Koszaliński Portal Modelarski

Mój "Zwieroboj"

Email Drukuj PDF
Od zawsze miałem słabość do artylerii. Mój ś.p. tato ppłk. Dypl. Andrzej Bedyński był artylerzystą z krwi i kości, dowodził 14 sudeckim pułkiem artylerii p.panc w Kwidzynie, służył w 9 drezdeńskim pułku artylerii w Morągu, 6 brygadzie artylerii w Toruniu i jeszcze paru innych miejscach o których już pisać nie będę. Miałem to szczęście, że już jako dowódca pułku, zabierał mnie ze sobą na poligony. Jeżeli, ktoś z czytających ten artykuł był na poligonie w Toruniu i wjeżdżał na jego rozległy teren, to musiał przejechać przez bramę główną, na której widniał napis – ARTYLERIA BÓG WOJNY -  nie wiem, czy jeszcze istnieje, ale ten napis zapadł mi na resztę życia w pamięć. Tak wiec spaczony, zawsze interesuję się sprawami które dotyczą artylerii i często sięgam po modele przedstawiające oręż artylerzystów – działa, armaty, itp.
 

O moim „Zwieroboju” pomyślałem, jak tylko zobaczyłem model armato-haubicy SU-152 w zapowiedziach chińskiej firmy Trumpeter. Wcześniej, myślałem już o modelu „Zwieroboja” JSU-152 japońskiej firmy Tamiya, ale ze względu na dosyć wysoką cenę zestawu, zwlekałem z jego kupnem. Gdy pojawił się model SU-152, już wiedziałem, że muszę go mieć, tym bardziej, że wg. mojej skromnej opinii wygląda lepiej od JSU. Powinienem, jeszcze na wstępie wytłumaczyć i rozwinąć nazwę „Zwieroboj”. A wzięła się ona z tego, że na froncie wschodnim, faszystowskie Panzerwaffe zaczęło otrzymywać nowe typy czołgów i dział samobieżnych, takich jak Pantera, Tygrys, Nashorn, czy mastodont jakim był Ferdynand/Elephant. Ich nazwy to nazwy zwierząt, tak wiec pojawienie się na froncie w szeregach Armii Czerwonej wozów SU-152, czy potem JSU-122/152, potocznie nazywano zabójcami zwierząt – z rosyjska „Zwieroboj”.

Niestety początki nie były zachęcające, same działo, czyli haubica MŁ-20 kalibru 152,3mm zamontowana w wieży SU-152 nie miała sobie równych i nie był się jej w stanie oprzeć żaden pancerz, o tyle trapione usterkami podwozie, zwłaszcza, przekładnie i zawieszenie, często sprawiało, że wozy te padały ofiarą WH i WaffenSS lub były niszczone przez swoje załogi. Dopiero pojawienie się na froncie wozów typu JSU-122/152, zmieniło to na korzyść Armii Czerwonej. Wspomniana już wcześniej haubica MŁ-20 była zwykłym działem holowanym i świetni się spisywała. Po zamontowaniu jej w wieży SU-152, oprócz strzelania do celów stromotorowo, przystosowano, ją do strzelania na wprost i zastosowano odpowiednią amunicję p.panc.. Amunicja była dwudzielna, czyli był pocisk i ładunek miotający, znajdujący się w łusce. Tak więc ładowniczy musiał najpierw załadować do lufy pocisk, potem ładunek miotający i dopiero można było oddać strzał. Działa SU-152 pojawiły się na froncie w 1942 roku. Jednakże od roku 1944 zaczęły je z powodzeniem zastępować JSU-122/152, choć one same do końca pozostały w niektórych jednostkach jako uzupełnienia i do szkolenia artylerzystów. Nadmienię tylko, że w ramach LWP, w 3 szkolnym pułku czołgów, było jedno takie działo (nr fabryczny 30524), a dwa następne które służyły w Oficerskiej Szkole Broni Pancernej (wozy o nr fabrycznych: 31216 i 40396).były używane tylko do szkolenia i w działaniach wojennych udziału nie wzięły. Służyły w latach 1945-49. ich późniejszy los, niestety nie jest znany. Obecnie dwa takie działa znajdują się w zasobach Muzeum w Drzonowie. Co ciekawe, są to pojazdy różnych serii produkcyjnych, jedno jest wczesne, drugie późne. Po wojnie oba działa stały jako pomniki, przy jednostce Armii Radzieckiej Północnej Grupy Wojsk w Cybince w woj. Zielonogórskim, obecnie lubuskim.

Model który wykonałem, przedstawia miniaturę wozu, który brał udział w walkach o Gdańsk i Pomorze Gdańskie. Dalsze jego losy niestety nie są mi znane. Model skleja się bardzo poprawnie. Nie jest to już model z początków działalności formy Trumpeter. Nie trzeba stosować wiele szpachli i męczyć się z usuwaniem nadlewek na ramkach. Model skleja się bardzo fajnie, bez większych oporów. Żeby moje SU wyglądało jeszcze lepiej, to zainwestowałem w gąsienice ATL-10, węgierskiej firmy Friulmodel…i miałem rację. Choć w zestawie są ogniwkowe gąsienice z plastiku, to nie ma jak „ciężkie” pracujące gąsienice ogniwkowe. Ugięcie i zwisy gąsienic, wyszły bardzo naturalnie i co najważniejsze nie trzeba ich układać, gdyż robią to same za nas. Model pomalowałem farbami włoskiej firmy Lifecolor (serdecznie polecam). Całość dopełniłem „brudzingiem” zrobionym z pigmentów CMK i MIG, utrwalonych na modelu PIGMENT FIXER’em firmy MIG.
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Zdjęcia Su-152 z muzeum w Drzonowie

 

 

 

 

Tekst i zdjęcia:

Maciej BUDYŃ Bedyński

 

  • Maciej Bedyński jest uznanym i cenionym modelarzem z Elbląga, który również angażuje się w promocje modelarstwa - w ostatnim czasie, wraz z grupą innych elbląskich modelarzy, założył i prowadzi modelarnię, z którejkorzystają przede wszystkim najmłodsi mieszkańcy Elbląga.