Koszaliński Portal Modelarski

W Pudle - Śmigłowiec Kaman K-MAX - 1/72 - Attack Squadron

Email Drukuj PDF

Model: Kaman K-MAX helicopter nr 72118 PROset
Skala: 1:72
Producent: Arma Hobby/Attack Squadron
Tworzywo: żywica, elementy fototrawione, klisza, osłona kabiny vacu,
Malowanie: 6x USA

 

Firmy Kaman jako producenta śmigłowców nie trzeba nikomu przedstawiać. Naszym rodzimym miłośnikom lotnictwa jest znana głownie za sprawą maszyn morskich, czyli SH-2G Super Sea Sprite, będących na wyposażeniu Lotnictwa Marynarki Wojennej. Jedną z najciekawszych konstrukcji tego producenta jest K-MAX. Opracowana w latach 90-tych XX stulecia konstrukcja wykorzystywana głównie jako maszyna gaśnicza i latający dźwig. Najbardziej charakterystyczną cechą K-MAXA jest układ Flettnera, czyli dwa wychodzące z jednej przekładni wirniki nośne, obracające się w przeciwnych kierunkach. Wirniki umieszczone są jeden nad drugim i rozchylone od siebie pod ostrym kątem.  W przeciwieństwie do klasycznego układu, zastosowanie układu krzyżowego eliminuje zjawisko momentu obrotowego, dzięki czemu nie jest konieczne stosowanie wirnika ogonowego. Model tego arcyciekawego śmigłowca w skali 1/72 opracowała warszawska Arma Hobby. Zestaw ten swego czasu był już oferowany przez tę firmę pod marką Attack Squadron, teraz po wyczerpaniu poprzedniej edycji został wznowiony i ponownie włączony w ofertę. Niedługo później Arma Hobby zaprzestała produkcji modeli żywicznych, skupiając się na modelach plastikowych. Tak więc jest ostatni żywiczny spod znaku Arma/Attack, dlatego warto przyjrzeć mu się bliżej.

 

Model zapakowano w kartonowe pudełko ozdobione szaroniebieską etykietą, na której znajdziemy podstawowy informacje o zestawie. W środku znajdują się trzy torebki z elementami, żywicznymi, osłona kabiny i blaszką. Osobno znajduje się natomiast kadłub modelu, ale bez obawy wszystko jest zabezpieczone przed uszkodzeniem sporym kawałkiem folii bąbelkowej, który oczywiście usunąłem w celu zrobienia zdjęcia. W pudełku znajduje się oczywiście instrukcja i kalkomania.

Zasadniczym elementem modelu jest kadłub. Spory, jednolity odlew, w którym montujemy wyposażenie kokpitu, po czym doklejamy część nosową, osłonę silnika, belkę ogonowa i całą resztę. Wszystko wykonano na bardzo wysokim poziomie, jak zresztą przystało na zastosowaną technologię - cyfrowego projektowania i wydruku 3D. Niesamowite wrażenie robi faktura powierzchni kadłuba z delikatnymi liniami podziału. W niektórych przypadkach są one wklęsłe, a gdzie zachodzi potrzeba mają one postać wypukłą. Faktura powierzchni to także imitacja nitów, wypukłe równe i delikatne.

Pozostałe detale modelu także opracowano w taki sposób, jak elementy kadłuba. Genialnie odtworzona faktura powierzchni i najdrobniejsze nawet detale. Naprawdę nawet jakbym chciał się do czegoś przyczepić to nie mam do czego. Projektanci modelu za punkt honoru ponownie postawili sobie stworzenie zestawu prostego w montażu przy jednoczesnym zachowaniu maximum wierności i zgodności z oryginałem. ciekawie rozwiązano sposób montowania kół podwozia głównego osadzamy je na belce za pomocą wpustów. Żeby uniknąć pomyłki prawy - lewy, każda goleń ma inny kształt wpustu, odpowiadającego kształtowi jarzma na końcu belki. Także usterzenie możemy zamontować w kilku pozycjach. Warto w tym wypadku jednak obejrzeć zdjęcia oryginału.

