W Pudle - samolot rolniczo - pożarniczy PZL M.18B Dromader -1/72 - Grand Models

Model: PZL M18B Dromader,
Nr kat.: GM-72008
Skala: 1:72
Producent: Grand Model
Tworzywo: model żywiczny, elementy fototrawione, metalowe, kabina vacu
Malowanie: 1 x Grecja, 1 x Polska, 1 x Serbia

O greckiej firmie Grand Models dowiedziałem się podczas lektury jednego z numerów Scale Aviation Modeler, gdzie była wzmianka, że pracują nad modelem Dromadera w skali 1/72. Fajnie, tylko czemu nie u nas? No ale w Grecji jest to samolot równie popularny jak w Polsce, miałem okazję przekonać się wracając z wczasów z Grecji. Na lotnisku w Kalamacie stały Dromadery ładnie w rządku. Od tego czasu upłynęło kilka lat. Potem nasz klubowy Kolega Tomek wszedł w kontakt z producentem ze słonecznej Hellady, czego efektem była recenzja wcześniejszego modelu Grand Models, czyli T6 ANTA TEXAN II, a następnie zapowiedź przysłania do recenzji Dromadera. Zrecenzowanie zestawu i relacja z budowy przypadła mnie. Pora zatem zajrzeć do pudełka.

Model, jak to w przypadku krótkoseryjnych zestawów żywicznych zapakowano w niewielkich rozmiarów tekturowe pudełko oraz kolorowe wieko z bardzo ładnym, dynamicznym boxartem oraz garścią informacji o modelu i malowaniach. Robi bardzo przyjemne wrażenie, miło wziąć do ręki. W środku znajdujemy spięte na gumkę odlewy skrzydeł, torebki z elementami, gąbkowy profil z odlewami cylindrów silnika, tajemnicze zawiniątko z folii bąbelkowej oraz całą papirologię – instrukcję i kalkomanie. Pierwsze wrażenie jest bardzo pozytywne, sporo ładnie odlanych elementów, multimedia w postaci blaszek i odlewów metalowych, spory arkusz kalkomanii, a także dość sensowny podział technologiczny. W przypadku większości odlewów żywicznych nie ma kostek wlewowych, ani co ważne pęcherzy powietrza. Model ma klasyczny podział technologiczny. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że mój serdeczny Kolega Marek Wierzchowski, modelarz i pilot w jednym, zna Dromadery jak własną kieszeń. Kiedy pochwaliłem się tym modelem na swoim Facebooku otrzymałem bardzo obszerną dokumentację zdjęciową a także wykaz tego, co trzeba poprawić. Niestety trochę tego jest, z całym szacunkiem dla Załogi z Grand Models. Ale po kolei.

Skrzydła wykonano jako pojedyncze odlewy żywiczne, przy czym wlewy technologiczne znajdują się na krawędzi natarcia. Czeka nas zatem obróbka. Linie podziału są wklęsłe i bardzo delikatne, w niektórych miejscach zanikają. Także warto rozważyć przerycie ich na nowo. Tak czy inaczej, warto je przetrzeć drobnym papierem ściernym delikatnych rys znajdujących się na całej powierzchni. Na szczęście ładnie poddają się obróbce, sprawdziłem przy okazji pisania;) Także okrągłe pokrywy, których dość sporo jest zarówno na górnej jak i dolnej powierzchni płata, są nieco za bardzo wypukłe i przeszlifowanie ich powinno wyjść na dobre naszej replice. Trzeba także usunąć z górnej powierzchni płata szereg pionowych, krótkich listew, znajdujących się przy klapach. Znajdują się one tylko na dolnej powierzchni płatów. To właściwie jedyne uwagi, ale mając dobrą dokumentację, można pokusić się o odtworzenie także szeregu drobnych detali i wykonanie wszystkich powierzchni sterowych jako oddzielnych, jednak nie jako wychylonych. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia oryginału. Ponieważ oba skrzydła to jednolite odlewy, które są dość ciężkie, warto wzmocnić ich mocowanie do kadłuba, np. jakimiś kawałkami drutu, a nie przyklejać ich na styk. W skrzydłach mamy zaznaczone otwory, które trzeba pogłębić, a w takich samych miejscach nawiercić otwory w kadłubie.

Podstawowe elementy modelu zapakowano w trzy woreczki strunowe. W pierwszym, większym znajdujemy elementy kadłuba, kokpitu, usterzenie, koła i trochę detali. Koła odlano bardzo ładnie, maja bieżnik i pięknie zdetalowane piasty. Także przednia część kadłuba ma wszystko, co potrzeba, poza dwoma liniami podziału w ścianie ogniowej z lewej strony, można przeryć lub nie. Ja raczej poprawię. 

