Koszaliński Portal Modelarski

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

W Pudle - pancernik HMS Rodney - 1/700 - MENG Models

Email Drukuj PDF
Model: Pancernik HMS Rodney
Skala: 1:700
Producent: Meng Models nr kat. PS-001, dystrybutor w Polsce: IBG Models
Tworzywo: żywica, elementy fototrawione, drut
Malowanie: 1x Wielka Brytania

Firma MENG Models z Hong Kongu jest dobrze znana modelarzom w Polsce, głównie za sprawą znakomitej jakości modeli pojazdów wojskowych i samolotów. W 2016r. producent ten zajął się także tematami marynistycznymi, a konkretnie modelami okrętów wojennych w skali 1/700. Do chwili obecnej program produkcyjny obejmuje modele pancerników Rodney, Bismarck oraz Missouri oraz lotniskowca Lexington. Modele te jednak nie są kolejnymi zestawami dla zaawansowanych mikromodelarzy. Złożyć je może niemal każdy. Dosłownie złożyć, bo nowe modele MENGA można zbudować bez użycia kleju. No już widzę święte oburzenie rodzimych "znafców" tematu - po co o tym pisać, kolejna zabawka udająca model. Zapewniam, że jest o czym pisać, bo takie podejście do projektowania modeli, żeby z jednej strony zachęcić do modelarstwa przeciętnego Kowalskiego, a z drugiej strony zadowolić starego modelarskiego wygę, to na prawdę sztuka, a MENG tej sztuki właśnie dokonał. Przejrzyjmy się temu na przykładzie modelu pancernika HMS Rodney.

Zestaw zapakowano w bardzo estetyczne pudełko z boxartem ukazującym Rodneya w trakcie oddawania salwy z artylerii głównej. Na pudełku oczywiście sporo informacji o zestawie, a także trochę o samym okręcie. Najważniejsze jest oczywiście to, że model można wykonać w wersji do linii wodnej jak i z pełnym kadłubem, że wszystkie części zostały wykonane w odpowiedniej kolorystyce, ale zachowaniem pełnej wierności z oryginałem (według stanu w 1929r.), oraz, że można je łączyć bez kleju. Po otwarciu pudełka ukazuje nam się kilka torebek z ramkami oraz elementami kadłuba, wszystko w kilku kolorach. Podzespoły kadłuba od razu zwracją uwagę oglądającego.

Dlaczego? Dotychczas producenci modeli przyzwyczaili nas, że kadłub zazwyczaj składa się z jednego elementu stanowiącego jego bryłę, do której należało dokleić pokład ewentualnie wodnicę lub część podwodną. Inna szkoła przewidywała wykonanie burt i pokładów jako osobnych części które należało z sobą połączyć, wklejając w środek wręgi i rozpórki. Ten sposób preferują zwłaszcza producencie japońscy. MENG natomiast zastosował inny patent. Kadłub został podzielony na pięć poziomych płaszczyzn, które łączymy z sobą przy pomocy kołków i wpustów. Zgodnie z deklaracją producenta wszystkie zostały wykonane w odpowiedniej kolorystyce, czyli czerwono - brązowa część podwodna wraz ze sterem, czarna wodnica, szara część burtowa oraz stalowa część pokładu wraz z barbetami wież artylerii głównej i średniej, falochronami oraz sporą ilością drobnych detali. Deskowaną cześć pokładu głównego wykonano z tworzywa w kolorze beżowym, a składa się ona z dwóch elementów. Najfajniejsze jest to, że tych elementów nie musimy w żaden sposób obrabiać, no może poza dwoma farfoclami w części dennej - pozostałość układu wtryskowego. W pozostałych elementach nie obrabiamy dosłownie nic.

Mając wyjęte z torebek składowe kadłuba nie mogłem odmówić sobie przyjemności złożenia ich "na sucho" żeby sprawdzić, jak do siebie pasują. Okazało się że idealnie, a kadłub wspaniale prezentuje się bez farby tylko w kolorach tworzywa. Jedyne na co należy zwrócić uwagę podczas budowy to dokładne sklejenie z sobą wszystkich elementów pokładu, po prosty część deskowana ma tendencję do odstawania w kilku miejscach. Sam zamierzam po pomalowaniu skleić ze sobą wszystkie trzy części pokładu i dopiero później osadzić je na kadłubie. Na zdjęciach widać również jak wiernie i szczegółowo producent oddał detale kadłuba takie jak faktura burt, deskowanie czy szczegóły pokładu. W części podwodnej odtworzono podwodne aparaty torpedowe oraz kilka innych szczegółów. Jedyną niekonsekwencją było pozostawienie w kolorze beżowym urządzeń kotwicznych wraz z łańcuchami, ale poprawienie tego przy malowaniu nie powinno stanowić problemu.

Nadbudówka to dwa elementy znajdujące się na pojedynczej ramce. Łączymy ją w całość również przy pomocy wpustów i w ten sam sposób montujemy na pokładzie. Tu pojawia się kolejny mały minusik w postaci pozostawiania deskowanej części pokładu w kolorze szarym. To jednak także drobnostka, dotycząca tych co będą model malować.

Kolejna, nieco większa ramka zawiera elementy wieży dowodzenia, komina głównego masztu oraz wyposażenia. Także tu duże brawa za przemyślany podział technologiczny ułatwiający montaż. Dość powiedzieć, że w przypadku wieży dowodzenia mamy także trochę elementów wnętrza.