Jednym z najbardziej istotnych elementów każdego modelu śmigłowca są łopaty wirników. W przypadku żywicznych śmigłowców duże znaczenie ma nie tylko wierność ich odwzorowania w stosunku do oryginału, ale także odporność na odkształcenia, złamania, działanie podwyższonej temperatury itp. W przypadku omawianego zestawu łopaty obu wirników nośnych opracowano z wielkim pietyzmem, zaś prze wszelkiego rodzaju "urazami" zabezpieczono, zatapiając w żywicy kawałki miedzianego drutu.

Oszklenie wykonano metodą vacu. Składa ono się z trzech elementów - wiatrochronu oraz drzwi, które pomimo, że instrukcja tego nie przewiduje, możemy wykonać jako otwarte. Wystarczy znaleźć w sieci trochę zdjęć. Jakość oszklenia jest bez zarzutu, jest ono dość sztywne i idealnie przejrzyste. Drobne detale wyposażenia kokpitu oraz wszelkiego rodzaju uchwyty, płozy itp. znajdziemy na dość pokaźnych rozmiarów fototrawionej blaszce. Precyzyjne metalowe elementy są już standardem w modelach do sklejania, więc ich obecność w tym zestawie nie powinna być niczym dziwnym. Oczywiście fototrawioną tablicę przyrządów uzupełnia klisza z zegarami.

Kalkomanię do modelu K-MAXA opracował nasz rodzimy Techmod. Dysponujemy w sumie sześcioma wersjami malowania. Dwie wojskowe i cztery cywilne. Te wojskowe to maszyny używane przez Marines w Afganistanie. Teoretycznie te jednolicie szare malowania mogą wydawać się mało atrakcyjne w porównaniu z bajecznie kolorowymi schematami maszyn cywilnych, ale nic bardziej błędnego. Maszyny te są jak większość K-MAXÓW używane w charakterze latających dźwigów, z tym że oprócz lotów załogowych, mogą być wykorzystane także jako drony. Co do samych kalkomanii, należy stwierdzić, że to najwyższa jakość. Błona jest cienka, zaś druk szczegółowy, bez przebarwień, przesunięć ani innych skaz.

Instrukcja montażu i malowania ma postać wydrukowanej na kredowym papierze kolorowej broszurki. Szata graficzna taka sama jak w przypadku wcześniejszych modeli tego producenta. Czyli konkretnie, czytelnie i na temat. Rysunki instrukcyjne uzupełniają kolorowe schematy malowania. Jak zaznaczyłem powyżej, dwa są wojskowe, jednolicie szare, a dwa cywilne, bardzo kolorowe i efektowne. Część z nich wymaga jednak bardzo wprawnego posługiwania się taśmą maskującą i aerografem, ale wprawiony modelarz na pewno sobie poradzi. Jedyny problem może stanowić... wybór konkretnego malowania.

W ten sposób dotarliśmy do końca recenzji. Żywiczny K-MAX w 1/72 to model bardzo oryginalny i świetnie zaprojektowany. Śmigłowce niezbyt często goszczą na moim warsztacie, ale ten na pewno zostanie sklejony, z uwagi na bardzo oryginalną sylwetkę i konstrukcję. Wraz z modelem K-MAXA skończyła się epoka żywicznych modeli spod znaku Arma Hobby/Attack Squadron. Arma przestawiła się na modele plastikowe, co stanie się z projektami żywicznymi czas pokaże. Pozostaje mieć nadzieję że znajdzie się ktoś, kto potrafi projektować modele żywiczne w tak wdzięczny i nie szablonowy sposób, że na rynku pojawią się kolejne modele żywiczne, zaprojektowane z taką pasją i w sposób tak przyjazny dla modelarza.

Dziękujemy dystrybutorowi, firmie ARMA HOBBY za udostępnienie zestawu na potrzeby recenzji.

Marcin "Marwaw" Wawrzynkowski