Producent zastosował klasyczny podział na lewą i prawą połówkę, maskę oraz powyżej omówioną część przednią. Niestety pojawia się tu pierwszy zonk, ponieważ połówki są zwichrowane i nie chcą pasować ze sobą. Nie rozkminiłem, czy żywica, czy wydruk 3D. Jeżeli to pierwsze, to nie ma problemu, trochę gorącej wody załatwi sprawę, jeśli wydruk 3D czeka nas dość skomplikowana opresja klejenia na raty. Połówki kadłuba mają bardzo ładnie odtworzoną fakturę powierzchni. Linie podziału są oczywiście wgłębne i delikatne ale wyraźne. Podobnie nity. Poza tym jest całkiem sporo pokryw, paneli, listew i stopni. Trzeba jednak zwrócić uwagę na ich układ w konkretnym egzemplarzu. Producent zapewne opracowując model wzorował się na którymś z egzemplarzy używanych w Grecji. Układ stopni na lewej burcie jest właśnie taki, jak wykonało Grand Models, ale już polskie egzemplarze są inne. Trzeba zatem sprawdzić, przy wyborze konkretnego egzemplarza, którego replikę będziemy budować. W wewnętrznych częściach połówek kadłuba zaznaczono elementy wyposażenia kokpitu. Zrobiono to jednak w sposób szczątkowy i warto to uzupełnić, zwłaszcza jeśli mamy w planach otwartą kabinę. 

Ta sama uwaga dotyczy pozostałych detali kokpitu, czyli podłogi, fotela oraz zagłówka. Są one wykonane bardzo przyzwoicie, ale można wycisnąć z nich więcej, znacznie więcej, dodając brakujące panele przewody, czy dźwignie. Producent wyszedł najwyraźniej z założenia, że większość modelarzy nie będzie otwierać kokpitu. Na uznanie zasługuje natomiast urządzenie do zrzutu wody, czy tez chemikaliów, widoczne na zdjęciu po lewej. Jest to niezwykle precyzyjny i delikatny detal, do którego wystarczy jedynie dorobić kilka przewodów. 

Usterzenie poziome jak i pionowe wykonano jako jednolite elementy, bez podziału na stateczniki i powierzchnie sterowe. Od razu widać konieczność korekty krawędzi natarcia, która jest dziwnie wyoblona. Coś tu chyba nie zagrało przy wykonywaniu formy. Także faktura powierzchni może budzić zastrzeżenia. Myślę, że znajdą się tacy, co będą starali się wykonać nową, tak żeby nie odstawała od faktury usterzenia pionowego i klap, które są bez zarzutu.

W kolejnych dwóch małych torebkach znajdujemy maskę oraz elementy silnika i śmigła. Ponadto w gąbkowym profilu znalazły się cylindry silnika wraz z popychaczami, co niestety nie zabezpieczyło tych delikatnych detali przed uszkodzeniem. W moim zestawie dwa były wyłamane, ale były, trzeci nadłamałem wyjmując części z gąbki kiedy robiłem zdjęcia. 

Silnik i śmigło to bardzo mocne punkty całego zestawu. Detale są bardzo szczegółowe, ale szalenie delikatne. Trzeba będzie bardzo uważać, zwłaszcza podczas wycinania i obróbki, poza wspomnianymi cylindrami silnika, które montujemy osobno w bloku silnika, od tyłu doklejamy kolektor spalin, pajączek z niezwykle delikatnymi przewodami. Ułamały mi się dwa, i myślę, że wszystkie zastąpię nowymi z drutu cynowego. 

 Podstawowe elementy, czyli żywica są uzupełnione multimediami, jak się to ładnie określa. Elementy fototrawione to obecnie standard i Grand Models się od tego nie wyłamują. Do swojego modelu Dromadera dołożyli dwie blaszki, jedną większą, na której znajdują się tablice przyrządów, mechanika płata i temu podobne drobne detale. Zabrakło natomiast pasów fotela pilota oraz całkiem sporej ilości uchwytów w rejonie osłony kabiny i przedniej części kadłuba. Z tymi ostatnimi należałoby jednak upewnić się, czy przypadkiem grackie maszyny tez mają takie uchwyty. Na szczęście dorobienie ich we własnym zakresie nie jest jakimś karkołomnym wyzwaniem. Tablice przyrządów wykonano jako jednolite panele, nie wykonano w nich otworów pod zegary, a tych nie znajdziemy na nawet na kalkomanii. Musimy się posiłkować zatem zapasami z podręcznego magazynku. Druga blaszka to z kolei widelce amortyzatorów goleni podwozia. Same golenie wykonano z metalu, zresztą bardzo ładnie. Są dosyć szczegółowe i co najważniejsze takie rozwiązanie jest idealne dla ciężkich, żywicznych skrzydeł. Podwozie takie się nie powinno złamać. Kolejna grupa detali to wykonane z pomarańczowego tworzywa stopnie ułatwiające wchodzenie do kabiny, drążek sterowy i rurka pitota. W taki sposób wykonano także jeden z detali urządzenia do zrzutu wody/chemikaliów. W Polskich Dromaderach jego kształt jest nieco inny niż przewidział to producent, więc koniczna będzie korekta.

 W pudełku pośród torebek znajduje się także tajemnicze zawiniątko – foliowa torebka z bąbelkową folią w środku. W tę folię zawinięte jest oszklenie, czyli osłona kabiny i klosze reflektorów, które zamontujemy w krawędziach natarcia. Przezroczyste elementy wykonano metodą vacu. Jest ono cienkie i dość delikatne, dlatego trzeba będzie bardzo uważać przy wycinaniu, tym bardziej, że dysponujemy tylko jednym kompletem oszklenia.