Kolejne trzy identyczne ramki, to elementy uzbrojenia. Wieże artylerii głównej, podłogi wież artylerii średniej oraz działa przeciwlotnicze. Na wielkie słowa uznania zasługuje sposób w jaki producent odtworzył nitowaną powierzchnię na wieżach artylerii głównej, wystarczy porównać ze zdjęciami oryginału. Same lufy mają nawiercone otwory, nie są to jakieś tam kołki, ale sprawiają wrażenie nieco za grubych. Można zawsze wymienić na metalowe. Sposób zamontowania luf w wieżach umożliwia ich podnoszenie, co będzie miało duże znaczenia dla młodych i początkujących adeptów modelarstwa.

Dwie kolejne ramki to wieże artylerii średniej oraz elementy wyposażenia. Wieże wraz z lufami wykonano jako całość, co ułatwi pracę modelarzom początkującym, co oczywiście nie przeszkadza wyminie luf na metalowe, jak oczywiście ktoś chce.

Ramki z szarego tworzywa uzupełniają trzy małe, kolorowe wypraski. Na czarnej znajdziemy górną część rufowego masztu wraz z marsem i reją oraz kołpak komina. Tu będą mieli pole do popisu modelarze zaawansowani, ponieważ trzeba będzie usunąć środek i wstawić kratownicę, w większości przypadków fototrawioną. Śruby napędowe to dwie kolejne ramki - beżowa same śruby oraz czerwono - brązowa - wały napędowe. Jakość wszystkich elementów z tworzywa to bardzo wysoki poziom, żadnych skaz, jamek skurczowych czy śladów po wypychaczach w widocznych miejscach. Pojawiło się kilka nadlewek, ale ja osobiście nie zwracam uwagi na takie rzeczy. Jak natrafię podczas budowy, to pop prostu je usuwam i zapominam o temacie.

Na wstępie wspomniałem, że w oparciu o ten zestaw możemy wykonać model według stanu z 1929r. Po prostu pokojowe, szare malowanie. Podejrzewam, że dlatego producent dołączył kalkomanii do nakładania na mokro, tylko arkusik samoprzylepnych naklejek z nazwą okrętu do naklejenia na podstawkę oraz dwie bandery do umieszczenia na rufowym falgsztoku. Sam osobiście wykorzystam jakąś banderę z kalkomanii.

Instrukcja montażu i malowania to dwie ulotki, ale warto im poświęcić nieco uwagi. Jest to nie tylko przewodnik po tym, jak bezproblemowo przejść przez poszczególne etapy budowy modelu, ale także kompendium wiedzy o pancernikach klasy Nelson zawarte w pigułce, co ma duże znaczenie dla tych, którzy pierwszy raz stykają się z tematyką stalowych, pływających fortec.

Mamy zatem informacje o tym kim był patron okrętu adm. George Brydges Rodney a także notki biograficzne dwóch wybitnych dowódców Royal Navy pod komendą których HMS Rodney odniósł swoje największe sukcesy bojowe - admirałów A. Cunninghama i J. Toveya. Producent też zapoznaje nas z genezą i historią powstania pancerników klasy Nelson oraz dokonuje porównania ich do podobnych jednostek we flotach japońskich i amerykańskich. Wszystko to w bardzo ładnej szacie graficznej pełnej morskich akcentów. Instrukcję opracowano w językach angielskim, chińskim i rosyjskim, zaś schematy malowania podano według AK Interactive. Wszystkie rysunki i schematy zostały opracowane w sposób przejrzysty i czytelny, także nie będzie problemu podczas budowy.

Przyznam, że model Rodneya z MENGa zrobił na mnie duże wrażenie. Pierwszy raz bowiem spotkałem się z tak inteligentnie opracowanym zestawem. Mamy szczegółowo opracowany zestaw, który po odpowiedniej waloryzacji może zamienić się w wierną replikę okrętu wojennego i jednocześnie jest to znakomita rzecz dla tych co dopiero chcą zacząć przygodę z modelarstwem. Wcześniej takie dwa w jednym wychodziły różnie, bo jeżeli coś miało być proste w budowie to zazwyczaj było uproszczone i odwrotnie początkujący modelarz nie dawał sobie rady ze szczegółowym i przez to trudnym zestawem. Rodney z MENGa powinien trafić do obu grup odbiorców. Na sam koniec taka mała uwaga do IBG Models, czyli dystrybutora MENG Models w Polsce. IBG również produkuje modele okrętów wojennych w skali 1/700, a modele niszczycieli eskortowych klasy Hunt II były dość podobnie zaprojektowane - spora ilość niewielkich ramek, często z jednym lub kilkoma elementami. Może warto podczas projektowania zwrócić uwagę na takie rozmieszczenie elementów, żeby było możliwe zastosowanie kilku kolorów tworzywa, albo też innych rozwiązań zastosowanych przez MENGa. Oczywiście moje uwagi mają charakter czysto teoretyczny, bo do tego dochodzą też inne czyniki np. koszty opracowania, ale pod rozwagę temat poddaję. Może coś z tego wyjdzie?

Dziękujemy przedstawicielowi MENG Models w Polsce, firmie IBG Models za udostępnienie zestawu do recenzji.

Marcin "Marwaw" Wawrzynkowski