Koszaliński Portal Modelarski

Kołowy Transporter Opancerzony Rosomak -1/35 - IBG Models

Email Drukuj PDF

wykorzystane zestawy:
- KTO Rosomak wersja M1, IBG Models, Nr kat. 35033 (ocena zestawu 9,5/10)

- Master Model - GM 35-0-12 – metalowa lufa działka ATK Mk 44,
- Part - P35296 – zestaw elementów fototrawionych,

Kleje:
- Tamiya Extra Thin, cyjanoakrylowe,
Farby:
- podkład Tamiya Surfacer 1200, Vallejo Chaos Black,
- HATKA Orange line,
- HATKA Red line,
- Hataka Blue line
- Vallejo
Chemia modelarska:
- Płyn do zmiękczania kalkomanii Mr. Mark Setter,
- Vallejo Matt Verniks,
- Suche pigmenty Vallejo,
- kredki Tamiya.
Kiedy dobrych kilka lat temu dowiedziałem się, że firma IBG Models pracuje nad modelem kołowego transportera opancerzonego Rosomak wiedziałem, że ten model prędzej czy później wyląduje na moim warsztacie. Nie kleję pancerki w skali 1/35, ale Rosomak po prostu podobał mi się jako pojazd, a czasem oderwanie się od samolotów i okrętów dobrze robi. Kiedy modele Rośka pojawiły się już na rynku zdecydowałem, że wykonam wersję europejską, używaną przez jednostki wojskowe stacjonujące w kraju. Ponieważ Wojtek pokazał, jakie efekty można uzyskać budując model „Green Devila” jedynie  z pudełka, jak postanowiłem pójść krok dalej i nieco zwaloryzować budowaną replikę. Do tego celu wybrałem elementy fototrawione firmy Part oraz lufę z Master Model. Ponadto zdecydowałem się przetestować farby akrylowe i lakiery Hataka.
Rozpoczęcie prac poprzedziło dokładne obejrzenie ramek z częściami, blaszek, których uzbierało się w sumie cztery i skonfrontowanie tego instrukcjami montażu. Kiedy dokładnie wszystko to zostało przeanalizowane, mogłem zabrać się do roboty.

Na pierwszy ogień poszła rama pojazdu, i pierwsze miłe zaskoczenie. Ten skomplikowany i składający się ze sporej liczby elementów moduł, złożył się bez najmniejszego problemu, a klej był potrzebny jedynie, aby wszystko trzymało się kupy. Ramę uzupełniłem o imitacje przewodów hamulcowych wraz z osłonami. Oczywiście poprawność spasowania ramy, przez cały czas kontrolowałem przykładając ramę do wanny kadłuba.

Potem zabrałem się za koła. Wcześniej czytałem, że może być problem z wpasowaniem tarcz z felgami w bieżnik. Rzeczywiście tarcze wymagały zeszlifowania, zwłaszcza te zewnętrzne. Ponadto potwierdziło się to, że po zalaniu miejsc łączenia klejem penetrującym bieżniki mogą pękać. Tak się stało, na szczęście w porę się zorientowałem i uszkodzona miałem tylko jedną oponę. Znalazłem na to sposób. Wystarczy zapuścić naprawdę minimalną ilość w miejsca łączenia i nic się stanie. Potem podkład i farba zrobią resztę.