Model możemy wykonać w jednym z trzech wariantów malowania, czyli Greckich Sił Powietrznych (w Grecji samoloty przeciwpożarowe są składnikiem lotnictwa wojskowego), polskich, a konkretnie maszyny SP-FBU ze stała bazą na lotnisku w Goleniowie pod Szczecinem oraz Serbii. Maszyny greckie i polskie maja ten sam schemat malowania, biało – żółto – czarny i różni się właściwie jedynie znakami przynależności państwowej oraz oznaczeniami. Samolot w malowaniu serbskim ma jednolite malowanie kremowo – żółte z czarnymi i biało czerwonymi elementami ozdobnymi. To wszystko uwzględnia spory arkusz kalkomanii, na którym znajdziemy zarówno oznaczenia, napisy i wszystkiego rodzaju stencile, a także ukośne pasy na końcówkach skrzydeł oraz czarno – beżowe oznaczenia na masce kadłuba przed kabiną. Kalkomania sprawia pozytywne wrażenie, druk jest wyraźny, bez widocznych przesunięć i błędów drukarskich. Także kolorystyka nie budzi zastrzeżeń. Jakie są jednak naprawdę, wyjdzie podczas ich nakładania na model. Kalkomania została także powtórzona na papierze, taki schemat w razie problemów z odcyfrowaniem przeznaczenia danego elementu.  

Instrukcja na postać kolorowej ulotki. Kartka A4 złożona na pół. Na pierwszej stronie powtórzono rysunek z boxartu i schematy malowania. W środku natomiast znajduje się rozpiska z zestawieniem poszczególnych elementów zestawu wraz z ich numeracją, rysunki montażowe oraz schematy malowania. Na pierwszy rzut oka może się to wydawać mało czytelne, ale po dokładnym przestudiowaniu ulotki kłopotów z kolejnością montażu nie powinno być. Kolorystyka została podana według palety Humbrola i Mr. Hobby. Jeśli ktoś nie zdecyduje się na propozycje malowania Dromadera zaproponowane przez producenta, może pokusić się o malowanie Chorwackie z okresu konfliktu z Serbią. Chorwacja nie miała wtedy własnego lotnictwa wojskowego i stosowała działania improwizowane, jednym z nich było adaptowanie Dromaderów do roli lekkich bombowców.

Tak zatem wygląda model Dromadera rodem ze słonecznej Hellady. Z jednej strony brawa za temat i podejście do niego. Modelarze otrzymali zestaw szczegółowy i ciekawie zaprojektowany, z zastosowaniem różnych technologii, z drugiej strony pewne rzeczy wymagają interwencji modelarza. Zwykle w takich sytuacjach piszę, że można skleić model prosto z pudełka i też będzie fajnie, zwłaszcza w przypadku modelarzy średniozaawansowanych. W przypadku tego zestawu tak nie jest, jest on bowiem przeznaczony dla modelarzy z doświadczeniem i to sporym. Nie jest to także model, który możemy wziąć na warsztat prosto z marszu. Budowę trzeba przemyśleć i to solidnie. A jak już myśleć, to gromadzić dokumentację i poprawiać to, co nie wyszło producentowi. Poza tym nie jest to model tani, cena 50 Euro, potrafi wzbudzić respekt, tym bardziej we mnie, pomimo, że to model testowy. Przypomina mi się jednak historia z budową modelu Zlina Z-50M. Też na początku zakładałem, że model będzie tylko z pudełka, ale potem zacząłem coraz bardziej zgłębiać temat, gromadzić zdjęcia, dotarłem nawet do pilotów GA „Żelazny” Pani Agaty Nykazy i Pana Wojciecha Krupy, którzy podczas budowy bardzo mi pomogli. Teraz też mam konsultanta, w postaci Wierzcha, bardzo dobrą dokumentację, więc koncepcja budowy nasuwa się sama. Szybko ani łatwo nie będzie, nie mogę nic sknocić, bo mi Wierzchu spuści na łeb bombę wodną z prawdziwego Dromadera :)  Ten zestaw wart jest pochylenia się nad nim. Do wykonania greckiego Dromadera, wystarczy w zupełności, jeśli chcemy wykonać replikę jednej z maszyn używanych w Polsce, musimy trochę rzeczy pozmieniać. No dobra, a początkujący modelarze? Mają się męczyć z kosztownym i trudnym zestawem? Kiedy piszę te słowa, pojawiła się informacja, że będzie także model wtryskowy tego pięknego samolotu. Kto nad tym pracuje i kiedy to wyda nie wiem. Co z tego wyjdzie, czas pokaże…


Dziękuję producentowi, firmie Grand Models za przekazanie modelu na potrzeby recenzji,

Marcin „Marwaw” Wawrzynkowski

 

Partnerzy

             
                 
                 

 

Kluby modelarskie

 

 

 

 
                 
                 
                 

 

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd