Koszaliński Portal Modelarski

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

Samolot towarzyszący RWD-14b LWS Czapla -1/72 - ZTS Plastyk

Email Drukuj PDF

Model:
  • RWD-14b LWS Czapla ZTS Plastyk, Pruszków

Kleje:

  • Tamiya Extra Thin Cement,
  • cyjanoakrylowe,

Farby:

  • Bilmodelmaker,
  • Hataka
  • Vallejo

Chemia modelarska:

  • Szpachlówki - epoksydowa Tamiya, płynna Gunze,
  • Płyn do zmiękczania kalkomanii Mr. Mark Setter
  • Wasch Vallejo,
  • Suche pigmenty Talen, Vallejo,
  • Matt werniks, Vallejo

Ostatnio większość modelarzy w Polsce zachwyca się modelami Karasi z IBG Models oraz PZL P.7a z Arma Hobby. Rzecz zupełnie zrozumiała, bo zestawy doskonałe i wiele pięknych replik w oparciu o nie już powstało. Warto jednak w tym miejscu przypomnieć historię pierwszego modelu w skali 1/72 opracowanego i wydanego w naszym kraju, a który spełniał europejskie jeśli nie światowe standardy i jednocześnie stał się zmorą początkujących modelarzy w Polsce. Mowa tu oczywiście o modelu samolotu towarzyszącego RWD-14b LWS Czapla firmy ZTS "Plastyk" z Pruszkowa.

 

Cofnijmy się zatem w czasie o równe 40 lat. Jest rok 1977. W Polsce głęboka komuna, kończy się okres gierkowskiej prosperity i nieuchronnie zbliża się gospodarczy kryzys. W modelarstwie, z krajowych produktów dostępne są prymitywne modele Wytwórni RUCH w Kobyłce, można także dostać Plasticardy rodem z NRD, czy czeskie modele Kovozawody Prostejov, albo produkty radzieckiej Moskiewskiej Wytwórni Zabawek Krugozor (bez siekiery nie podchodź!). Ci co mieli szczęście i w odpowiedniej chwili znaleźli się w Składnicy Harcerskiej, lub mieli rodziny czy przyjaciół za Żelazną Kurtyną, mogli stać się szczęśliwymi modeli produkcji zachodniej - Airfixów, Revelli czy Matchboxów. Wtedy do sprzedaży trafił pierwszy model opracowany w podziałce 1/72 przez ówczesną Spółdzielnię Plastyk z Pruszkowa. Był to właśnie model samolotu towarzyszącego RWD-14b LWS Czapla.

Jak na tamte czasy model opracowano wyjątkowo starannie. Dwie ramki z elementami, spora ilość części, pięknie odtworzona faktura płóciennego pokrycia, dokładna instrukcja w kilku językach oraz doskonałe kalkomanie produkcji austriackiej. To wszystko zapakowano w efektowne lakierowane pudełko. Model naprawdę nie ustępował w niczym ukazującym się w tych czasach Airfixom czy Revellom, a Novo/Frogi był na głowę. Czemu zatem była to zmora początkujących modelarzy? Chodziło o podział technologiczny i konstrukcję samego płatowca. Dość ciężki płat, składający się aż z sześciu elementów należało osadzić na kadłubie na czterech cienkich centralnych zastrzałach i podeprzeć dwoma zewnętrznymi w kształcie litery "V". Dla dzieciaka z podstawówki, który miał się w tym uporać na dwóch godzinach lekcyjnych (TAK!!! W szkole kleiło się wtedy modele!!!) w ramach zajęć technicznych - czysta trauma. Doświadczeni modelarze dawali sobie z Czaplą jakoś radę, a samo wydanie modelu uznano za wielki sukces producenta. Niemniej jednak, wytknięto Czapli kilka błędów, zaś do najważniejszych należały, zbyt wąski kadłub, za głębokie wycięcia kabin załogi, zbyt głębokie wycięcie w baldachimie centropłata, korekt wymagało także usterzenie oraz osłona silnika. Największą bolączką były jednak zbyt płytkie i za duże otwory do montowania zastrzałów, co było głównym powodem, że mniej więcej 8 na 10 zestawów kończyło w śmietniku przed zakończeniem budowy.