Kolejnym etapem prac było wykonanie wszystkiego, co należy umieścić we wnętrzu kadłuba i wieży. A jest tego naprawdę sporo – silnik, przedział kierowcy, przedział desantu, kosz wieży… Zacząłem już wtedy montować pierwsze fototrawionki – dolne części peryskopów wieżyczki, uchwyty gaśnic oraz kosz wieży. Ten ostatni otrzymał również szkielet wykonany z cienkiego drutu.
Postanowiłem nie ograniczać się jedynie do tego, co oferuje zestaw i dodatki. We własnym zakresie odtworzyłem strukturę burt i sufitu przedziału desantowego. W przedziale kierowcy dodałem osłonę przewodu od klimatyzacji.  Do tego celu wykorzystałem płytki polistyrenowe o różnej grubości, profile i drut.
Mając gotowe wszystkie elementy wnętrza mogłem zabrać się za jego pomalowanie. Korzystałem głównie z farb akrylowych krajowej Hataki, a dokładnie z produktów z serii Red Line i Blue Line. Z efektu jestem bardzo zadowolony. Trzeba jednak zaznaczyć, że do malowania aerografem należy je rozcieńczyć do konsystencji mleka. Potem malowanie jest bezproblemowe. Aerografem  nanosiłem podstawowe kolory wnętrza, czyli biały oraz szary. Ponieważ nie miałem białego z Hataki, użyłem Vallejo. Nie wiem natomiast co się stało, czy jakość Vallejo pogorszyła się, czy też jakość Hataki jest tak dobra, ale lepiej malowało mi się ta ostatnią. Zaznaczam, że nie jest to żadna forma przypodobania się komukolwiek, ale tak się stało. Vallejo schła znacznie dłużej, miała później nieprzyjemną gumowatą powierzchnię, podczas, gdy Hataka po wyschnięciu była idealnie matowa i bardzo dokładnie oddała wszystkie pokryte nią detale.
Podobnie było z detalami malowanymi pędzlem przy użyciu farb Blue Line. Przy delikatnym rozcieńczeniu i odrobinie wprawy można osiągnąć naprawdę znakomite efekty – ślady po pędzlu są praktycznie niewidoczne. Ostatnim zabiegiem przed zmontowaniem wnętrza w całość był ciemno szary wasch, który zapuściłem w ryflowane  płyty na podłodze oraz w linie pomiędzy poszczególnymi panelami na suficie i ścianach bocznych przedziału desantu.  
Umieszczenie poszczególnych podzespołów w kadłubie i wieży nie stanowiło poważniejszych problemów, wszystko było doskonale z sobą spasowane. Musiałem tylko skorygować położenie kilku elementów wykonanych we własnym zakresie, bo się kadłub nie chciał zamknąć. Zanim to jednak zrobiłem, dodałem kilka rzeczy, które często można spotkać w pojazdach wojskowych, a które znakomicie ożywiają budowane modele, a więc leżąca w przedziale desantu gazeta, butelki z wodą mineralną, złożona mapa w przedziale kierowcy, kurtki moro, kartony itp. Pracy niewiele, bo butelki miałem gotowe z zestawu Menga, kartony i mapy wcześniej opracował Kolega, gazetę „ściągnąłem” z netu pomniejszyłem i wydrukowałem, jedynie moro musiałem wymalować własnoręcznie. Osiągnięty efekt był znakomity.  Cały ten „dobytek” poumieszczałem w takich miejscach, żeby było je widać przez otwarte włazy. Na sam koniec jedna uwaga, jeżeli komuś mocno zależy na tym, aby wieża mogła obracać się, musi zestawowe gaśnice zastąpić mniejszymi, wklejone według instrukcji uniemożliwiają pełen obrót wieży.
