W pudle - lotniskowiec USS Hornet - 1/350 - Trumpeter

Drukuj

Kiedy firma Trumpeter wprowadziła na rynek serię modeli okrętów wojennych w skali 1/350, w tym ogarniętym totalną stagnacją segmencie modelarskim zapanował prawdziwy boom. Najpierw ocknęli się producenci z Japonii, dzięki czemu są dostępne modele praktycznie wszystkich podstawowych okrętów Cesarskiej Marynarki Wojennej, potem dołączyli inni producenci z Europy, Azji i nawet z Polski. Jest więc w czym wybierać. Jednym z takich właśnie modeli popularnego „Trampka” jest opracowany w 2002r. zestaw umożliwiający budowę repliki jednego z najbardziej znanych lotniskowców US Navy – USS Hornet.
Zestaw o numerze katalogowym 05601 zapakowany został  w sporych rozmiarów karton z bardzo ładnym box artem przedstawiającym Horneta w towarzystwie USS Enterpice podczas startu eksedry pułkownika Dolitlle’a do ataku na Tokio.
Karton w środku został podzielony na trzy części, j jednej znajdują się elementy kadłuba i pokłady, w drugiej ramki z elementami lotniskowca, wreszcie w trzeciej znajdujemy ramki z samolotami, które możemy ustawić na pokładzie. W sumie 9 elementów to kadłub i pokłady, zaś pozostałe to 15 ramek z polistyrenu, razem 433 elementy.


Kadłub możemy wykonać w dwóch wersjach – pełnej (full Hul) oraz do linii wodnej. W zależności od wyboru wersji wykorzystujemy albo część denną, albo linię wodną. Te dwa ostatnie elementy wykonano z ciemnoczerwonego polistyrenu, w przeciwieństwie do pozostałych części, które odlano z jasnoszarego, całkiem przyjemnego tworzywa. Kadłub wykonano bez podziału na burty, nie zaznaczono również faktury poszycia, ograniczono się do kluz kotwicznych oraz bulajów.


Każdy z pokładów, główny i lotniczy składają się z trzech głównych elementów. Na obu bardzo ładnie odwzorowano fakturę powierzchni. Bardzo ważne jest to, że na pokładzie startowym nie ma odlanych lin hamujących, jak to miało miejsce w przypadku modelu USS Indepedence z oferty Dragona. W tym wypadku najpierw trzeba usunąć te odlane przez producenta, co nie jest procesem przyjemnym. Liny hamujące nie są jakimiś szczególnie trudnymi do wykonania od podstaw detalami, które na pewno wzbogacą wygląd budowanego przez nas modelu. Fakturę wykonano również na pokładzie hangarowym, jak ktoś będzie chciał wykonać otwarte żaluzje w bokach nadbudówki lub opuszczoną dziobową windę, będzie miał ułatwione zadanie.



Czeka go za to odtwarzanie szczegółów wewnętrznej części hangaru, gdyż ściany nadbudówki nie mają zaznaczonej faktury od wewnątrz. Producent założył, iż hangar będzie zamknięty praktycznie na głucho, wszystkie żaluzje w bocznych ścianach nadbudówki wykonano jako zamknięte. Szczegóły na zewnętrznych ścianach nadbudówki wykonano dość szczegółowo i poprawnie merytorycznie. Znalazło się trochę uproszczeń w postaci braku wsporników po niektórymi pomostami, czy legarów po łodzie ratunkowe. Każdy komu zależy na jak najbardziej dokładnym wykonaniu repliki, będzie musiał sięgnąć do dokumentacji i wykonać te detale od podstaw, lub skorzystać z oferty producentów  akcesoriów modelarskich. Ściany hangaru wraz z przyległościami to dwie ramki.



Dwie kolejne to galeryjki wokół pokładu lotniczego ze stanowiskami środków p.lot. pomosty, czołowe ściany nadbudówki hangarowej, śruby, stery itp. Dosyć nieźle wykonane, sklejone prosto z pudła będą się poprawnie prezentować, a waloryzacja na pewno doda im skrzydeł.    



