Koszaliński Portal Modelarski

Niszczyciel eskortowy ORP Ślązak - 1/700 - IBG Models

Email Drukuj PDF
Model:
  • IBG Models 70001 - ORP Ślązak 1943 Hunt II class destroyer escort

Kleje:

  • penetrujący Tamiya,
  • cyjanoakrylowe (żel i rzadki)

Farby:

  • Hataka,
  • Vallejo
  • Italeri

Chemia modelarska:

  • Płyn do zmiękczania kalkomanii Mr. Mark Setter
  • Sidoluks,
  • seria Navy AK Interactive,
  • Matt werniks, Vallejo

Modele niszczycieli eskortowych OORP Kujawiak i Ślązak opracowane w skali 1/700 przez warszawskiego producenta, firmę IBG Models przedstawiałem niedawno na naszym portalu. Przyszła teraz pora na sklejenie jego z nich i musze stwierdzić, że nie mogłem doczekać się wzięcia na warsztat jednej z nowych miniatur IBG. Wszystko było dla mnie nowe. Doświadczeń w budowie modeli w skali 1/700 nie miałem właściwie wcale, jeśli nie liczyć nieudolnej próby sklejenia modelu krążownika USS Indianopolis, o którym wspominałem przy okazji recenzowania zestawów Huntów. Miałem wtedy 12 lat, a model odlany z fatalnej jakości kruchego plastiku. Wtedy nic z tego nie wyszło. Teraz biorąc na warsztat Ślązaka , spodziewałem się lepszego efektu. Nie zmienia to faktu, że było to dla mnie trochę wyzwanie, co czyniło budowę jeszcze ciekawszą, dodawało jej smaczku.

 

 

Sam proces klejenia zacząłem od nawiercenia wiertłem 0,3mm wszystkich bulajów na kadłubie i nadbudówkach, co dla własnej wygody uczyniłem jeszcze przed wycięciem poszczególnych detali z ramek. Potem przyszła pora na odchudzenie stalowych relingów oraz osłon posadowionych na głównym pokładzie wież armat uniwersalnych 102mm. Były nieco zbyt grube. Po wycięciu zasadniczych elementów modelu z ramek, nadmiar tworzywa ze stalowych osłon zebrałem precyzyjnym nożykiem Olfa a następnie wyrównałem drobnym papierem ściernym. Skleiłem w całość kadłub oraz poszczególne segmenty nadbudówek. Na tym etapie postanowiłem nie łączyć ich jeszcze w całość bo najpierw chciałem nieco je zdetalować, przy użyciu dodatków zarówno zestawowych jak i własnych.

Te ostatnie, od których zacząłem, to głównie plastikowe pręty i płytki różnej grubości. Dorobiłem w ten sposób wzmocnienia osłon wież działowych na głównym pokładzie, a także wszelkiego rodzaju anteny, i wyposażenie pomostu bojowego – greting kompas telegraf maszynowy. Do pokładu przykleiłem również część detali oraz główny maszt. Uzupełniłem go o kilka elementów, których nie było w zestawie a widać wyraźnie na zachowanych fotografiach. Wykorzystałem do tego polistyrenowe pręty oraz reszki części fototrawionych. Lufy dział artylerii główniej również wymieniłem na metalowe, toczone produkcji firmy Master Model ze Szczecina.

Używany przeze mnie standardowo podkład w sprayu spełnił podczas budowy Ślązaka podwójną rolę. Poza przygotowaniem powierzchni modelu przed malowaniem, przy  pomocy podkładu wykonałem imitację pasów poszycia na kadłubie. Patent podpatrzyłem swego czasu w Internecie. Polegał on na oklejeniu kadłuba paskami wyciętymi z taśmy maskującej i pokryciu pierwszą warstwą podkładu, a następnie po zdjęciu taśmy kolejną warstwą. Problem w tym, że model który oglądałem był w skali 1/350 i moim wypadku mogło wyjść różnie. Postanowiłem jednak zaryzykować. W efekcie otrzymałem zróżnicowanie powierzchni kadłuba, muszę jednak przyznać, że nieźle wyglądało. Wiem natomiast, że w przypadku kolejnych modeli fakturę powierzchni odtworzę nieco inaczej.

Samo malowanie to również rewolucja w moim spokojnym dotychczas modelarskim światku. Pierwszy raz miałem użyć farb akrylowych krajowej produkcji – firmy Hataka. Produkty te konfekcjonowane są w małych buteleczkach z tworzywa sztucznego. Dobrym pomysłem jest umieszczenie w środku kuleczki ułatwiającej dokładne wymieszanie farby. Ponieważ farby nie są od razu przygotowane do malowania aerografem, trzeba je odpowiednio rozcieńczyć. Proporcję farby z rozcieńczalnikiem trzeba dobrać indywidualnie, co jest normalne, bo farby różnych producentów mają różny skład i specyfikę. Po prostu malowania trzeba się nauczyć poznać lepiej nowy produkt. Tak było ze wszystkimi farbami, jakich używam… Vallejo, Italeri BilkomdelMakers czy Misterkit. Każdymi farbami maluje się po prostu inaczej. Samo natomiast malowanie produktami Hataka przebiegało bez przeszkód. Farba dobrze kładła się na malowanych powierzchniach. Bardzo ważne jest, że nie miała tendencji do zaklejania dyszy aerografu. Malowanie nie było procesem szybkim i łatwym, dlatego, że model malowałem według schematu przewidzianego przez producenta według stanu z 1943r. Najpierw cały model pokryłem kolorem jasnoszarym (Admirality light gray, A503), a następnie kawałkami taśmy maskującej okleiłem miejsca, jakie miały pozostać w tym kolorze i pokryłem model drugim kolorem kamuflażu (Dark blue gray A504). Malowanie aerografem dotyczyło jedynie kadłuba natomiast, kamuflaż na nadbudówkach malowałem przy pomocy cieniutkiego pędzelka. Pędzelkiem pomalowałem wszystkie pokłady (Admirality dark grey A501) i wykonałem niezbędne poprawki, co było dość żmudnym zajęciem. Trochę trwało, zanim wszystko wyłapałem a z uzyskanych efektów byłem zadowolony. Drobne detale postanowiłem pomalować przed wycięciem z ramek, po prostu ramkę podzieliłem na kilka segmentów a to co zostało wywaliłem. Podobnie rzecz miała się z elementami fototrawionymi – do malowania poszła od razu cała ramka.