Lata mijały, pojawiały się nowe modele, nowi producenci, wybór poszerzał się, a Czaplę nadal można było kupić. Zmieniała się szata graficzna pudełka, kalkomanie, czy producenci. Poza ZTS Pruszków, Czaplę oferują także MasterCraft oraz Mirage Hobby. Formy jednak są w coraz gorszym stanie i coraz trudniej zrobić z tego zestawu przyzwoity model. Niemniej jest to jednak możliwe, zwłaszcza, że łódzki Part oferuje do niej całkiem bogaty zestaw fototrawionych detali. Od pewnego czasu nosiłem się z zamiarem podarowania jakiegoś sklejonego modelu mojej Mamie. W swej bogatej i długiej karierze nauczyciela matematyki miała modelarski epizod w postaci zastępstwa na zajęciach technicznych, gdzie dzieci z IV klasy miały kleić modele. Przyniosły Czaple, bo tylko takie były w sklepie. Udało się skleić jedną lub dwie i to w miarę przyzwoicie, reszta mogła startować w konkursie lotów na byle czym:) Wybór zatem był tylko jeden. Na warsztat trafił zestaw obecnie oferowany przez firmę z Pruszkowa. Koszt całe 9,00 PLN. Ponieważ nie miałem zbyt wiele czasu na budowę, postanowiłem nie pisać na ten temat habilitacji tylko, skleić Staruszkę tak, żeby przypominała samolot i była ładna. Nie miałem czasu na aplikowanie jej blaszek Parta, ale to i owo postanowiłem poprawić.

Budowę rozpocząłem od wycięcia i oczyszczenia z nadlewek, tego co nadawało się do wykorzystania podczas budowy. Kadłub postanowiłem poszerzyć i poprawić wycięcia w kabinach załogi. W tym celu od środka wkleiłem kawałki cienkiego polistyrenu, a otwory wypełniłem dwuskładnikową, epoksydową szpachlówką Tamiyi. Po wyschnięciu naniosłem kształt prawidłowych otworów i je wyciąłem, a następnie obrobiłem. Prawą burtę poszerzyłem także kawałkami polistyrenu o grubości 1mm. wyposażenie kabiny zrobiłem sam w oparciu o to, co znalazłem w podręcznej modelarskiej rupieciarni.

Kokpit został pomalowany, do czego użyłem akryli Hatatka i Vallejo. Pasy wykonałem z cienkiej taśmy maskującej, zaś tablice przyrządów to kalkomanie, które pozostały mi po budowie Karasia z IBG Models. Po wyschnięciu farby, całość pokryłem ciemnoszarym waschem, zaś kokpit wkleiłem w lawą burtę kadłuba.

Przy sklejaniu w całość kadłuba okazało się, na dole powstała całkiem pokaźna szczelina. Prawdopodobnie podłoga kabiny była zbyt szeroka. Z problemem poradziłem sobie wkładając w nią kawałki tworzywa i zalewając klejem cyjanoakrylowym. Zresztą wszystkie miejsca łączenia zalałem tym klejem, co ułatwiło mi potem ich obróbkę. Na tym etapie dokleiłem także ster kierunku, zaszlifowując uprzednio imitację żeber, które miały zupełnie nieprawidłowy przebieg, osłonę silnika, którą nawet udało się obrobić pomimo strasznych przesunięć formy w tym miejscu. Na miejscu znalazł się także kolektor spalin, który także musiałem poprawić, rozcinając od góry i obrabiając końcówki na półokrągło.

Równolegle z kadłubem majstrowałem przy płacie. Po dokładnym obrobieniu wszystkich elementów, zwłaszcza wpustów umieszczonych w centropłacie, bez większych problemów złożyłem płat w całość. Udało mi się także wykonać lotki jako wychylone. Kolejną czynnością było wypełnienie szpachlówką miejsc łączenia oraz korekta kształtu wycięcia w baldachimie. Używałem do tego szpachlówki epoksydowej, zaś wspomagałem się płynną szpachlówką Gunze. Zaślepiłem także wszystkie otwory pod zastrzały, zarówno w płacie jak i kadłubie.