Podobnie rzecz ma się z nadbudówką. Wysepka w wersji proponowanej przez Trumpetera, jest nieźle zdetalowana i poprawna merytorycznie, ale można jeszcze sporo z niej wycisnąć. Również brakuje drobnych detali takich jak wsporniki, przewody itp. Podstawowe elementy wysepki zgrupowano w jednej ramce.


Drobne detale wyposażenia i uzbrojenia to dwie identyczne ramki. W tym przypadku, żeby się w kółko nie powtarzać, należy zauważyć, że ewidentnie zabrakło tu osłon do działek p.lot 20mm, zaś reflektory producent mógł wykonać jako przezroczyste. Poza tym nie ma nic do zarzucenia. Z kronikarskiego obowiązku należy również wspomnieć o podstawce, jest w zestawie wraz z tabliczką z nazwą okrętu i skalą w jakiej opracowano model.

Kolejnych osiem ramek to „grupa powietrzna” naszego lotniskowca. Jeśli chodzi o sposób wykonania malutkich replik samolotów to naprawdę jestem pod dużym wrażeniem podejścia Trumpetera do tego zagadnienia. Każdy z samolotów to jedna ramka zawierająca po kilkanaście elementów, a wykonana z trzech kolorów tworzywa, zasadnicze części z tworzywa w kolorze szarym, śmigła i podwozia czarne, zaś osłony kabin – przeźroczyste. Poszczególne „podzespoły” ramki połączone zostały z sobą na wcisk. Dodać należy, że samoloty pokładowe mają możliwość złożenia skrzydeł. Wraz z modelem otrzymujemy w sumie osiem samolotów – po dwa Wildcaty, Dauntlesy, Devastaory i Mitchele. Ilość ta jest raczej poglądowa, ponieważ samoloty te są również sprzedawane osobno, podejrzewam, że Trumpeter nie chcąc uszczęśliwiać na siłę wyszedł z założenia, że każdy po podjęciu decyzji w jakiej konfiguracji będzie budował swój model, dokupi brakujące samoloty. Trochę pragmatyzm, trochę marketing.


Do modelu producent dołączył instrukcję w formie broszurki z czytelnymi schematami montażu, mały arkusik z kalkomaniami zawierający głównie oznaczenia dla samolotów oraz kolorowy schemat malowania wydrukowany na kredowym papierze. Według niego model można wykonać w dwóch wersjach – z rajdu na Tokio oraz z bitwy o Midway. Poza samolotami jedyna różnica to radar w pierwszym przypadku montujemy radar SC, zaś w drugim CXAM. Oba typy radarów są w zestawie. Schemat malowania jest bardzo szczegółowy, tak samo jak kamuflaż jaki nosił Hornet w obu tych operacjach, z malowaniem pod względem merytorycznym nie powinno być problemu. Kolorystyka tradycyjnie według palety Gunze.  
Podsumowując model Horneta robi bardzo pozytywne wrażenie. Nie jest on może tak szczegółowy jak produkcje firm japońskich, ale jest produkt na bardzo przyzwoitym poziomie. Trumpeter może trafić z nim bardzo szerokiego kręgu odbiorców. Początkujący modelarz klejąc go „prosto z pudła” wykona poprawną i efektowną replikę, zaś każdy modelarski szczególarz dostaje bardzo dobry produkt wyjściowy na którym się może do woli wyżywać, uzyskując bardzo wierny model jednego z najbardziej znanych okrętów ostatniej wojny. Dodać na koniec należy, że przy odpowiednim wgłębieniu się w dokumentację, której na szczęście nie brakuje, możemy z tego zestawu wykonać również obu bliźniaków Horneta czyli Yorktowna i Enterprice. Zatem nic tylko klecić.
 
                                                                                                                  Marcin "Marwaw" Wawrzynkowski


Autor dziękuje sklepowi modelarskiemu EXITO z Krakowa za przekazanie modelu do recenzji.