Pomalowane zasadnicze podzespoły modelu mogły zostać uzupełnione o szczegóły. Wykorzystałem zawartość dołączonej do modelu blaszki fototrawionej. Jest ona dobrej jakości, detale dobrze dopasowane z resztą i nie sprawiły żadnych problemów z montażem. Poza działkami Oerlikon 20mm. Nie mogąc ich wygiąć ich tak jak przewidywała instrukcja, nieco zmodyfikowałem je po swojemu. Odciąłem tarcze przeciwodłamkowe i tylce. Te ostatnie przykleiłem w odpowiednich miejscach do podstaw, stanowiących integralną część pokładu pomostu bojowego. Do nich dokleiłem lufy wykonane z kawałków cienkiego plastikowego pręta. Lufy i tylce pomalowałem kolorem ciemnoszarym. Tak postąpiłem z innymi detalami, wymagającymi tego, czyli bomby głębinowe, osprzęt pomostu. Podobnie się rzecz miała z gretingiem, deskowaniem pontonów ratunkowych, kapą komina czy światłami pozycyjnych. Znowu w ruch poszły cienkie pędzelki. Po zakończeniu malowania mogłem połączyć nadbudówki w całość i przykleić do pokładu. Na kadłub nakleiłem kalkomanie, oznaczenia taktyczne „L26”. Dołączone do zestawu kalki są dobrej jakości, świetnie reagowały z płynem i sidoluxem. W połączeniu z matowym werniksem zabiegi te zapobiegły srebrzeniu się kalek.

Po złożeniu w całość mojej miniatury mogłem się zabrać za wykonanie imitacji olinowania. Zdecydowałem się wymienić główną reję, która była zbyt gruba i toporna. Technologia wtryskowa ma swoje ograniczenia i nie można pewnych rzeczy przeskoczyć. Zastąpiłem ją zatem cieńszą i delikatniejszą wykonaną z polistyrenu i pomalowałem odpowiednim kolorem. Do wykonania olinowania użyłem polistyrenowych prętów a właściwie włosów. Liny sygnałowe w kolorze jasno szarym a pozostałe w kolorze czarnym, zaś z cienkich pasków papieru zrobiłem imitację taśm mocujących szalupę oraz motorówkę. Teraz mogłem okleić pokłady relingami. Trochę się tego obawiałem, ale po delikatnym wygięciu relingów zgodnie z linią kadłuba montaż nie sprawiał problemów. Relingi uzupełniłem o flagsztoki, które kilka razy ułamałem podczas dalszych prac. Koła ratunkowe powstały z plasterki pomarańczowej izolacji od jakiegoś cienkiego kabelka.  Na sam koniec na flagsztoku nadbudówki radaru powiesiłem banderę pochodzącą z dołączonej do zestawu kalkomanii. Nie wieszałem proporca na dziobie ani drugiej bandery na rufowym drzewcu, ponieważ swój model chciałem przedstawić jako okręt w ruchu.

Model zanim stanął na podstawce musiał nabrać nieco charakteru, okrętu doświadczonego trudami służby eskortowej, czyli zacieki głównie na kadłubie i tam postanowiłem je umieścić w moim modelu. Używałem już tradycyjnie chemii z serii Naval od AK Interactive. Nakładałem je i ścierałem  nadmiar używając cieniutkich pędzelków i White Spiritu. Po tych zabiegach miniatura była praktycznie gotowa.

Producent wykonał zestaw w wersji „do linii wodnej”, więc wykonanie podstawki z imitacją fragmentu powierzchni nieco wzburzonego morza, po którym mój eskortowiec płynie na kolejne zadanie bojowe. „Wodę” wykonałem w sposób ogólnie znany przy pomocy plasteliny, folii aluminiowej, którą pokryłem podstawkę i  ucharakteryzowałem za pomocą farb w odpowiednich kolorach i chemii Vallejo. Ponieważ kilkakrotnie opisywałem swoje sposoby wykonania wody, więc nie ma sensu powtarzać się po raz kolejny.
Prace nad małym Ślązakiem w ten sposób dobiegły końca. Efekt był taki, że polubiłem skalę 1/700 a miniaturowe modele okrętów jeszcze nie raz zagoszczą na moim warsztacie. Nowe modele IBG Models są dobrze spasowane, zaprojektowane w sposób przemyślany i w ten sposób przyjazne dla modelarza. Praca ze Ślązakiem była bardzo przyjemna, nie jestem co prawda przyzwyczajony do tak małych rozmiarów modelu, a montaż niektórych detali bardziej kojarzył się z neurochirurgią niż modelarstwem. Ale było warto, a IBG Models nie próżnuje, niedawno do sprzedaży znalazła się kolejna parka Huntów – ORP Krakowiak i HMS Badsworth.

GALERIA

Dziękuję firmom IBG Models i Hataka za przekazanie modelu i farb na potrzeby relacji.
Marcin "Marwaw" Wawrzynkowski