W Pudle - Samolot rolniczo - pożarniczy PZL M-18 Turbo Dromader - 1/72 - Grand Models

Model: PZL M-18 Turbo Dromader,
Nr kat.: GM-72014
Skala: 1:72
Producent: Grand Model
Tworzywo: model żywiczny, elementy fototrawione, metalowe, kabina vacu, drut
Malowanie: 2 x USA 

Pojawienie się tego modelu od razu wzbudziło wiele kontrowersji zwłaszcza wśród miłośników tego samolotu. Podobnie jak wcześniejszą wersję PZL M-18B co bardziej radykalni modelarze określili jako „żywiczny koszmarek” czy „wyrób dromaderopodobny”. Jestem osobiście daleki od wygłaszania tak zdecydowanych ocen, niestety tak jak w przypadku M-18B, którego miałem okazję recenzować i kleić, jest w tych ocenach niestety sporo racji. Postaram się zatem wskazać miejsca, które należy poprawić, tak, aby budowana replika jak najbardziej oddawała pierwowzór. 

Model zapakowano w sztywne kartonowe pudełko. Producent nie zdecydował się na kolorowe wieczko, zastępując je nalepką, którego zdecydowanym atutem jest bardzo piękne zdjęcie „Turbo Dromka” autorstwa Jima Readera. W środku znajdziemy strunowe torebki w które zapakowano części zestawu, dwa arkusze kalkomanii, instrukcję montażu i malowania oraz dwa kawałki mosiężnego drutu.

Na początek skrzydła i niestety są to te same skrzydła jak w wersji M-18B z ich wszystkimi wadami. Po pierwsze nieprawidłowo wykonane klapy, które w oryginale nie są dzielone, zaś w modelu wewnętrzna część jest wykonana jako osobny detal, zaś spasowanie budzi spore wątpliwości. Kolejna sprawa to wielkość i rozmieszczenie paneli inspekcyjnych. Są one zdecydowanie zbyt wypukłe i rozmieszczone w sposób dość przypadkowy. Także reflektory w wersji Turbo są umieszczone pod skrzydłem a nie w krawędziach natarcia, co wymaga kolejnej korekty. Ponadto zabrakło turbulatorów i strugownic, co trzeba wykonać we własnym zakresie. Moim zdaniem jedyne rozsądne wyjście to zeszlifowanie na gładko powierzchni obu skrzydeł i wykonanie wszystkich detali od nowa, przy okazji można poprawić linie podziału.

Kadłub modelu ma klasyczny podział na lewą i prawą połówkę, doklejamy do niej górną część znajdującą się prze kabiną. Jeśli chodzi o przebieg linii podziału i odwzorowanie detali na kadłubie, to nie ma tam jakiś strasznych odstępstw od oryginału. Warto zatem weryfikować je ze zdjęciami konkretnego egzemplarza samolotu, którego model zamierzamy wykonać.  Ważne jest natomiast, to, że połówki kadłuba to odlew  żywiczny a nie wydruk i nie są one tak straszliwie zwichrowane jak w przypadku M-18B. Przyłożone na sucho pasują całkiem nieźle. Martwią mnie natomiast bardzo cienkie ścianki kadłuba (wręcz przezroczyste) w miejscu, gdzie wkleimy podłogę kabiny…

 … oraz dość spore bąble, które bezwzględnie trzeba będzie czymś wypełnić, najlepiej przed montażem, bo podczas obróbki mogą zamienić się mało estetyczne dziury i to w ciężkich w obróbce miejscach. Tak to wygląda w naszym egzemplarzu testowym i wiadomo, że nie można przejść nad ty do porządku dziennego, bo zemsta będzie okrutna. Największą bolączką kadłuba jest jednak jego długość. W oryginale kadłub w wersji „Turbo” jest o 18cm krótszy od wersji M-18B. Chodziło o właściwe umieszczenie środka ciężkości po zabudowaniu wydłużonej części nosowej. Jest to zupełnie zrozumiałe, wystarczy przypomnieć sobie jak myśliwce FW-190A/F ewoluowały w F-190D/Ta-152. Producent nie wziął jednak tego pod uwagę i problem ten musimy rozwiązać we własnym zakresie, skracając kadłub w wersji ogonowej, a dokładnie tam, gdzie zaczyna się okucie statecznika poziomego. Wedle moich obliczeń wstawka powinna mieć ok. 3mm długości, ale mogę się mylić.

