Czołgi bez blach i żywic - 1/35

 

Moja „przygoda” ze skalą 1/35, czyli zabawa w modelarstwo zaczęła się na przełomie lat 80 i 90-tych. Modele przedstawione na zdjęciach powstały w tym właśnie czasie, wtedy w Pewexach i sklepach modelarskich pojawiły się w większym wyborze modele broni pancernej i pojazdów z Tamiyi w skali 1/35.

 

 

Wcześniej w kręgu moich zainteresowań były samoloty w skali 1/72 (w latach 80-tych, w zasadzie jedyna dostępna). Inspiracją do wyboru tego tematu były publikacje Panzer Colors t.1-3. Obecnie w dobie Internetu i nieograniczonego dostępu do szeregu wydawnictw, tytuły te mogą wywoływać tylko ironiczny uśmiech na wielu twarzach, ale w tamtym okresie były obowiązkowymi i przeważnie jedynymi pozycjami w biblioteczce każdego entuzjasty niemieckiej broni pancernej. Wracając do samych modeli, budowa ich przebiegała bez problemów, choć sklejanie, a szczególnie malowanie bandaży kół jezdnych kolejnych pojazdów na podwoziu Panzer IV (32 sztuki na czołg) było niezwykle nużące.

 

Używałem klejów cyjanoakrylowych i tradycyjnego żelowego Humbrola. Jedynie większe emocje wywoływało klejenie i dokładne wykonywania hamulców wylotowych.

Teraz są lufy aluminiowe, wówczas nikt nawet o tym nie myślał. Wszystkie modele malowałem tylko pędzlami, używając emalii Humbrola (należy zaznaczyć, że w opisywanym okresie były one znacznie lepszej jakości).

Sama technika malowania sprowadzała się do uzyskania właściwych proporcji emalii do rozcieńczalnika (używałem terpentyny) i oraz zastosowania odpowiednich pędzli. Duże płaskie powierzchnie malowałem pędzlami o płaskim włosiu. Oczywiście ważna była kolejność malowania. Najpierw powierzchnie poziome, a gdy wyschły pionowe (w innym wypadku istniało ryzyko powstania zacieków). Koła, bandaże i drobne elementy wyposażenia – pędzle ostro zakończone.

W okresie kiedy powstawały te modele, nowoczesne techniki modelarskie – preschading, postschading, suche pigmenty, blachy, żywice czy aluminiowe lufy były pojęciami obcymi. Po prostu tego „dobrodziejstwa” nie było na rynku. Malując swoje modele (zabawki:)) analizowałem zdjęcia, filmy dokumentalne. Tak powstał Opel Blitz (Muł) z działem Flak 3,7 cm. "Muł" to zestaw Italeri zaś Flak 3,7cm to Tamiya. Innym moim modelem powstałym w ten sposób to Opel Blitz z Italeri i Flak 38 Tamiya.

Efekt zużycia pojazdów, rdzy, kurzu czy wytartego wapna starałem się uzyskać metodą suchego pędzla oraz odpowiednią techniką malowania, czy tez papierem ściernym Nr 1000. Jak widać na zdjęciach.

Gąsienice. Wystarczył dłuższy postój, aby ogniwa, które bezpośrednio po akcji wyglądały jak lustra, przybrały różnych odcieni, koloru bordo-rdzawego. Zastosowanie kilku kolorów oraz przetarcie metalizerem, metodą suchego pędzla powoduje, że nawet płaskie paski winylu przypominają ogniwa wykonane z pojedynczych elementów.

W związku z tym, że moje modele maja po kilkanaście lat, trochę nadgryzł je „ząb czasu” w wielu przypadkach nie są do końca kompletne lub też czekają na waloryzację. Uważam jednak, że prezentują się nieźle oraz dowodzą, że prostymi i skromnymi środkami (tylko pędzle i farba) może powstać coś , co przypomina model.

Sam osobiście mam duży dystans do modelarstwa, w moim przypadku jest to raczej uzupełnienie moich zainteresowań II wojna światową oraz odreagowanie od stresów. Obecnie buduję modele według dzisiejszych standardów.

 

Marek "Doc" Filzek

Partnerzy

                 
             
                 

 

Kluby modelarskie

 

 

 

 
                 
                 
                 
Our website is protected by DMC Firewall!