanych do tego modelu, czyli emalii Bilmodel, tu akurat po raz kolejny mogłem się przekonać o ich wysokiej jakości. Po zdjęciu masek wykonałem niezbędne poprawki malarskie, a także pomalowałem odpowiedniki kolorami takie detale jak opony czy materiałowe osłony pływaków.

Czas na nałożenie kalkomanii. Z produktami Bilmodela dołączanymi do modeli TopGuna miałem wcześniej do czynienia niejednokrotnie i nie miałem problemów z ich nakładaniem na model. Tak było i tym razem, choć na sporych rozmiarów napisy należało uważać. Nie zmienia to faktu, że kalkomanie dobrze reagują na chemię i co najważniejsze się nie srebrzą. Producent przewidział możliwość wykonania jednej z trzech maszyn używanych w naszej Marynarce Wojennej. Wybrałem maszynę o numerze 0513 z 28 Puckiej Eskadry Lotniczej z Gdyni Babich Dołów. Maszyna ta ma dość ciekawą historię. Została zakupiona przez firmę Petro Baltic dla obsługi platform wiertniczych. Ponieważ firma nie posiadała własnych odpowiednio przeszkolonych pilotów, zdecydowano się na dostarczenie śmigłowca Marynarce Wojennej, która w zamian miała obsługiwać platformy wiertnicze Petro Balticu w rejonie Morza Bałtyckiego, mając jednocześnie możliwość wykorzystywania śmigłowca do własnych celów. Z czasem, z uwagi na uwarunkowania prawne, śmigłowiec przekazano Marynarce w drodze darowizny. Pełni on służbę do dnia dzisiejszego, z tym, że nie nosi już loga Petro Balticu, ale własna nazwę "Pszczółka". Mój model z kolei nosi malowanie w wczesnego okresu służby.

Po nałożeniu kalkomanii przyszła pora na doklejenie całego szeregu bardzo delikatnych detali, uchwytów, poręczy, wciągarek. Do tego całkiem spora ilość przewodów. Oglądając po raz kolejny zdjęcia stwierdziłem, że nie ma dwóch identycznych śmigłowców, każdy w jakiś sposób się różni od siebie układem i konfiguracją wyposażenia. doszedłem do wniosku, że w oparciu o materiały jakimi dysponuję nie jestem w stanie wykonać wiernej miniatury jakiegoś konkretnego egzemplarza, więc dałem sobie spokój z pracami badawczymi a skupiłem się na atrakcyjnym wyglądzie budowanej repliki. Stąd kamera termowizyjna umieszczona na dziobowym stelażu, czy budowany przez mnie egzemplarz był w nią wyposażony, nie wiem, ale jest prawdopodobne że tak. Na samym końcu dokleiłem drzwi wyposażone w dość sporą ilość klamek i zawiasów, oraz jakiś stelaż pod kadłubem. nie wiem do czego on służy, ale wyglądał na tyle atrakcyjnie, że nie mogło go zabraknąć pod brzuchem mojej Anakondy. Na tym etapie naniosłem również na model ślady eksploatacji. Nie należy z tym przesadzać, trochę brudu na brzuch kadłuba i w miejsce połączenia kadłuba z belką ogonową i starczy. Prawdziwe maszyny są czyste.

Prace nad modelem zakończyłem wykonując podstawkę. Była to konieczność, bo model opadał na ogon, a jego konstrukcją uniemożliwiała obciążenie dziobu. Podstawka imituje pokład śmigłowcowy jednej z fregat rakietowych klasy Perry. W ten sposób w mojej gablotce zagościła pierwsza od bardzo dawna replika śmigłowca. Kolorowa, efektowna i co najważniejsze w polskim malowaniu - to z Marynarki Wojennej. Model Topguna jak każdy tej firmy pomimo dość wysokiej ceny jest wart polecenia, dobrze wygląda wykonany od podstaw, daje również spore pole do popisu lubiącym waloryzować budowane repliki. Budowa Anakondy dała mi dużo radości i satysfakcji.

 

GALERIA

Marcin "Marwaw" Wawrzynkowski

Dziękujemy firmie TopGun za przekazanie modelu na potrzeby artykułu.