 Statecznik poziomy jest elementem wchodzącym w skład zestawu PZL M-18B i także wymaga bezwzględnej korekty krawędzi natarcia, która nie jest idealnie prosta jak w oryginale. Ponadto w moim egzemplarzu pojawiły się bąbelki powietrza, które wymagają wypełnienia i obróbki. Ponadto trzeba go uzupełnić o detale charakterystyczne dla wersji „Turbo”.

 Część nosowa kadłuba także ma klasyczny podział, czyli dwie połówki. Znajdują się one na jednej wlewce wraz dwoma rodzajami kołpaków śmigła, trzy i cztero łopatowym oraz dwoma detalami aparatury Agro. Analizując posiadane zdjęcia ja osobiście nie dopatrzyłem się jakiś straszliwych odstępstw od oryginału. Można by troszeczkę podszlifować nity bo za bardzo wystają.

Następna wlewka zawiera klapy, podłogę kabiny, instalację do zrzutu wody i chemikaliów oraz opływkę ze światłem pozycyjnym którą umieścimy na osłonie kabiny pilota. Na temat klap była mowa przy okazji skrzydeł. Należy je dokładnie wpasować i nie wychylać, chyba że uda nam się wyciąć te części klap, które zostały wykonane jako integralne części skrzydeł. Kokpit uzupełniałem o kilka detali, ale to była raczej kosmetyka, niż poprawianie producenta. Na jedną rzecz jednak trzeba zwrócić uwagę, żeby tablica przyrządów nie wystawała zbyt wysoko, bo inaczej nie uda nam się prawidłowo wkleić zarówno górnej części kadłuba, jak i osłony kabiny pilota. Aparatura do zrzutu chemikaliów wygląda naprawdę nieźle i po uzupełnieniu jej o kilka detali będzie stanowić mocny punkt całej repliki.

 Statecznik pionowy, górna część kadłuba i fotel pilota są umieszczone na kolejnej wlewce, przy czym te elementy są znane z zestawu M-18B, zaś nowym detalem jest nosowa część kadłuba. Nie mam zastrzeżeń co do jej kształtu i sposobu odwzorowania. Statecznik poziomy natomiast ma dwa trymery umieszczone jeden nad drugim i to jest właściwie jedyna korekta, jaką musimy zrobić. Można także dorzucić kilka drobnych detali, posiłkując się posiadanymi zdjęciami, które bez problemu znajdziemy w sieci. Dotyczy to zarówno statecznika pionowego jak i górnej części kadłuba. Zawartość pozostałych wlewek to detale znane z poprzednich wersji Dromadera.

Osłona kabiny została wykonana metodą vacu i wiernie odwzorowuje oryginał. Można ją co prawda uzupełnić o cały szereg drobnych detali, takich jak uchwyty, klamki, ale to także bardziej kosmetyka niż konieczność. Druga wytłoczka klosze reflektorów w krawędziach natarcia skrzydeł. Detale całkowicie zbędne, ponieważ ta wersja Dromadera takowych nie posiada.

Elementy fototrawione rozmieszczono na trzech blaszkach. Na największej znajduje się większość detali, którymi okleimy nasz model od zewnątrz, można by stwierdzić „exterior set”. Jest tego naprawdę sporo i jest właściwie wszystko, co jest potrzebne, cała mechanika skrzydeł, aparatura agro, chwyty powietrza itp. Druga nieco mniejsza blaszka to tablice przyrządów i kratownica na chwyt powietrza do silnika. Tablice wykonano w takiej samej konwencji jak w poprzednich modelach tego producenta, kółkami tylko zaznaczono miejsca poszczególnych zegarów. Trzeba się będzie posiłkować jakimiś kawałkami kalkomanii ze starych, sklejonych już modeli. Zresztą czeka nast. Tu sporo poprawek, bo tablica zaproponowana przez producenta znacznie różni się od oryginału. Trzecia najmniejsza blaszka zawiera widelce amortyzatorów podwozia. Jest też fototrawiony wiatraczek wentylatora, na który trzeba uważać, bo to mały, osobny detal i łatwo go gdzieś zawieruszyć. Do wykonania okien w tylnej części kabiny pilota producent przewidział maski, które trzeba samodzielnie wyciąć. Jest to jednak ułatwienie w pracy nad modelem.