Mogłem zatem skleić w całość kadłub modelu i wieżę. Po obróbce miejsc łączenia, a było tego naprawdę niewiele, zająłem się dalszym uzbrajaniem modelu w fototrawione blaszki. W pierwszej kolejności wykorzystałem te z zestawu, a dopiero w dalszej kolejności, te z Parta. Obu zestawach można powiedzieć, że są znakomitej jakości. Dobrze zaprojektowane, łatwo się wyginają i formują. Początkowo trochę sceptycznie byłem nastawiony do peryskopów, ale już po złożeniu pierwszego uznałem, że to znakomity pomysł. Nie da się jednak tego powiedzieć o elementach, które trzeba zwijać w walec. Blaszki są zbyt sztywne i po kilku próbach odpuściłem wykorzystując elementy zestawowe. Bardzo dobrze prezentuje się natomiast metalowa lufa z Mastera, a ażurowy tłumik to mistrzostwo świata. Od siebie dodałem natomiast przewody pędników oraz instalacji umieszczonej pod błotnikami. Po raz kolejny poszedł w ruch drut cynowy, kawałki polistyrenu i resztki izolacji przewodów elektrycznych.
Na zastosowaniu blaszek fototrawionych zyskała również wciągarka oraz włazy. Postanowiłem wkleić je dopiero po pomalowaniu modelu. Ponieważ właz kierowcy postanowiłem pozostawić w pozycji otwartej, musiałem odtworzyć jego konstrukcję wewnętrzną. Sklejenie go w całość również możliwa była po pomalowaniu z powodu szyby którą trzeba było wkleić od środka.
W ten sposób dotarłem do najważniejszego etapu całego projektu czyli malowania. Początkowo miałem malować model akrylami z Hataki, ale w między czasie firma ta wypuściła na rynek nową linię produktów, lakiery celulozowe i namówiono mnie na ich przetestowanie. Winowajcą był jeden z dystrybutorów tych farb – firma Arma Hobby. Hataka oferuje dwa zestawy farb do malowania pojazdów NATO, w tym i polskich. Jak wspomniałem wcześniej są to zarówno farby akrylowe Red Line jak i lakiery celulozowe Orange Line. Teoretycznie obie linie produktów są przeznaczone do malowania aerografem, w praktyce należy je rozcieńczyć. Zanim jednak zabrałem się za malowanie, musiałem model do niego przygotować. W moim wypadku było to zabezpieczenie wnętrza i pokrycie modelu podkładem w sprayu. Podkład to w moim przypadku reguła bez względu na typ farby i zapewnienia producentów. Różnica pomiędzy Rosomakiem a innymi moimi modelami polegała na zastosowaniu dwóch rodzajów podkładu. Ramę i koła pokryłem czarnym podkładem z Chaos Black z Vallejo, zaś cała reszta potraktowana została produktem Surfacer Primer z Tamiyi. Po wyschnięciu podkładu zacząłem nanosić poszczególne kolory kamuflażu, według schematu zmodyfikowanego w 2014r. Postepowania z każdym nowym produktem trzeba się nauczyć, poznać jego właściwości, dobrać konsystencję, ciśnienie w kompresorze, ustawienia aerografu. Tak było również z nowymi lakierami Hataka. Opracowanie technologii malowania nie zajęło mi specjalnie dużo czasu, a samo naniesienie na model dość skomplikowanego przecież trójkolorowego kamuflażu zajęło mi jeden wieczór. Malowałem bez użycia szablonów, co zdarza mi się dość rzadko. Tym razem jednak z efektu jestem zadowolony. Lakiery kładły się cienką warstwą, ale drobne niedociągnięcia w przygotowanej powierzchni potrafią wybaczyć. Nie było chlapania, kropienia czy innych niespodzianek tego typu, a przejścia jednego koloru w drugi wyszły delikatnie i płynnie. Wszystkie poprawki, jakie ujawniły się po zakończeniu malowania wykonałem przy pomocy akrylowych odpowiedników zastosowanych lakierów. Z zadowoleniem stwierdziłem, że po wyschnięciu nie widać różnicy. Żadnej. Ostatnią czynnością było porycie modelu matowym werniksem, ponieważ lakiery Hataka mają półbłyszczące wykończenie.
Opony, armatę oraz wszelkiego rodzaju drobiazgi pomalowałem pędzelkiem i mogłem zając się składaniem Rosomaka w całość. Przykleiłem koła do ramy, skleiłem w całość właz kierowcy, wraz z innymi włazami umieściłem na swoich miejscach w modelu. Na tym etapie na swoim miejscu znalazły się reflektory, światła i inne przezroczyste elementy. Trochę je podrasowałem przy pomocy odpowiednich farbek o transparentnej fakturze. Na samym końcu z kawałka cienkiego drutu zrobiłem antenę, która ozdobiłem proporczykiem wykonanym z kawałka kalkomanii.
Większość modeli, zwłaszcza pojazdów bojowych powinna mieć zaznaczone ślady eksploatacji. Co do tego nie ma wątpliwości, bez dwóch zdań dodaje to realizmu budowanym replikom. Jednak jestem zdecydowanym przeciwnikiem artystycznego brudzenia przy pomocy bardzo zaawansowanych technik. Przyznaję, nie umiem w większości ich stosować, i co więcej nie zamierzam się ich uczyć. Widziałem modele okrętów klejone przez speców od artystycznie brudzonej broni pancernej. Efekt był tragiczny, modele pięknych okrętów wojennych w okresie świetności swojej służby wyglądały jak wraki oczekujące na swój kres w stoczni złomowej, na plaży, gdzieś w Bangladeszu. W przypadku Rosomaka postanowiłem zastosować odwrotną taktykę i model pojazdu bojowego pobrudzić według reguł stosowanych w modelarstwie okrętowym. Czyli brudzę tak jak widzę na zdjęciach. Ze zdjęć jakimi dysponowałem, najbardziej podobały mi się te wykonane przez Wojtka w Krojantach, przy suchej pogodzie, gdzie pojazdy były tylko delikatnie pokryte pyłem ze ścierniska po którym jeździły. Tak też postanowiłem potraktować moją replikę. Na początek cienkim pędzelkiem i srebrną farbą w kilku miejscach wykonałem delikatne odpryski farby. Potem przy pomocy pisaków Tamiyi, naniosłem ślady błota na podwoziu pojazdu.  Ostatnia czynnością było pokrycie modelu kurzem, do wykonania którego zastosowałem suchy pigment Vallejo. Spora jego warstwa pokryła boczne powierzchnie kół i podwozie pojazdu. Powierzchnie boczne i tylne zostały przykurzone tak jak zaobserwowałem na zdjęciach oryginału.
Gotowy model tradycyjnie wyeksponowałem na podstawce imitującej fragment terenu. Początkowo miała to być brukowana ulica, potem ściernisko, ostatecznie jednak otrzymała formę polnej drogi obrośniętej suchą trawą i krzewami dzikiej róży. Aby nadać jej nieco życia umieściłem na niej kilka elementów cywilizacyjnych – porwany karton, śmieci i puste butelki opróżnione przez jakiś lokalnych koneserów. Budowa trwała około miesiąca czasu i muszę stwierdzić, że był to bardzo miło spędzony czas. Model Rosomaka z IBG Models jeśli chodzi o koncepcję i opracowanie to najwyższy światowy standard. Zresztą modele tego producenta w którymi wcześniej miałem do czynienia kleiły się bezproblemowo, tak było i tym razem. Cieszę się z tego, że mamy w kraju kolejnego producenta oferującego doskonałe farby. Dotychczas korzystałem z oferty producentów zagranicznych, do czasu pojawienia się doskonałych lakierów Bilmodela. Teraz mam do dyspozycji bardzo szeroką ofertę farb i lakierów od krajowych producentów, która praktycznie w 100% pokrywa zapotrzebowanie modelarzy na farby każdego rodzaju. Obok produktów Bilmodela na moim warsztacie na stałe zagościła Hataka i nic nie wskazuje na to, że się to w przyszłości zmieni. W przyszłości natomiast, na moim warsztacie na pewno będą nie raz gościć modele firmy IBG Models. Trzeba będzie znowu zacząć zaglądać do pudełka z Strv T-38 ;).

GALERIA

Dziękujemy  producentowi firmie IBG Models za przekazanie modelu na potrzeby relacji, a także firmom HATAKA i ARMA HOBBY za udostępnienie farb Hataka na potrzeby relacji.

Marcin "Marwaw" Wawrzynkowski