Kolejnym etapem prac było detalowanie kadłuba oraz płata. Do tego celu wykorzystałem kawałki polistyrenu, pręty wyciągane nad ogniem, resztki fototrawionych blaszek, drut cynowy... Zamontowałem także podwozie. Golenie i amortyzatory, to oryginalne elementy, które doprowadziłem do jako takiego stanu przy pomocy skalpela, pilnika i kostek ściernych, koła zaadaptowałem z resztek po P.7a z Arma Hobby (z tego modelu pochodził także fotel pilota). Kółko ogonowe wykonałem od podstaw z kawałka tworzywa. Na nowo wykonałem także ożebrowanie steru kierunku. Ster wysokości pozostawiłem w spokoju, ponieważ miałem dwa rodzaje planów, które były sprzeczne z sobą w tej kwestii. Na tym etapie budowy nawierciłem także otwory pod zastrzały w kadłubie oraz płacie. Centralne zastrzały to kawałki miedzianego drutu, które wpuściłem dość głęboko w kadłub i solidnie przykleiłem klejem cyjanoakrylowym. Następnie wygiąłem je pod odpowiednim kątem i po nasadzeniu płata przyciąłem do pożądanej długości. Uzupełniłem je także o imitacje lusterek wstecznych. Przed przystąpieniem do malowania mogłem się cieszyć sylwetką modelu.

Malowanie modelu nie odbiegało w niczym od moich poprzednich modeli polskich samolotów. Podkład Tamiyi i lakiery Bilmodelmakers z delikatnym preshadingiem. Oczywiście osobno malowałem płat a osobno kadłub.

Pomalowaną Czaple złożyłem w całość, pilnując, żeby trzymała bryłę. Większość zastrzałów to polistyrenowe pręty, oryginalne pozostały tylko zastrzały główne, nie był to jednak mądry pomysł, ale chciałem wykorzystać maksimum oryginalnych elementów.

Jak to zwykle bywa na samym końcu wkleiłem to, co mogło się uszkodzić podczas malowania, czyli oszklenie, karabin (wymieniłem mu lufę i tylec, dorobiłem muszkę i celownik), śmigło, napędy lotek i sterów oraz rurkę pitota. Potem zabrałem się za kalkomanie. Szachownice z zestawu nie nadawały się do niczego, bo były za duże, więc wykorzystałem tylko logo LWS i oznaczenie apteczki. Godła pochodziły ze starych zapasów, zaś szachownice to produkt włoskiego Cartografa z zestawu do P.7a z Arma Hobby. Na sam koniec wasch w niektóre  miejsce i trochę suchych pigmentów w odpowiednich kolorach w kolektor spalin, wydech i podwozie.

"Jak to dobrze, że ja nie muszę tego kelić" - stwierdziła Mama, gdy wręczyłem jej swoje dzieło. Czapla po raz kolejny udowodniła, że w oparciu o ten czterdziestoletni letni dziś zestaw można jednak zrobić całkiem porządny model. Ja zdaję sobie sprawę, że moja Czapla nie jest jakimś modelarskim arcydziełem. Może gdybym poświęcił jej około miesiąca czasu a nie tydzień, wcześniej zebrał porządną dokumentację i kupił blachy Parta, jakiś porządny silnik, miałbym nawet szanse na zawodach. Wiem w jaki sposób się do niej zabrać, żeby i jakich błędów nie popełnić, żeby uzyskać prawidłową, efektowną replikę. Czy jednak zdecyduję się na kolejna reanimację tej modelarskiej nieboszczki? Z jednej strony chciałbym postawić ją na półce razem z innymi modelami polskich samolotów, ale może któryś z producentów wyciągnie asa z rękawa? Słyszałem różne plotki...

Jedno jest pewne. tych wszystkich co marudzą na nadlewki w P.7a z Army, czy nie dzieloną osłonę kabiny w Karsaiu z IBG zamknąłbym w jakieś piwnicy i dał Czaplę. Zakomunikowałbym ponadto, że wyjdą na zewnątrz i jeść dostaną dopiero kiedy tę Czaplę skleją i ma to się nadawać do wożenia na zawody. Skończy się marudzenie po forach i internetach:)

 

GALERIA

Marcin "Marwaw" Wawrzynkowski