Podwozie główne jak i ogonowe zostało wykonane z metalu. Są to te same elementy co w wersji M-18B. To akurat rozwiązanie jest dobre, podwozie żywiczne raczej nie utrzymałoby ciężkiego przecież żywicznego modelu. Jak ktoś chce doklei wykonane z cienkiego drutu przewody hamulcowe. Skoro mówimy o elementach metalowych, w zestawie znajdują się dwa kawałki drutu mosiężnego 0,6mm. Z niego należy wykonać urządzenia do zrzutu wody i chemikaliów na całej krawędzi spływu skrzydeł. Można i tak, ale przyglądając się zdjęciom, myślę, że lepiej wykorzystać cienkie paski tworzywa, będzie bardziej zgodne z oryginałem. 

Kalkomania to dwa arkusze, a właściwie jeden przecięty na pół. Umożliwia wykonanie modelu w jednym z dwóch malowań. Na schemacie po lewej, samolot używany przez Taylor Aviation, NY, 2006, zaś z prawej strony maszyna należąca do Valley Air Service, Idacho 2010. Obie firmy świadczą usługi lotnicze na terenie USA. Kalkomanie zawierają kompletne elementy oznakowania i malowania, jedyne zastrzeżenia jakie mam to kolor czerwony na kalkach samolotu Taylor Aviation, jest moim zdaniem bardziej brązowy niż czerwony, ale może inaczej będzie się prezentować na modelu. Chcącym wykonać model w tym malowaniu poddaję pod rozwagę wymalowanie wszystkich elementów czerwonych i wykorzystanie jedynie napisów. Będzie się mniej rzucać w oczy. Co do technicznej strony kalkomanii z Grand Models, to nie miałem z nimi wcześniej problemu i mam nadzieję, że to się nie zmieniło. Schematy malowania wydrukowano na kredowej kartce formatu A4. Są one czytelne, więc z nałożeniem kalek problemu nie będzie. Kolorystyka została podana według palet Humbrola, Mr. Hobby oraz Model Master.

Instrukcja składa się z dwóch ulotek. Jedna jest doskonale znana posiadaczom modelu w wersji M-18B. Przy jej pomocy mamy skleić to wszystko, co według producenta pokrywa się z wersją M-18B, zaś przy pomocy drugiej wykonamy wszystko to co jest charakterystyczne dla wersji „Turbo”. Ta ostatnia jest opracowana znacznie lepiej niż pierwsza, rysunki są czytelne i dokładne, wszystko podane niemal w łopatologiczny sposób. W sumie nie mam nic przeciwko, aby cała instrukcja była wykonana w takiej właśnie konwencji.
Tak zatem wygląda Turbo Dromader z Grand Models. Tu powinno paść kilka zdań konkluzji, jakieś podsumowania, czy model jest wart polecenia. Ja z przekory napiszę, że tak. Jest on wart polecenia, ale bardzo konkretnej grupie modelarzy. Odbiorcą tego zestawu powinien być ktoś, kto na 100% jest zdecydowany na zakup i wydanie 35 Euro a potem poprawianie wszystkiego tego o czym napisałem powyżej. Klejenie tego modelu prosto z pudełka nie ma bowiem kompletnego sensu, bo nie będzie to wyglądało dobrze. Dobrze wykonany może być ozdobą niejednej kolekcji. Natomiast modelarzom, którzy chcą mieć wierny model Dromadera i nie tracić czasu na poprawianie i korekty pozostaje kontakt z Panem Markiem Wierzchowskim z Torunia i zamówienie u niego zestawu w skali 1/48 lub 1/35, bo ma zapowiadane modele firmy Karaya II na razie nie ma co liczyć.

 

Dziękuję producentowi, firmie Grand Models za przekazanie modelu na potrzeby recenzji,

Marcin „Marwaw” Wawrzynkowski

 


 

 

Partnerzy

       
                 
                 

Kluby modelarskie

 

 

 

 
                 
                 
                 

 

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd